„Krąg” Dave Eggers

Mam kilka książek Eggersa, które kiedyś, dawno temu, wieki temu właściwie zakupiłam na allegro, bo mi się spodobały opisy czy może okładki – nie pamiętam. Kosztowały mnie grosze, każda może po 5-7 zł. Grzebiąc ostatnio na którejś z półek, ten czerwony kolor się do mnie uśmiechnął, wzięłam zatem tego „trupa” sprzed kilku lat i zaczęłam czytać. O borze szumiący! Wessało mnie bardzo mocno. Jakaż to dziwna powieść, choć baaaardzo aktualna. Nieco futurystyczna, czyta się płynnie i muszę powiedzieć, że bardzo mi się podobała, choć jej finalny wydźwięk już nieco mniej, w sensie przekazu (nie wykonania).

Mae Holland – młoda dziewczyna z małego miasteczka, dzięki swojej przyjaciółce Annie zostaje zatrudniona w przeogromnej firmie „Circle”. Firma zajmuje się szeroko pojętym internetem, wymyśla różnego rodzaju aplikacje, jej system mediów społecznościowych jest bardzo szeroko rozwinięty, ogólnie jest to firma mająca wielki budżet, działa z rozmachem, a pracownicy mają wszelkie przywileje i różne atrakcje do wykorzystania. Na początku postawiłam się w sytuacji Mae i uznałam, że fajnie byłoby pracować w takim miejscu, gdzie każdy się liczy, o każdego się dba, wspólnota jest prawie że rodziną, a i czas wolny ma się wypełniony wszelakimi wygodami. Ale… im dalej w las (czyt. lekturę) to tym bardziej umacniałam się w przekonaniu, że ABSOLUTNIE NIE! nie chciałabym, nie dałabym rady się tak poświęcać, a poza tym wywalono by mnie po pierwszych dniach z różnych powodów, których potem znajdowałam coraz więcej.

„W Circle tyle się działo, tyle w nim było człowieczeństwa i pozytywnych uczuć i na tylu obszarach wytyczało nowe drogi, że Mae doskonaliła się przez samą obecność w pobliżu jego pracowników. Przypominało dobrze prowadzony sklep z żywnością ekologiczną: kupując w nim, wiedziałeś, że będziesz zdrowszy, nie mogłeś dokonać złego wyboru, ponieważ wszystko już dokładnie sprawdzono. W podobny sposób dokonano selekcji w Circle i dzięki temu firmowa pula genetyczna była wyjątkowa, a potencjał intelektualny fenomenalny. Było to miejsce, w którym wszyscy, nieustannie z wielką pasją, dokładali starań, by doskonalić samych siebie i siebie nawzajem, by dzielić się swoją wiedzą oraz rozpowszechniać ją na świecie”.

Mae awansuje, radzi sobie świetnie, zaczyna być wreszcie zauważana, co wiąże się z pewnym systemem punktacji, którego pułap należy osiągać każdego dnia, a nawet go przekraczać, co jest oczywiście bardzo mile widziane. Wszystko byłoby właściwie w porządku, choć człowiek czytając to, już zastanawia się powoli, ile technik manipulacyjnych jest stosowanych wobec jednostki oraz jak bardzo należy się starać, by zasłużyć na szacunek wspólnoty. Wszystko zaczyna przerażać. Ambitna Mae tego jednak nie dostrzega, pnie się w statystykach, jej sława i rozpoznawalność rosną, dziewczyna staje się ważna. To dla niej coś nowego i coś co dodaje jej pewności siebie, skrzydeł. Niestety, życie poza Circle przestaje dla niej istnieć. Co z jej rodzicami? dawnym przyjacielem? co ze spędzaniem wolnego czasu według własnych potrzeb? Jak się potoczy całą historia i o co chodzi z tzw. „domknięciem kręgu”.

W Circle jest jeszcze jedna istotna rzecz, która wpływa na relacje: bycie przejrzystym. Wyobrażacie sobie chodzić od rana do wieczora z kamerą, która filmuje wasze całe życie i rozsyła obraz na cały świat? Nie macie prawa jej wyłączyć, poza momentem w toalecie, czy momentem snu. Nie macie absolutnie żadnego prawa. Ludzie za to mają prawo was oglądać, co robicie, z kim się spotykacie, rozmawiacie, wasi rozmówcy nie mają wyboru, również są filmowani, czy się na to zgadzają czy nie. I jak tak sobie myślę o tym, to od razu włazi mi do głowy swego rodzaju ekshibicjonizm, który kręci ludzi. Przykładowo na Youtube czy Facebooku: publikujemy nasze zdjęcia/vlogi, pokazujemy w nich, często nieświadomie, gdzie mieszkamy, co jemy, gdzie byliśmy, oznaczamy ludzi na tych zdjęciach, co świadczy od razu o tym, że oni byli z nami. Lajkujemy różne strony, pokazujemy czego słuchamy, co oglądamy, kto jest naszym mężem, do jakiej szkoły chodzi nasze dziecko, co kupiliśmy itp. itd. Jakie to jest ogromne źródło informacji o nas! Nawet sobie nie wyobrażacie! Z drugiej strony to też zależy od człowieka, są tacy, którzy nie publikują wszystkiego jak leci, chronią w miarę możliwości prywatność, rodzinę, nie mówią o tym, czy mają dzieci, męża/żonę, gdzie pracują itp. Tacy ludzie już nie mogliby pracować w Circle. O nie! To dlatego ja nie mogłabym, za bardzo cenię sobie swoją przestrzeń, co w przypadku pracowników Circle jest już postrzegane jako egoizm.

Prywatność i intymność, to kwestie do których każdy z nas ma prawo, ale też to od nas zależy, czy będziemy w stanie je chronić, na tyle na ile można w tym zidiociałym na punkcie różnych aplikacji, pełnym kart bankowych, zbierania punktów, kont i haseł, ankiet i formularzy, świecie. To wszystko nie jest oczywiście proste, niemniej warto uważać, co takiego przekazujemy dalej. I czy robimy to nieświadomie, czy z chęci bycia faktycznie zauważonym? (choć z „trzeciej” już strony większość z nas chce być zauważona, inaczej nie logowałaby się na instagramie, FB czy innych tiktokach, nie pisała bloga!). Warto jednak stawiać sobie granice.

Podobało mi się, co powiedział do Mae jej dawny chłopak:

„Myślę, że twoim zdaniem siedzenie przy biurku i klikanie w emotikony jakimś cudem sprawia, że naprawdę prowadzisz fascynujące życie. Komentujesz różne rzeczy, zamiast je robić. Oglądasz zdjęcia z Nepalu, klikasz ikonkę z uśmiechniętą buźką i sądzisz, że to się równa wyjazdowi. No by coż by się stało, gdybyś rzeczywiście tam pojechała? Twoje kretyńskie oceny, czy co tam, kurwa, wam przyznają, spadłyby poniżej dopuszczalnego poziomu. Mae, czy zdajesz sobie sprawę, jak niewiarygodnie nieciekawą osobą się stałaś?”.

Czy zatem taka przejrzystość, o jakiej pisze Eggers, to całe nasze komunikowanie się w internecie, nie są tylko obłudą? Pragniemy, by nasze życie było ciekawe, ale boimy się żyć naprawdę? Wolimy monitorować, podglądać, komentować życie innych, zamiast zająć się własnym? Mae jest dla mnie bohaterką, która irytuje swoim zachowaniem, ale z takim zamysłem została stworzona. Początkowo nawet jej kibicowałam, ale potem zastanawiałam się, co wyprawia? Jak bardzo wyprano jej mózg… Stała się żałosna, doprowadziła do sytuacji, które w konsekwencji zniszczyły życie wielu osób. Jej idealizm stał się zagrożeniem dla demokracji i dla prywatności. Przerażające.

Świetna książka, niepokojąca i bardzo na czasie. Uświadamia, jak bardzo przesadzamy w tym naszym pragnieniu bycia widzialnym. Przynajmniej, ja to tak odbieram.

„Krąg” Dave Eggers, tłumaczenie Marek Fedyszak, wydawnictwo Sonia Draga, 2015.

„Miasto niedźwiedzia” Fredrik Backman

IMG_20200802_110542_232

„Björnstad nie leży w pobliżu niczego i nawet na mapie wygląda nienaturalnie. „Jakby pijany olbrzym, sikając, próbował napisać na śniegu swoje imię” – powiedzieliby jedni. „Tak jakby przyroda i człowiek przeciągali linę, walcząc o przestrzeń do życia” – stwierdziłby pewnie ktoś myślący bardziej racjonalnie. Tak czy inaczej, miasto przegrywa, dawno już niczego nie wygrało. Coraz mniej pracy, więc każdego roku jest i mniej ludzi, las zjada jeden czy dwa opuszczone domy na sezon. W czasach gdy było jeszcze czym się chwalić, gmina postawiła przy wjeździe do miasta tablicę z hasłem przypominającym popularne wówczas slogany: „Witamy w Björnstad. Chcemy trochę więcej!”. Wiatr i śnieg potrzebowały kilku lat, aby wywiać słowo „więcej”. Niekiedy całe miasteczko wydaje się filozoficznym eksperymentem. Jeśli całe miasto zniknie w lesie i nikt o tym nie usłyszy, czy będzie to miało jakieś znaczenie?”

Björnstad jest miastem hokeja, miastem niedźwiedzia, który jest symbolem siły, a zarazem drużyny juniorów, która niebawem ma zagrać ważny mecz z drużyną z sąsiedniego miasta Hed. Mała społeczność miasta skupiona na tym wydarzeniu nie żyje właściwie niczym innym. Każdy z bohaterów tu przedstawionych miał albo ma coś wspólnego z hokejem. Sport jest czymś co daje siłę, co sprawia, że ludzie czują się ważni, co napędza ich do życia i bez czego byliby nikim. Peter, dyrektor sportowy mówi: „Co może dać nam sport? Poświęcamy mu całe życie i na co możemy liczyć w najlepszym przypadku? Kilka chwil… zwycięstw, kilka sekund, dzięki którym czujemy się więksi, niż w rzeczywistości jesteśmy, kilka odosobnionych momentów, gdy łudzimy się, że jesteśmy… nieśmiertelni. A przecież to kłamstwo. Nic z tego nie jest ważne. […] Jedyne, co nam daje sport, to chwile. Ale do cholery, czym więcej jest życie, jeśli nie chwilami?”.

Kiedy drużyna juniorów wygrywa, społeczność Björnstad przepełnia duma i wiara, że nic nie powstrzyma hokeistów przed wygraną jeszcze ważniejszego meczu – finałowego. I mimo, że wokół sportu kręci się akcja książki, to nie tylko o sporcie, sile drużyny i wspólnoty, jest to powieść. To przede wszystkim powieść o tym, czym jest społeczność, jaka jest natura ludzka i jak zachowuje się człowiek stojący przed wyborem między tym, co dobre, a co złe, właściwe a niewłaściwe. Czy lepiej być niedźwiedziem, czy lwem i kto w tym wszystkim jest drapieżnikiem, a kto ofiarą?

Benji, Bobo, Kevin, Lyt to jedni z głównych zawodników, charakteryzujący się siłą, sprytem i szybkością. Są przyjaciółmi, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dołącza do nich Amat. Młodszy chłopiec mieszkający w Björnstad, ale w tak zwanej Niecce (jak mówią bogatsi, odpowiedniku slumsów). Mama Amata – Fatima jest sprzątaczką w szkole i w hali hokejowej. Ledwo wiąże koniec z końcem, walczy z bólem pleców w pracy, ale jest szczęśliwa, że jej syn dzięki ciężkim treningom, zostaje doceniony i awansuje do drużyny juniorów. Początkowo wyśmiewany, traktowany gorzej ze względu na pochodzenie i status społeczny, zostaje jednak doceniony przez kolegów z drużyny. Zawsze marzył, by przynależeć do jakiejś grupy społecznej, by być traktowanym równo i z szacunkiem. Tylko czy będzie szanował sam siebie, kiedy wydarzy się to, co się wydarzy? A co się wydarzy?

Impreza zorganizowana w domu Kevina zmieni życie całej społeczności już nieodwracalnie. Drużyna juniorów zostanie poddana próbie, w tym przede wszystkim Amat. Peter,dyrektor sportowy będzie za wszelką cenę próbował chronić swoją córkę Mayę, która z ofiary zmieni się w drapieżnika. Jej przyjaciółka Ana dowiedzie czym jest prawdziwa przyjaźń, bo pamiętajcie, że „prawdziwych przyjaciół ma się tylko w wieku piętnastu lat”.  David, trener drużyny również będzie musiał rozprawić się ze swoimi wewnętrznymi dylematami. Cała przyszłość miasteczka stanie pod znakiem zapytania. „Jak bardzo możemy być egoistyczni. Jak bardzo powinniśmy się czuć odpowiedzialny za siebie nawzajem” […] Kogo byśmy ratowali, gdybyśmy mogli wybierać tylko jedną osobę? Kogo wyciągnęlibyśmy pierwszego z lodowatej wody, jeśli łódź ratunkowa miałaby ograniczoną liczbę miejsc?” . Czy zawsze byłaby to rodzina? 

Mogłabym tu opowiadać wiele, naprawdę wiele…. ale po co? Lepiej samemu sięgnąć i przeczytać. Tu każdy z bohaterów ma swoją historię, a każda z rodzin problemy.  Niby banalnie, ale jak świetnie pokazane! Wszystkich jednoczy i jednocześnie dzieli jedno wydarzenie, które jest punktem wyjścia do dalszych wydarzeń. Fredrik Backman genialnie opowiedział tę historię. Przede wszystkim, genialnie opowiedział o człowieku i jego naturze. Czyta się tę książkę w napięciu, chłonąc atmosferę małego miasta i zastanawiając, jakby człowiek się zachował na miejscu tej czy tamtej osoby.

Wszystko mi się tutaj podobało: postacie (szczególnie Maya, Amat i właścicielka baru Futro – Ramona), świetny styl pisarza, niezwykle celne zdania i zakończenie książki. To mądra książka o bohaterstwie, o dorastaniu, o podejmowaniu decyzji, wyborach i ich konsekwencjach. Na pewno sięgnę po kolejne książki Backmana, jestem zachwycona!

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Literatura obyczajowa).

„Miasto niedźwiedzia”, Fredrik Backman, tłum. Anna Kicka, wyd. Sonia Draga, 2020

Stosik marcowy

Sytuacja w kraju wiadomo jaka jest. Ja również siedzę w domu od dzisiaj, narazie nie wiem jak długo i jak się potoczy dalej sytuacja w pracy, niemniej jednak, lepiej zapobiegać, jak to mówią. Przy okazji jest czas na nadrobienie lektur, seriali itp., no i na odpoczynek, jakby nie patrzeć, którego mi bardzo brakowało. I choć pogoda nie zachęca do siedzenia w domu, to pamiętajmy, że lepiej cierpliwie unikać zatłoczonych miejsc i korzystać ze uroków zbliżającej się wiosny rozsądnie.

Zdobycze książkowe, jakie napłynęły do mnie w ostatnich marcowych tygodniach prezentują się poniżej. Pierwszych pięć książek od dołu to egzemplarze do recenzji od wydawnictw (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Dom Wydawniczy Rebis, Wydawnictwo Muza i Skarpa Warszawska : „Boski znak” z autografem autora!!), za które serdecznie dziękuję. Resztę kupiłam w promocji około -35-44% na Świecie Książki (na samej górze „Lekarze w górach”, bo słabo widać tytuł). Czekam jeszcze na parę innych książek do recenzji, ale pokażę je już na koniec miesiąca.

No to miłego czasu. Dbajmy o siebie!

DSC08568

stosik grudniowy

Faktycznie, niewielki stosik w tym miesiącu. Nie kupowałam zbyt wiele, a egzemplarze recenzenckie tylko trzy tym razem: „Niewiarygodne” (recenzja tutaj już była), „Milion małych kawałków” i „Pustelnik” Nordbo (czytam, ale jakoś męczy i nudzi, jestem w połowie, poprzednie kryminały tego autora były chyba lepsze).

Sama kupiłam sobie 4 książki z wydawnictwa Sonia Draga, które uważam za jedne z lepszych, bo wydaje powieści z wielu krajów, o których chcę czytać i autorów o których często pierwsze słyszę. I tak właśnie jest z książkami „Śmierć to udręka” i „Dyktatura strachu” (tłem jest Syria) oraz „B jak Bejrut” (tłem Liban), do tego jeszcze włoskie tło czyli „Historia porządnej rodziny” Rosy Ventrella i „Blask” Margaret Mazzantini (ta ostatnia za 7zł).

I z innej bajki nabytkiem jest reportaż / opowieść o Bieszczadach z wyd. Czarne czyli „Kiczery” Robińskiego. Czytać by się chciało, choć sił nie ma, bo człowiek zmęczony pracą, no ale cóż. Może choć trochę uda się odetchnąć.

No, to miłego  czasu:)DSC08043

Zapowiedzi książkowe

Books stacked by decorative wallpaper antiquePrzeglądając strony różnych wydawnictw, wybrałam książki, które mają się ukazać niebawem lub też jesienią, a które ogromnie mnie interesują. Chętnie bym je wszystkie przeczytała. Pewnie w tak zwanym międzyczasie pojawią się jeszcze inne tytuły, ale narazie podzielę się z Wami tymi, które w jakiś sposób trafiają w mój gust. Polecę wydawnictwami z datami premier. Jeśli coś Was zainteresuje, to zapraszam do klikania w tytuły, które przeniosą Was na opis książki. Może Wy również macie coś ciekawego na oku? 

Wydawnictwo Czarne:
1. Anna Kańtoch „Pokuta”, 31 lipca
2. Agnieszka Lisak „Sielankowanie pod Tatrami”, 7 sierpnia
3. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak „Zostanie tylko wiatr. Fiordy zachodniej Islandii”, 18 września
4. Paweł Sołtys „Nieradość”, 18 września
5. Marta Sapała „Na marne”, wyszła już 19 czerwca

Wydawnictwo Poznańskie -> tu większość książek jest na jednej stronie z zapowiedziami, więc musicie sobie sami je odnaleźć, co jest zresztą bardzo łatwe:

1. Karen Blixen „Pożegnianie z Afryką”, 14 sierpnia
2. Souad Mehhennet „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu”, 2 października
3. Roy Jacobsen „Białe morze”, 2 października
4. Stasia Budzisz „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”, 4 września
5. Uzodinma Iweala „Ani złego słowa”, 18 września

Wydawnictwo PAUZA:
1. David Vann „Brud” jesienią, o tej książce narazie niewiele wiadomo
2. Ottessa Moshfegh „Mój rok relaksu i odpoczynku”, 8 sierpnia (z okładką autorstwa „Sztuczne Fiołki„!!!)

Wydawnictwo Prószyński:
1. Nermin Yildirim „Sny”, 13 sierpnia

Wydaniwctwo ZNAK:
1. Ahmed Saadawi „Frankenstein w Bagdadzie”, 16 września
2.Joanne Ramos „Farma”12 sierpnia
3. Shobha Rao „One płoną jaśniej”2 września
4. Deborah Levy „Płynąc do domu”, 12 sierpnia

Wydawnictwo Foksal – W.A.B.:
1. Michael Chabon „Niesamowite przygody Kavaliera i Claya”, 31 lipca
2. Małgorzata Oliwia Sobczak „Kolory zła. Czerwień” tom 1, 4 września

Wydawnictwo Literackie:
1. Julia Philips „Znikająca ziemia”, 4 września

Wydawnictwo Sonia Draga:
1. Ventrella Rosa „Historia porządnej rodziny”, 11 września

„Co dzień zawdzięcza nocy” Yasmina Khadra

352x500„Temu kto przeszedł obojętny obok najpiękniejszej historii swojego życia zostaną lata żalu i żadne westchnienie nie ukoi jego duszy…”

To piękna i mądra powieść. Tytuł też ma niezwykły. Wiem, że na pewno sięgnę po kolejne książki tego algierskiego autora, bo „Co dzień zawdzięcza nocy” zachwyciła mnie nie tylko plastycznością opisów i liryczną opowieścią o poszukiwaniu szczęścia, to również kawałek historii Algierii, niezwykłe przeniesienie się w ten mało znany, egzotyczny jak dla mnie skrawek świata i możliwość poznania jego mieszkańców: tego jak żyją biedni i bogaci, jak wygląda dzień handlowy na targu, a także, jak wyglądała pokrótce rzeczywistość podczas wojny algierskiej.

Yasmina Khadra stworzył nostalgiczną opowieść o życiu, w którym miłość bywa niespełniona, podobnie jak marzenia, wyjście z biedy okupione ciężką pracą i bólem nie zawsze się udaje, honor i dobroć nie zawsze dają spokój i szczęście, a złożone obietnice mogą mieć konsekwencje, które ponosić będzie trzeba do końca życia. Jestem zachwycona tym, jak pięknie można pisać o tak trudnych i fatalistycznych wręcz sprawach i jednocześnie wyzwalać w czytelniku empatię i cały wachlarz innych emocji.

Mamy lata 30-ste w Algierii i 10-letniego Junusa, którego ojciec po pożarze swoich upraw i utracie całego dobytku, zmuszony jest wraz z rodziną przenieść się na przedmieścia Oranu, do Jenane Jato i tam zacząć nowe życie, które naprawdę nie zapowiada się ciekawie. Chłopiec jest przerażony zmianą i miejscem, tak innym od znanego dotychczas, w którym przyjdzie mu żyć razem z siostrą i rodzicami. „Jenane Jato: bez ładu ni składu wyrosłe pośród zarośli rudery, między którymi roiło się od skrzypiących dwukółek, żebraków, przekupniów, poganiaczy osłów walczących ze swoimi zwierzętami, woziwodów, szarlatanów wszelkiej maści i obszarpanej dzieciarni; brunatne chaszcze wyprażone słońcem, zapylone i zasmrodzone, wszczepione w granice miasta niczym złośliwy guz. W tym miejscu, którego niepodobna opisać, nędza przechodziła wszelkie pojęcie. Ludzie, chodzące dramaty, dosłownie się rozmywali we własnym cieniu. Rzekłbyś, potępieńcy usunięci z piekła bez sądu i uprzedzenia, po czym omyłkowo zesłani do tego kieratu; byli ucieleśnieniem wszystkich daremnych trudów na tym padole”.

Taka rzeczywistość zostanie z sercu Junusa na bardzo długo. Znana mu wcześniej twarz ojca (jak mówi pierwsze zdanie powieści „Mój ojciec był szczęśliwy”) już nigdy nie będzie taka sama. Mimo, iż wcześniej życie całej rodziny nie było usłane różami, można by rzec, że właściwie była to wegetacja, to jednak byli rodziną szczęśliwą. Po utracie tego wszystkiego, co własnymi rękami udało się im stworzyć przez wiele lat, już nigdy nie będą takimi samymi ludźmi. Rzeczywistość w Jenane Jato odmieni ich na zawsze, szczególnie ucierpi na tym ojciec. Niezwykle honorowy, ambitny i uczciwy człowiek zostanie pokonany przez rzeczywistość, która złamie mu serce i zmusi go do oddania chłopca na wychowanie swojemu bratu, aptekarzowi w Oranie. Jego złudna nadzieja, że kiedyś los się odmieni i „ścigający go niefart dostanie zadyszki i sczeźnie” doprowadzi go do momentu, w którym nie będzie odwrotu. Ale czy oddanie chłopca w „bogatsze” ręce nie uratuje tak naprawdę chłopcu życia? Czy może jednak zaciąży na jego przyszłości? Bo przecież Bóg „co nam daje jedną ręką, drugą odbiera”.

Ojciec Junusa, straciwszy ciężko zarobione pieniądze, gdyż jego naiwność i usilna chęć spełnienia swoich marzeń uczyniły go ślepym na innych, zniknie. Nie wiadomo, czy wyjechał, czy żyje, czy nadal jest w Jenane Jato? czy może pojawia się w innych miastach, w których Junus (już dorosły) widzi czasem jego palto i jego cień? Yasmina Khadra skupia się bardzo na pokazaniu czasu dorastania młodego Junusa (Jonasa, tak będa na niego mówić w Rio Salado, mieście winnic, gdzie w końcu chłopak trafi). Będąc nastolatkiem i potem już dorosłym mężczyzną nadal będzie jednak pamiętał twarze sąsiadów z Jenane Jato, twarze matki i siostry, a także nosił w sercu upór i uczciwość ojca.

Czy wszystkie nawiązane w Rio Salado przyjaźnie z kilkoma chłopakami, zostaną przyjaźniami na całe życie? Dowiemy się o tym później, gdy nasz bohater będzie już u kresu życia i powróci w rodzinne strony. Czy jego niespełniona miłość miała kiedykolwiek szansę na spełnienie? Czy warto było wiązać się pewnymi obietnicami? Czy ważniejsza jest przyjaźń, czy miłość i zaspokojenie własnych potrzeb? Czy warto być uczciwym i pokornie przyjmować, to co los nam daje? Czy należy losowi wyszarpywać skrawki uniesień i szczęścia? Na czym właściwie polega dobre życie? Co należy zrobić by nie „grawitować na obrzeżach szczęścia”. Nie wiem czy są odpowiedzi na te pytania, „życie to pociąg, który nie przystaje na żadnej stacji. Albo wsiada się w biegu, albo się patrzy, jak przejeżdża obok, a nie ma większej tragedii, jak stacja widmo”.

Wiem, że na pewno warto przeczytać tę książkę. Zostaje na długo, na zawsze… 

„Co dzień zawdzięcza nocy”, Yasmina Khadra,  tłum. Bożena Sęk, wyd. Sonia Draga 2012

DSC01898

(tyle cytatów zaznaczonych żółtymi znacznikami)