Archiwa tagu: Szaniec

„Szaniec” Agnieszka Jeż

„Czarne myśli. Dużo czarnych myśli. Cały świat wydawał mu się czarny. Budził się w nocy. Nie mógł spać. Rano podnosił się z łóżka z trudem, jakby każda noga ważyła więcej niż on cały. Ze wstrętem wkładał sutannę. Dlaczego nie mogły być w innym kolorze? Znał symbolikę – czerń wiąże się z prostotą i pokorą, ma przypominać kapłanom o konieczności praktykowania tych cnót. Czarny to także kolor śmierci i żałoby; kapłan ma umierać dla siebie, aby robić miejsca dla Boga w swoim życiu. Jemu też się wydawało, że umiera, ale w to zwolnione miejsce nie przybywało Boga. Było mu duszno, nie mógł się skupić. Powinien był myśleć o Najwyższym, a myślał o czymś zupełnie innym. „Źle się czujesz, bo wiesz, że to złe”, mówił sobie na początku. „Źle się czujesz, bo się boisz, że to się wyda”, mówił sobie potem. „Źle się czujesz, bo to trudne”, to mówił sobie jeszcze później. Nie można być dla siebie ciągle katem, trzeba trochę zrozumienia. Aż przychodziły ulga i spokój. Do następnego razu”.

W tajemniczym hotelu „Szaniec”, jeden z ośmiu gości zostaje znaleziony martwy w swoim pokoju. Czyżby umarł we śnie? Chyba nie. Na biurku leży kartka z cytatem z Nowego Testamentu „Do MNIE należy pomsta, ja wymierzę zapłatę”. Wezwani na miejsce policjanci: Wiera Jezierska i komisarz Janusz Kosoń z komendy w Giżycku od razu podejrzewają morderstwo. Późniejsza sekcja przynosi dowody. Podejrzana jest pozostała siódemka gości hotelowych plus parę osób osługi. To w ogóle jest nietypowy hotel i nietypowi goście. Każdy z nich przyjechał na swoisty, surwiwalowy turnus. Tyle, że nie chodzi tu o taplanie się w błocie, krzesanie ognia i polowanie na zwierzynę, ale o kontemplację, odpoczynek w ciszy, z dala od zgiełku miasta oraz pewne psychologiczne zadania oraz testy jakim poddawani są uczestnicy. „Najważniejsze jest odosobnienie. Wszyscy mają pojedyncze pokoje. Znają tylko swoje imiona, nie wolno podawać nazwisk, miejsca pochodzenia, zawodu i tak dalej. Każdego dnia mają do wykonania zadania – pojedynczo albo w grupach. W hotelu albo na zewnątrz, ale na terenie ośrodka. Każde ma w jakiś sposób konfrontować – albo ze sobą samym, albo ze światem”. Jak swierdzi Kosoń, to dość oryginalna formuła, no ale, każdy robi to co lubi. Jeśli ktoś szuka takiej rozrywki, to czemu nie? Tylko dlaczego i jak dochodzi do morderstwa? Co jest powodem? Kto jest zabójcą? I czy rzeczywiście zawsze jest tak, że kat jest katem, a ofiara ofiarą? A co jeśli kiedyś kat był ofiarą i teraz szuka zemsty?

Śledztwo będzie szło do przodu, głównie dzięki dokładności i sprytowi Jezierskiej. Podobała mi się ta postać i chętnie poczytałabym o niej więcej, w kolejnych częściach. Na tę chwilę wiem, że jest sierżantem, ma dość mroczną przeszłość, siostrę rodzoną w zakonie, z którą ma słaby kontakt, obie wychowywały się w domu, gdzie ojciec nie stronił od przemocy i tłukł matkę, kiedy tylko przyszła mu ochota. Jezierska zatem dobrze zna pojęcie kata i ofiary, a także wie jak to jest odczuwać przemożną chęć zemsty. I choć jej ojciec już nie żyje, to nadal nie brakuje w niej chęci zaciśnięcia rąk na jego szyi. Jeśli chodzi o pracę natomiast, to Jezierskiej marzy się śledztwo z prawdziwego zdarzenia, „morderstwo z morałem, przewrotne czynienie dobra”, a nie tylko marne interwencje, z których niewiele wynika. Czyżby śmierć gościa hotelowego, który koniec końców okaże się księdzem, będzie przyczynkiem do takiego właśnie śledztwa?

Kosoń z kolei to stary wyga, ze swoimi odchyłami, lekko „niedogolony, niedoczesany i wymięty”, zmęczony i niemodnie ubrany, ale skuteczny i z dość dużą dozą sarkazmu, szczególnie wobec przełożonego. Jest jeszcze świetna postać pani prokurator Marii Przyzwan, och, ależ ją polubiłam! To kobieta, która jest rezolutna, bezczelna, często przeklina i ma celne riposty, jest zawzięta i uczulona szczególnie na niesprawiedliwość i układy. Bardzo fajnie dogaduje się, a właściwie przekomarza z Kosoniem i powoli zacznie doceniać również i Jezierską.

To bardzo dobry, solidny kryminał z akcją, która wciąga. Poza ciekawym śledztwem, w tym genialnie przedstawionymi przesłuchaniami gości hotelowych, bedzie się sporo działo. Uważność i skrupulatność w wyciąganiu wniosków Jezierskiej i Kosonia pomogą w postępie śledztwa, ale choć „góra” będzie poganiać, sprawa nie będzie prosta. Zanim dowiemy się, kto jest mordercą, poznamy wiele faktów z przeszłości wielu osób. Co do tożsamości mordercy zaś, byłam mocno zaskoczona, bo obstawiałam zupełnie inną osobę. A nawet dwie. Nie trafiłam. I o to chodzi w rozrywce kryminalnej. Żeby nie trafić. A przynajmniej nie od razu. Wątek zamordowanego księdza, który poprzez restrospekcje jawił się będzie w oddzielnych, krótkich rozdziałach, z których jeden zacytowałam na początku, to również mocna historia. Nadal aktualna, że tak powiem… No a samo zakończenie śledztwa, to już inna kwestia. Czy zgodzimy się z takowym? Czy sami bohaterowie będą usatysfakcjonowani? Powiem za autorką „Teraz wszystko zależało od interpretacji”.

Świetna rzecz. Polecam miłośnikom kryminałów! Premiera 2 września.

„Szaniec”, Agnieszka Jeż, wydawnictwo Burda Książki, 2020.