„Jedna jedyna” Jørn Lier Horst

622715-352x500Kolejny kryminał z serii z Williamem Wistingiem i kolejny dobry. Szczególnie końcówka, która zaskakuje i zasmuca jednocześnie. Lubię kryminały Horsta, bo są proste, nie przesadzone, historia skupia się na faktycznym śledztwie, bez zbędnych ozdobników i wymyślnych postaci.

Komisarz Wisting w tej części, która jest czwartą z kolei, a nie wiadomo już którą wydaną w Polsce (zgubiłam rachubę, bo są wydawane nie po kolei) bardzo tęskni za swoją żoną, która wyjechała do Afryki w ramach programu „Lekarze bez granic”. Martwi się o nią, bo ma z nią rzadki kontakt, czeka nieustannie na telefon, dodatkowo gryzie go sumienie, że tak rzadko odwiedza swojego ojca, który niedawno przeszedł zawał. I z kwestii osobistych to właściwie wszystko.

Autor bardziej skupia się na śledztwie, które dotyczy zaginięcia młodziutkiej piłkarki ręcznej Kajsy Berg. Sportsmenka wyszła na trening i ślad po niej zaginął. W tym samym czasie w pobliskim lesie wybucha pożar, a na miejscu policja znajduje zwęglone zwłoki przykute kajdankami do drzewa i spalonego kota z odciętymi łapami. Brzmi brutalnie i obrzydliwie. Kim jest ofiara? Czy to dziewczyna, czy ktoś inny? Dlaczego tak brutalnie potraktowano człowieka? 

Policja będzie długo kluczyć, przesłuchiwać wielu świadków, i jak to u Horsta, Wisting wie, że coś przeoczył, tylko akurat w tym momencie nie może skojarzyć co. Czy to było jakieś zeznanie, na które wcześniej nie zwrócił uwagi? Czy może drobiazg, jaki zauważył któryś z jego kolegów? Wszyscy znajomi Kajsy, jej chłopak, jej trener, koleżanki z drużyny, koledzy z przeszłości, świadkowie różnych zdarzeń będą zeznawać. Czy jednak każdy z nich powie prawdę?

Wiele wątków nie będzie się początkowo ze sobą łączyć, ale Horst (taki już ma schemat) zwykle w 3/4 książki robi „coś”, co sprawia, że Wistingowi zapala się żaróweczka i momentalnie wszystko wskakuje na swoje miejsce. Wystarczy impuls, jakieś słowo, detal i od razu puzzle układają się same. W tym tomie jednak, to co wskoczy na miejsce, za chwilę z tego miejsca wyskoczy i znajdzie się zupełnie gdzieś indziej, kompletnie nie powiązane i błędne. „Jedna jedyna” to książka, która zaskoczyła mnie chyba najbardziej z tej serii rozwiązaniem zagadki kryminalnej. Okaże się, że zniknięcie Kajsy będzie tylko czubkiem góry lodowej, Wisting  poczuje się naprawdę wyjątkowo wyczerpany.

„Czuł się zmęczony. Prędzej czy później sprawcę uda się wytypować i ująć, tego był pewny, ale teraz sprawa wyglądała beznadziejnie. Miał wrażenie, że poruszają się po omacku. Zbierają luźne wątki. Ale właśnie na tym w dużej mierze polegało prowadzenie śledztwa: na tkaniu sieci o jak najdrobniejszych oczkach, tak aby sprawca nie był w stanie się wymknąć”.

Typowy dla Horsta kryminał. Jeśli znacie autora, to wiecie czego się spodziewać. Tu dodatkowo, jest więcej gmatwaniny, więcej nazwisk, głębsze dno samej sprawy i ciężki, emocjonalny finał. Lubię i polecam, szczególnie miłośnikom autora.

„Jedna jedyna” Jorn Lier Horst, tłum. Milena Skoczko, wyd. Smak Słowa 2018

Reklamy

„Dziedzictwo Karny” Herbjørg Wassmo

589179-352x500„Dziedzictwo Karny” to ostatnia część trylogii norweskiej autorstwa Herbjørg Wassmo, która zamyka w interesujący sposób wszystkie wątki  z poprzednich dwóch części i aż żal, że to już koniec. Nie można czytać ostatniego tomu bez znajomości poprzednich, o których już pisałam: „Księga Diny” (tom 1) i „Syn szczęścia” (tom 2). Klimat tych książek jest niezwykły, surowy a jednocześnie magiczny, a wykreowane postaci pozostaną na długo w mej pamięci. 

Karna – dziewczynka, córka Beniamina, której matka o tym samym imieniu zmarła przy porodzie, a z którą Beniamin miał przelotny romans, jest dziewczynką niezwykłą, choć ciężko chorą na padaczkę. Beniamin po ukończeniu studiów medycznych w Kopenhadze, pobycie w Berlinie, decyduje zaopiekować się swoją córką i powrócić do rodzinnej posiadłości w Reinsnes, do której po długiej nieobecności wraca również jego matka, Dina. Jego serce wciąż należy do Hanny, z którą spędził tu dzieciństwo, ale żeni się z Anną, którą poznał w Kopenhadze. Jest rozdarty między dwiema kobietami, jedną kocha i to jej naprawdę pragnie, drugiej miłość ofiarowuje, racjonuje, choć związek z nią też jest namiętny i wydawałoby się szczery. Chyba do czasu. A miłość … stanowi dar. Należy go chronić. Może przyjść w życiu za późno, albo za wcześnie. Ale nie jest dla ludzi, którzy racjonują ją jak pożywienie dla jeńców. Miłość jest mocą ofiarowaną tym nielicznym, którzy rozumieją, że trzeba dać wszystko i przyjąć też wszystko.” Czy Beniamin rozumie czym jest miłość? Chyba nie do końca. A Anna? A Dina? A inni? 

Karna mimo młodego wieku i swojej ciężkiej choroby, ma niezwykły dar obserwacji i łączenia faktów. Dla niej świat widziany jest światem prawdziwym. Nie ma nic poza nim. No może, poza duchem babci na strychu i pieśnią morza, która wciąga ją gdy nadchodzi atak padaczki. „Uczucie opuszczania własnego ciała. Bo musiała. A może chciała? […] Światło. Uniosło ją, wsysało w siebie. Przymuszało. By słuchała pieśni”. Sama potrafi również pięknie śpiewać, ale tylko wtedy, kiedy inni chcą lub potrzebują jej posłuchać. Tatuś jest dla niej autorytetem. Hanna i Anna początkowo zlewają się jej w jedną kobietę, ale jest ona jeszcze malutką dziewczynką i niewiele rozumie. Dopiero z upływem czasu  Karna  zaczyna się domyślać. Czego? 

Wszystko jest początkowo pogubione i nieposkładane, trwa w zawieszeniu, choć wydawałoby się, że życie toczy się normalnie. Dopiero kiedy po długiej nieobecności wróci Dina, ta dzika i nieokiełznana kobieta, teraz już z włosami przyprószonymi siwizną, ale nadal piękna, namiętna w swojej grze na wiolonczeli, pełna dawnych niewybaczonych win, ale też niezwykłej mądrości i smykałki do interesów, rzeczywistość zacznie się zmieniać i jakby porządkować. Niektórzy z tych, którzy ją kochali nagle odejdą, inni nagle powrócą. Zmiany zajdą nie tylko w Reinsnes, ale też w Strandstedet, gdzie zamieszka większość rodziny, a Dina wykupi podupadający hotel i połowę udziałów w stoczni. Skąd ma pieniądze? Dlaczego chce zrobić tyle dobrego dla swych rodzinnych stron? Ona, której nigdy w zasadzie nie interesowało życie tutaj, która nagle wyjechała i przez wiele lat nie dawała znaku życia. „Najważniejsze rzeczy w życiu zaczynają się albo kończą smutkiem”.

A Karna, jest chyba jedyną w rodzinie, która nie zrobiła nic złego. Szczera i uczciwa, dorasta i przeżywa pierwszą miłość, wiele upokorzeń związanych ze swoją chorobą, czuje, że nosi w sobie całą historię rodu, z którą nie może sobie poradzić, że to ona jest winą i ich odkupieniem, życiem, bo „Tu w Reisnens wszyscy jesteśmy martwi” jak powiedziała Dina. Karna dorasta w miejscu naznaczonym i w czasie wielu zmian, jakie zachodzą w tym skandynawskim zakątku świata, wycofanym z życia podobnie jak ona.

To słodko-gorzka powieść, w której możemy analizować zachowania ludzkie, konsekwencje ich czynów, ich wpływ na późniejsze życie, na kolejne pokolenia. Tu nie nic nie jest proste, ale kto powiedział, że życie jest proste. Popełniamy błędy i uczymy się na nich, bądź też nie. Czasem odpowiedzialność za nie spada na innych. Poszukiwania własnej tożsamości, swojej drogi, celu i sensu – to główne tematy tej całej trylogii. „Dziedzictwo Karny” pokazuje, że pewne rzeczy można naprawić, a inne zostaną jakie są i mogą tylko spłonąć jak suche deski. Czy zostaną wybaczone? Czy obciążenie dziedzictwem grzechów i czynów swoich przodków sprawia, że zachowujemy się jak oni? Bo nie mamy innego wzorca? Jak ważna w tym wszystkim jest nasza duma, wierność zasadom, wierność człowiekowi, uważność na otaczający nas świat? Refleksyjna, piękna literatura. Mądra i ważna. Warta lektury na pewno. Polecam. Po kolei – koniecznie!

„Dziedzictwo Karny” Herbjørg Wassmo, tłum. Ewa M. Bilińska, wyd. Smak Słowa 2018

„Syn szczęścia” Herbjørg Wassmo

i-syn-szczescia„Syn szczęścia” to druga część norweskiej trylogii autorstwa Herbjorg Wassmo. „Księga Diny” mnie uwiodła, podobnie jest i tutaj. To piękna, pisana w dość niezwykły sposób książka, w której rzeczywistość miesza się z sennymi widzeniami, z myślami i wyobrażeniami. Momentami trudna w odbiorze, momentami bardzo łatwa. Jest w niej wszystko, co sprawia, że się ją dawkuje. Z jednej strony chce się już ją skończyć, a z drugiej wcale. To dziwna rozbieżność, która rzadko przydarza mi się w trakcie lektury. Napisane jest na okładce „oszałamiająca” – i tak dokładnie ją odbieram. 

W poprzedniej części byliśmy bardziej w „głowie” Diny, pełnokrwistej, niezwykle dzikiej kobiety, nie dającej się podporządkować żadnemu mężczyźnie, nie znającej porządku ani miłości. Tutaj jesteśmy „w głowie” chłopca, a potem dojrzewającego już mężczyzny – Beniamina. To syn Diny, syn szczęścia, świadek złego i strasznego czynu popełnionego przez matkę. Brzemię tego będzie wlokło się będzie za nim bardzo długo. „Byłem wycofującą się falą. Daleko w morze. Przyglądałem się pozostawionej pianie. Szare światło wpadało ukosem przez wysokie okno. […] Byłem obcy sam dla siebie”.  Od kiedy skończył 11 lat, skończyła się dla niego również beztroska egzystencja. Kiedy zobaczył zabarwiające się na czerwono wrzosowisko, już wiedział, że nic nie będzie nigdy takie samo. Że teraz może wydarzyć się wszystko. „Zdał sobie sprawę, że siły ciemności działają przeciw niemu i że na nikim na tej ziemi nie można polegać” i że od tej pory nic go już nie chroni.

Towarzyszymy Beniaminowi cały czas, od momentu, kiedy jego matka Dina wyjeżdża z rodzinnego Reinsnes, zostawiając męża Andersa. Ponoć wyjeżdża na krótko. Nigdy jednak nie wróci. Dlaczego? „Tylko ci, którzy dokonują wyboru, ryzykując, że będzie zły, naprawdę wybierają”. On sam również zmuszony jest wyjechać. Zanim Dina zniknie, wysyła go do szkoły w Tromsø. To dla małego Beniamina duże przeżycie, ale zostawia za sobą ten umarły, omszały dom w Reinsnes, w którym między kątami, szmatami i szparami kryją się oddechy zmarłych i gdzie czuje się jakby był „molem przelatującym przez izbę, na którego nikt nawet nie podnosił spojrzenia”.

Jesteśmy z nim zatem w Tromsø i potem w Kopenhadze, gdzie poznaje przyjaciela Aksela, zaznaje uroków studenckiego życia, sławi filozofię Kierkegaarda. Gdy wojska Bismarcka w 1864r. napadają na Danię, lądujemy z Beniaminem w szpitalu polowym, w którym poznaje Karnę. Ona odegra dużą rolę w jego życiu. Dowiemy się tego dużo później. Będzie też Anna, która wzbudza w Beniaminie niezwykłe uczucia, ale jest dziewczyną przyjaciela.

Buzujące w nim emocje, senne widziadła z przeszłości i zapamiętane grzechy jego matki nie pozwalają mu na odnalezienie się we własnym życiu. Ciągle jest zagubiony, poszukujący nie wiadomo czego: wyzwolenia? odkupienia? pomocy? „Ciągle byłem poza samym sobą. Byłem człowiekiem, którego jeszcze nie znałem. Jeszcze niepomyślaną miłość. Jeszcze nie wykorzystanym dziedzictwem, a zarazem bolesnym wrzodem winy”. Chce pozbyć się z siebie tego, co zżera go od środka, nienawidzi swoją matkę, ale jednocześnie usilnie pragnie, by się do niego odezwała, by go odnalazła i przytuliła do swego zbrukanego łona, by powiedziała mu, co ma robić. By pokierowała jego życiem, bo ona zawsze wiedziała, co i jak powiedzieć. Jej słowa były jak ruchy figur szachowych. Zdecydowane, mądre, nie znające sprzeciwu.

Czy uda mu się spotkać matkę po latach? Czy pozbędzie się wreszcie tej tajemnicy, którą w sobie nosi i która nie pozwala mu na odnalezienie sensu życia? Czy będzie umiał pokochać? Czy można stać się kimś i cenić to, co się nam przydarza, mimo mrocznej przeszłości? Tworzyć perły z ziaren piasku, które uwierają? 

To piękna książka o dojrzewaniu, dorosłości, mierzeniu się z przeszłością, miłości i jej braku, poszukiwaniach, o życiu mężczyzny, który przecież nieco inaczej odbiera świat niż kobieta i który pamięta, że „Dwóch rzeczy możemy być pewni. Jedna to śmierć. Druga, to że zostaniemy opuszczeni. W ten czy inny sposób. Opuszczeni”.

p.s. a teraz zabieram się za ostatnią część „Dziedzictwo Karny”.

„Syn szczęścia” Herbjørg Wassmo, tłum. Ewa M. Bilińska, wyd. Smak Słowa 2016

„Księga Diny” Herbjørg Wassmo

ksiega-diny-b-iext47226003„Księga Diny” jest pierwszą częścią norweskiej trylogii autorstwa Herbjørg Wassmo i jest to książka niezwykła, mroczna, dziwna i niepokojąco wciągająca. 

Główna bohaterka, tytułowa Dina to kobieta wcześnie wydana za mąż. Jakub jest dużo starszy od niej, ma własny majątek na północy Norwegii, w Reinsnes. Wdowiec, ogarnięty pożądaniem do pięknej Diny długo jednak na kartach książki nie będzie gościł. Już w prologu dowiemy się o jego nieprzypadkowej śmierci. To wydarzenie będzie początkiem historii kobiety nieokiełznanej, dzikiej, trochę niepoważnej, bezkompromisowej i mocno szalonej. „Jakaś aura szaleństwa i mocy otaczała tę młodą, na poły ubraną kobietę o rozczochranych włosach i dzikim spojrzeniu”. 

Jej dzieciństwo odbije się piętnem na całym życiu. Za fasadą pewności siebie i bezczelności, Dina skrywa strach małej dziewczynki, winnej śmierci swej matki, nie radzącej sobie z życiem. Mimo, iż zawładnie sercami wielu mężczyzn, świadomie ich wybierając, strach nie pozwoli jej na prawdziwy związek. To za jej sprawą Śmierć będzie cały czas blisko i będzie zbierać żniwo. Tak już musi być. Duchy zmarłych będą odwiedzać Dinę. Szczególnie duch jej matki, którego nie może i chyba nie chce się pozbyć.

Dina jest nikim i jest wszystkim. Przepełniona emocjami, choć małomówna. Silna choć słaba. „Inni panowali nad słowami. Wypływały z nich lekko. Jak oliwa na wodę. Rzeczywistość mieściła się w słowach. Słowa nie były Dinie przeznaczone”. Mimo to, potrafiła doprowadzić mieszkańców Reinsnes do szaleństwa, choćby tym, że zarządzała  całym domem i majątkiem nie kiwnąwszy nawet palcem.  Jej myśli płyną swoim, nikomu nie znanym torem, a do swojego świata Dina nikogo nie dopuszcza. „Jam jest Dina. Jakub mówi jedno, czyni drugie. To koń, który nie chce by go dosiadać. Wie, że należy do mnie. Ale boi się, że zauważę. iż chce uciec. Siedem razy skłamał, żeby uciec. Późno już. Ludzie są jak pory roku. Jakub niedługo przemieni się w zimę. Najpierw czuję cios. To chyba boli. Ale po chwili wszystko znika w nieskończoności, którą zawsze noszę w sobie. Płynę z pokoju do pokoju, między meblami, między ludźmi. Mogę sprawić, by potykali się o siebie wzajem. Wcale nie potrafią grać. Nie wiedzą, kim są. Wystarczy jedno moje słówko, by ich oczy zaczęły błądzić. Ludzie nie istnieją, już nie będę ich liczyć”.

Dina wie, jaką ma władzę nad ludźmi. Wie jak pokazać, że ma hojne serce i poczucie sprawiedliwości. Jest perfidna i zna się na liczbach. Wie gdzie się chowają, kiedy nie może się ich doliczyć, wie też jak łatwo można omotać każdego mężczyznę, ale wie też, jak się go potem pozbyć, by paradoksalnie z nią został. Bo tylko duchy jej nie zostawiają. Jednak do czasu.

To dziwna powieść. Piękna w tej dziwności, czasem trudna w odbiorze, ale ma coś, czego często powieściom brakuje: klimat, jakiś taki mroczny, niepokojący nastrój, który spływa podczas lektury na czytelnika. Czasem ciężko jest zrozumieć tok myślenia i zachowanie głównej bohaterki, nazywanej przez autorkę „wilczycą i amazonką, wojowniczką i olbrzymką”. Niezwykle poruszająca i sugestywna opowieść o kobiecie z wiolonczelą, na zawsze uwięzionej w swojej przeszłości, w świecie zranionego dziecka, żyjącej na pograniczu dwóch światów.  „Jam jest Dina, zabijam tych, których kocham”.

Synem Diny jest Beniamin, syn szczęścia, o którym jest druga część trylogii. Właśnie zaczęłam ją czytać, znów ten dziwny świat … bardzo mi się podoba… 

Księga Diny” Herbjørg Wassmo, tłum. Ewa Partyga, wyd. Smak Słowa, 2014.

„Felicia zaginęła” Jorn Lier Horst

william-wisting-tom-2-felicia-zaginela-b-iext50009520Książka „Felicia zaginęła” będzie miała swoją premierę 16 sierpnia, ale mnie udało się ją już przedpremierowo przeczytać, dzięki uprzejmości wydawnictwa Smak Słowa.

Kryminały tego norweskiego pisarza są dla mnie zawsze gwarantem dobrej kryminalnej rozrywki i przykładem skandynawskiego klimatu. Ubolewam tylko nad faktem, że seria o komisarzu Wistingu wydawana jest nie po kolei. Zaznaczam to chyba w każdej mojej recenzji. bo mnie to irytuje. Tym razem, patrząc według kolejności, mamy do czynienia z drugim tomem serii, a ósmym wydanym w Polsce (gdyż tomy publikowane są niestety od końca). W sumie nie przeszkadza to zbytnio w lekturze, bo każdy tom opisuje inną sprawę kryminalną, a życie Wistinga właściwie nie ewoluuje jakoś specjalnie. Oczywiście zmienia się jego sytuacja osobista i dorastają dzieci (bliźniaki Line i Thomas), ale w każdej części mamy ogólny zarys sytuacji, więc spokojnie można czytać nie po kolei (chociaż ja wolałabym jednak mieć ciągłość, no ale to ja).

Wiliam Wisting tym razem zajmuje się starą, (jak się okazuje sprzed 25 lat) sprawą zaginięcia, która zmienia się nagle w sprawę o morderstwo. Podczas prac budowlanych znaleziony zostaje szkielet kobiety ukryty w starej szafce na ubrania (takiej jakie są w zakładach przemysłowych). Zwłoki (o ile tak można nazwać te pozostałości) mają ślad po kuli kalibru 22. Po żmudnych badaniach, okazuje się, że szkielet należy do kobiety, której poszukiwano 25 lat temu. Felicia Natholm została uznana za zaginioną, miejscowi ze Stavern podejrzewali samobójstwo, jednak Wisting stwierdza zupełnie coś innego. Kobieta została zamordowana, a jej ciało ukryte. W obliczu nowych okoliczności sprawa sprzed 25 lat nabiera innej mocy, ale zostaje tylko kilka dni do jej przedawnienia. Czy Wistingowi uda się odnaleźć sprawcę zabójstwa w tak krótkim czasie? 

Dodatkowym utrudnieniem będzie kolejne zaginięcie innej kobiety, które zgłosi jej narzeczony. Amalie Lund zniknęła z powierzchni ziemi nagle i bez powodu, jak się wydaje wszystkim świadkom i tym, którzy ją znali. Wisting cierpliwie i skrupulatnie będzie wszystko badał i w następstwie okaże się, że zaginięcie Amalie ma wiele wspólnego z zaginięciem Felicii. Śledztwo nabierze nowego wymiaru, pojawi się wielu podejrzanych, wiele spekulacji, ale po nitce do kłębka (a właściwie po szpilce) Wistingowi uda się rozwiązać te bardzo skomplikowane sprawy, choć sam narazi się na ogromne niebezpieczeństwo. Śledztwo na medal, Wisting w formie.

Trzeba również zwrócić uwagę, że komisarz mimo pewnego problemu osobistego, potrafi się skupić na pracy. Właściwie to ucieka w to skupienie, by nie myśleć. Jego żona Ingrid, o której mówi z ogromną czułością wspominając początki ich znajomości, zamierza zostawić go na trzy lata i wyjechać do Zambii na kontrakt związany z pracą w pomocy społecznej. Tak naprawdę Wisting zdaje sobie sprawę dopiero teraz, że Ingrid i jej pasje były cały czas w cieniu, ważniejsza w ich związku zawsze była jego praca i jego problemy. Rzadko udawało mu się spędzić z żoną wieczór, zjeść kolację, jak sam mówi nie pamięta, aby widział zapalone świece w mieszkaniu, choć często w śmieciach znajduje ogarki. Dopiero teraz, kiedy żona oznajmiła mu o podjętej decyzji, której on nie ma prawa zakwestionować, Wisting zdaje sobie sprawę, że zostanie sam, na tak długo. Dzieci mają już swoje życia, a on, będzie musiał nauczyć się przez ten okres organizować sobie czas i domowe obowiązki. „Rozmyślał o czymś, co mroziło go od środka. Usiłował odsunąć od siebie tę przedziwną myśl, że wkrótce zostanie sam, ale świadomość, że czeka go wiele takich samotnych chwil na werandzie z widokiem na całe Stavern, nie dawał mu spokoju”.

Świetnie się czyta książkę, w której czuje się ogromną sympatię do bohatera. Mamy do czynienia z człowiekiem z gruntu dobrym i kochającym, ciepłym i sprawiedliwym, pasjonującym się swoją pracą i cały czas dziwiącym, ile zła jeszcze na świecie przyjdzie mu zwalczać. To kolejna dobra część z serii z komisarzem Wistingiem. Czyta się szybko, bo rozdziały są krótkie, jest napięcie od samego początku, choć akcja pędzi swoim tempem. Bardzo dobra kryminalna zagadka, profesjonalnie prowadzone śledztwo – czego więcej trzeba, by stworzyć kryminał na jeden-dwa wieczory? Na okładce jest napisane, że „obecnie w Norwegii jest 1171 zaginionych osób. Za każdym zniknięciem kryje się swoiste misterium, zagadka. Książka „Felicia zaginęła” opowiada jedną z takich historii”. Polecam.

„Felicia zaginęła” Jorn Lier Horst, wyd. Smak Słowa 2017, przekład Milena Skoczko.

P.S. Pozostałe recenzje książek Horsta, znajdziecie pod tymi linkami: „Kluczowy świadek”„Gdy mrok zapada”„Szumowiny”„Ślepy trop”„Poza sezonem”„Psy gończe”,  „Jaskiniowiec”.