„Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy” Maciej Czarnecki

DSC07759

„Zbierając materiał, wszedłem incognito na największy w Skandynawii kongres salafitów. Rozmawiałem z pierwszym nauczycielem języka i literatury norweskiej pakistańskiego pochodzenia. Tropiłem losy młodego Czeczena, który wyruszył ze Skandynawii na dżihad w Syrii. Namówiłem na zwierzenia o dzieciństwie w Oslo znaną reżyserkę o pakistańskich korzeniach, zdobywczynię dwóch statuetek Emmy. I młodego Somalijczyka, który po przybyciu do Norwegii poszedł na wojnę z wujem oprawcą, a potem wylądował w więzieniu. Rozmawiałem z tureckim apostatą i organizatorem wieczorków dla muzułmańskiej społeczności LGBT. Dopytywałem, jak pakistańskie matki swatają swoje córki, dlaczego Somalijczycy podzielili niegdyś dworzec kolejowy w Sztokholmie na strefy wpływów i jak przestrzega się postu od świtu do zmierzchu pod kołem podbiegunowym, gdzie przecież cały czas jest jasno”. 

Maciej Czarnecki napisał dobry reportaż. Obiektywny, napisany przystępnym językiem, reportaż składający się z historii wymienionych wyżej osób, dzięki którym możemy dowiedzieć się, jak naprawdę żyje się w Skandynawii społecznościom napływowym, a głównie uchodźcom-wyznawcom islamu. Są ludzie, którym żyje się ciężko, nie mogą zasymilować się z rdzennym społeczeństwem, a są tacy, którzy odnajdują się świetnie w społecznościach Szwecji, Norwegii czy Danii. Niektórzy potrafią łączyć z powodzeniem własną, odmienną od chrześcijańskiej religię z wartościami, jakie niesie im zachodni świat i jeszcze czerpać z tego korzyści, rozwijając własne biznesy (jak na przysład Szwedka o jordańskich korzeniach, która produkuje hidżaby z zgodnie z najnowszymi trendami mody). 

Imigranci, uchodźcy, przede wszystkim muzułmanie są stereotypowo postrzegani w naszej rzeczywistości jako ci inni, groźni, jako terroryści, czy po prostu ludzie, których należy się bać. Powstało już wiele książek na ten temat; o jednej z nich, która głęboko poruszała ten temat: „Powiedzieli, żebym przyszła sama” Souad Mekhennet, pisałam już wcześniej i ona bardziej wyczerpuje temat takiego traktowania wyznawców islamu. Jedne kraje zamykają granice, inne wręcz przeciwnie. Szwecja, postrzegana jako bardzo liberalny i tolerancyjny kraj, swego czasu wpuściła bardzo wielu uchodźców. Ale nie do końca jest to takie kolorowe i wszystko „halal”, czyli dozwolone. Autor z empatią wysłuchuje ludzi o różnym statusie i pochodzeniu. Obserwuje „no-go zone” (często nazywane tak przez prawicowców) – osiedla wybudowane typowo dla uchodźców, w których wbrew opiniom, jest bardzo spokojnie i bezpiecznie. Owszem, zdarzają się lokalne gangi, rozróby, ale gdzie ich nie ma? Jednym z takich osiedli jest Rosengård w Malmö, które ponoć „Szwedzi omijają szerokim łukiem”. Ale według mieszkańców tego osiedla jest to miejsce, jak każde inne, gdzie jednym mieszka się dobrze, a innym gorzej. Dlaczego? Dlatego, że w każdej dzielnicy każdego kraju, znajdą się jacyś młodociani przestępcy czy nawet gagnsterzy, ale nie od razu muszą to być biegający z bombą ekstremiści religijni.

Autor pokazuje również, że ta tolerancyjna Szwecja, czy Norwegia, to państwa, które mimo szczerych chęci nie są idealne, mają rysy na swoim nieskazitelnym, pokazywanym w mediach obrazie. „Niektórzy nie ukrywali już, że przeszkadzają im burki na ulicach, ciemnoskórzy przybysze mówiące w innym języku, kolejne sklepy halal, meczety wyrastające obok opustoszałych kościołów. Ci, którzy nadal chcieli pomagać – a było ich wciąż wielu – coraz częściej musieli przełykać gorzkie pigułki wstydu”.

Jest tu też sporo o kobietach, o wychowywaniu dzieci w obcej kulturze, o braku tolerancji wobec religii czy płci etc, ale głównym tematem jest integracja lub jej brak. Niektórzy chcą się zintegrować, inni nie. Niektórzy pragną wolności i nie potrafią dostosować się do zachodniego świata, narzucając swoje własne wartości. Inni również pragną wolności, ale znają słowo „kompromis” i dzięki temu tworzą swoją jakby nową tożsamość. Ciekawe historie ciekawych ludzi przedstawione zostały bardzo obiektywnie, ale nie „sucho”.

Po lekturze, jak zawsze w przypadku takich dość „kontrowersyjnych” tematów, powstaje wiele pytań, ale jak mówi autor, ta książka nie daje gotowych odpowiedzi. „Staram się uczciwie i bez uprzedzeń opisać losy i sposób myślenia niektórych wyznawców islamu. Nie interesowały mnie czarno-białe historie, raczej odcienie szarości. Ich jest w życiu najwiecej”. 

I słowo „uprzedzenie” to chyba pojęcie klucz w tym wszystkim. To nad nim powinniśmy się najdłużej zastanowić. Czytałam już sporo książek w podobnej tematyce, bo mnie w tym wszystkim najbardziej interesuje zwykła kwestia ludzka, dlatego reportaż Czarneckiego nie powiększył jakoś znacząco mojej wiedzy, ale polecam, bo warto. Zawsze warto poznawać człowieka. Niezależnie od jego przekonań. 

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

Skandynawia halal. Islam w krainie białych nocy” Maciej Czarnecki, wydawnictwo Agora, 2019.

„Płynąc do domu” Deborah Levy

qqqqWiem, o czym myślisz – powiedziała. – Jedyny powód, dla którego warto żyć, to nadzieja, że potem będzie lepiej i wszyscy wrócimy bezpiecznie do domu. Ale ty próbowałeś i wcale nie wróciłeś do domu cało. W ogóle tam nie dotarłeś. Dlatego właśnie się tu pojawiłam, Józefie. Przyjechałam do Francji, żeby ocalić cię przed twoimi własnymi myślami”.

No właśnie. Kitty Finch, młoda, lubiąca paradować nago, rudowłosa botaniczka, pojawia się nagle w basenie willi na francuskiej riwierze. Przyjeżdża i myśli, że jak zawsze, może pomieszkać trochę w willi swoich przyjaciół. Niestety nie jest ona pusta. Mamy letni sezon i okazuje się, że w willi rezydują już inni: Joe, a właściwie Józef, poeta, polskiego pochodzenia mężczyzna po 50-tce, ocalały dawno temu z Zagłady Żydów, jego żona Isabel, korespondentka wojenna, której ciągle jest w podróży, oraz ich nastoletnia córka Nina. Rodzina przyjęła pod dach również swoich przyjaciół: Mitchella i Laurę. Dozorcą willi jest dziwaczny Jurgen, noszący dredy plotkarz, a wścibską sąsiadką, starsza Pani Madeleine, która dobrze zna Kitty i nie ukrywa, że jej nie lubi. Dlaczego?

Wszyscy są zaskoczeni i trochę zdenerwowani niespodziewaną wizytą nieznajomej, jednak Isabel proponuje jej wolny pokój na tyłach willi. Ta decyzja zaważy na spokoju, jaki do tej pory panował wśród przyjaciół. Każdy z nich zacznie odczuwać pewien dyskomfort powodowany obecnością tej tajemniczej dziewczyny, która bez problemu zaakceptowała możliwość zamieszkania razem z nimi. Okazuje się, że dziewczyna pisze wiersze, nie jest zbyt zdrowa, gdyż cierpi na depresję, może być lekko niebezpieczna i generalnie jest dziwna. Największy wpływ wywrze na Joe i Isabel. Jaki? Co się wydarzy pomiędzy małżonkami i czy przypadkiem nie było to zaplanowane z góry? Nawet jeśli podświadomie… Co oznacza tytuł książki i jak zakończy się cała historia?

Moim zdaniem pojawienie się Kitty w tak bezpiecznej dla przyjaciół do tej pory rzeczywistości, stanie się bodźcem stymulującym do wniknięcia w ich własną psychikę, do przypomnienia sobie własnych przeżyć, traum i grzechów, które do tej pory były skrywane gdzieś w zakamarkach mózgu. Nagle, okaże się, że każdy skrywa w sobie jakiś mrok, który może być bardzo niebezpieczny.
Może nie do końca dobrze odbieram tę powieść, ale takie właśnie mam przemyślenia. Generalnie to by
ła dla mnie ciężka w lekturze, choć krótka powieść. Dziwacznie napisana, momentami „płaska” i o niczym, ale może taki jest styl autorki? Albo brak stylu… Nie znam jej wcześniejszej powieści wydanej u nas „Gorące mleko”, dlatego nie mam porównania, czy ta książka jest lepsza czy nie. Mam wrażenie, że jest tu swoisty chaos, a jednocześnie prostota z mnóstwem niedopowiedzeń, trochę „psychotycznym” językiem, czasem zbyt dziecinnym, czasem silącym się na filozofię. Sama nie wiem, jak to ocenić. Jakiś zamysł na pewno był, ale nie trafiło to do mnie. Przyznaję, że zmęczyło mnie trochę.

Bardzo jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie, czy czytaliście i czy macie podobne odczucia? 

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

„Płynąc do domu” Deborah Levy, tłumaczenie Marcin Sieduszewski, wyd. Znak 2019

„Budząc lwy” Ayelet Gundar-Goshen

DSC06435„Może zawsze tak jest. Spotyka się dwoje ludzi,a tak naprawdę jest ich czworo. Każdy nosi ze sobą obraz tego drugiego takim, jaki jest w jego pamięci. Chwila rozczarowania, kiedy ten, którego pamiętaliśmy, okazuje się ładniejszy od tego, którego spotykamy. Chwila zachwytu, kiedy ten, którego spotkaliśmy, jest nieporównanie bardziej imponujący od tego, którego zapamiętaliśmy. Ułamek sekundy, w którym się rozstajemy, jeden z radością, a drugi z żalem, z człowiekiem, którego nosiliśmy w głowie. Człowiek stoi i patrzy na ojca, którego się bał, na ukochanego, którego pragnął, na dziecko, które sadzał sobie na kolanach. I nawet jeśli rozstał się z nimi wczoraj, to przecież wystarczająco długo, żeby ojciec nagle wyglądał drażniąco, a ukochany irytująco przeciętnie, a dziecko zadziwiająco dorośle. I tak, jeszcze zanim w ogóle rozpocznie się spotkanie, człowiek naprzeciwko już musi przepraszać za swą zdradę, za to, że odważył się być tak bardzo inny niż jego wyobrażona postać”.

Kim tak naprawdę jesteśmy? Jak bardzo siebie znamy i czego możemy się po sobie spodziewać? Czy wiemy na pewno, jak zachowamy się w sytuacji dla nas bardzo trudnej, wymagającej szybkiego działania, przerażającej lub niebezpiecznej? Wydaje nam się, że wiemy, ale są to tylko domysły, wyobrażenia. Dla nas często stuprocentowo pewne, mówimy: „nie, ja bym się tak nie zachował/a”. Tyle, że to bardzo złudne i względne. Dopóki nie staniemy oko w oko z wydarzeniem, wydaje nam się, że wiemy. Nie, nie wiemy.

Przykładem tego, jest Ejtan – neurochirurg ze szpitala Soroka w Beer – Shewie w Izraelu. Pewnego wieczoru, po ciężkim dyżurze, postanawia pojeżdzić swoją terenówką po opustoszałych drogach, żeby się wyluzować, odpocząć, poczuć przyjemność z jazdy. Ta decyzja zaważy na całym jego życiu.

I akurat pomyślał sobie, że jest to najpiękniejszy księżyc, jaki w życiu widział, kiedy uderzył w tego człowieka”. Czerwony cień przed samochodem na okładce idealnie to obrazuje. Wysiądzie z auta, podejdzie do tego człowieka, który na niego spojrzy, ale którego mózg już prawie wypłynął z czaszki. Ejtan zrozumie, że nie może mu pomóc, jest przecież neurochirurgiem i wie, co nastąpi za chwilę. Człowiek umiera, a Ejtan podejmuje decyzję o ucieczce z miejsca wypadku. Za chwilę przyjdzie czas na pytania: przyznać się czy nie, czy ja naprawdę byłem zdolny to zrobić,  dlaczego odjechałem, dlaczego zostawiłem go na drodze, czy dlatego, że był czarny, że był Erytrejczykiem, wkurzającym uchodźcą, który pewnie nawet nie umie mówić po hebrajsku? „Ale prawda jest taka, że przejechał Erytrejczyka i uciekł, i od tamtej pory zastanawia się, jak się z tego wyplątać. Do czegoś takiego nie można się przyznać. Coś takiego budzi odrazę. A jednocześnie w nim budzi wstręt do tych odpychających ludzi”.

Żona Ejtana, Liat, pochodząca z Hajfy, jest policjantką, której przyjdzie zająć się śledztwem w sprawie potrącenia Erytrejczyka. To też bardzo ciekawa postać, zagubiona, niepewna swojej przynależności, bo choć Żydówka, to o orientalnym pochodzeniu, dobra matka i żona. Prowadzone śledztwo jest dla niej okazją „by udowodnić sobie, że nie jest jedną z tych, dla których wszyscy czarni są tacy sami. Albo z tych, dla których dobry Arab, to martwy Arab, a dobry Beduin to Beduin w więzieniu”. Więc jaka jest naprawdę Liat? Jak zmieni się jej życie i podejście do męża w najbliższym czasie?

Ejtan z kolei poniesie karę, która nie tylko będzie dla niego wyczerpująca fizycznie, ale też psychicznie, bo zostanie zasądzona przez szantażującą go żonę zmarłego Erytrejczyka: Sirkit. Ta kara, jaką wyznaczy mu kobieta, wywoła w nim uczucia, o jakie by się nie posądzał. Okaże się również, że mimo zbrodni jaką popełnił Ejtan, uciekając z miejsca wypadku, może jeszcze zrobić coś dobrego dla innych i zostać nawet za to uhonorowany. Z jednej strony, popełniając błąd, przestępstwo, pociągamy za sobą pewne negatywne konsekwencje, które siłą rzeczy muszą się wydarzyć i dzieją się zarówno w rzeczywistości nas otaczającej, jak i w psychice. Z drugiej zaś strony, te konsekwencje mogą obudzić w nas lwa, który żądny chwały i uznania, za wszelką cenę będzie odważnie i ryzykownie czynić dobro. „Są przypadki, w których człowieczeństwo jest przywilejem”.

To książka nie tylko o zbrodni i o karze. Nie tylko o skrywanym pożądaniu czy obcości między dwojgiem ludzi. To również książka pokazująca problemy świata, (w tym Izraela) które są nadal aktualne: uchodźcy i ich traktowanie, wykluczenie, bieda i brak dostępu do normalnej opieki medycznej, brak szacunku i tolerancji dla „obcych”, patrzenie na imigrantów z góry. Sirkit i inni występujący w tej powieści ludzie „przybyli z różnych wiosek, z różnych plemion, z różnych kierunków. Jeśli mieli jakiś wspólny mianownik, to było to określenie, którym nazywali je inni, ci innego koloru.[…] Jeśli człowiekowi ciężko wyemigrować, to przecież tylko dlatego, że trudno jest kroczyć po świecie z całym krajem przyczepionym do kostek więzami, ciągnącymi się za tobą, dokądkolwiek byś się nie zwrócił”.

To bardzo dobra książka, opowieść gęsta od treści, pisana z kilku perspektyw, powieść przez którą momentami ciężko przebrnąć, ale paradoksalnie, nie sposób odłożyć. Uczucia i emocje bohaterów budują dość mroczną atmosferę, a ludzie przedstawieni są często jako zwyczajna kombinacja skóry+kości+wydzielin. Bywa surowo, dosłownie, ale i pięknie. A przede wszystkim ta powieść daje do myślenia i zachwyca dogłębną analizą psychologiczną. Polecam.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

Budząc lwy Ayelet Gundar-Goshen, tłum. Marta Dudzik-Rudkowska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2019.

„Mapa soli i gwiazd” Zeyn Joukhadar

DSC06432„Jaka nauka wynika z tego wszystkiego.. z całego tego rozpadu, chaosu? Widzieliśmy cudowny, poraniony świat, z jego górami, rzekami, pustyniami. Czy życie ma jakiś sens? […] A czy musi być jakaś nauka? – zapytał Al-Idrisi.- Może po prostu opowieść toczy się dalej. Czas unosi się i opada jak wiecznie oddychające płuco. Droga biegnie w dal, cierpienie trwa. A ludzie, dobrzy i źli, żyją w kolejnych pokoleniach pod gwiazdami”.

Książka debiutującego syryjsko-amerykańskiego pisarza jest baśniową niemal opowieścią o życiu, miłości, cierpieniu, tęsknocie za domem i odwadze, ale też swego rodzaju hołdem złożonym wszystkim współczesnym uchodźcom.

Historia młodziutkiej dziewczyny Rawiji, która opuszcza swój dom, by w przebraniu chłopca udać się w wielką podróż ze słynnym, średniowiecznym kartografem Al-Idrisim, którego zadaniem jest sporządzenie mapy świata na zlecenie króla Palermo, przenika się z historią 12-letniej Nour i jej syryjskiej rodziny uciekającej z Hims w bombardowanej aktualnie Syrii. Obie opowieści dzieli 800 lat, ale łączy wiele. Obie dziewczynki są odważne i waleczne, dbają o bliskich, tęsknią za domem, próbują przetrwać w trudnej dla nich rzeczywistości. Tym samym, wsłuchują się we własny głos, który je prowadzi, tworzą z własnych doświadczeń i przeżyć, indywidualną mapę duszy. To ich podróż do samopoznania i zrozumienia. Podobnie jak Al-Idrisi tworzy mapę świata, a matka Nour maluje mapy na płótnie, tak Rawija z gwiazd, a Nour z soli, kreślą w świadomości własne terytoria i drogi. 

Przemierzamy z nimi te same kraje i miejsca, jakże różniące się od siebie teraz i 800 lat temu. Bywają punkty wspólne: niezwykły, zielony kamień czy fragment niebieskiej fontanny w Ceucie. Opowieść Joukhadara pozwala nam śledzić trudną do pokonania, pełną cierpienia i łez, drogę uchodźców, pozbawionych domu, dobytku i nadziei, a równocześnie kibicować wyprawie Rawiji i kartografa, którzy muszą pokonać wiele niebezpieczeństw na swojej drodze do celu. Czasem wystarcza im spryt, czasem proca. Obie historie to pewnego rodzaju odyseje, które powinny skończyć się powrotem do domu, odnalezieniem swojego miejsca na ziemi. Czy tak się stanie?

Nostalgiczne wspomnienia Nour o zmarłym Tacie (nazywanym Babą) przenikają się ze wspomnieniami Rawiji o matce pozostawionej gdzieś na wsi, z którą dziewczynka się nie pożegnała. Obserwacje zbombardowanych domów, poranionych dzieci (w tym siostry Nour – Hudy), topionych promów z uchodźcami i obozu dla tychże, są bardzo przejmujące i kontrastują z pięknymi opisami miejsc, jakie widzi Rawija 800 lat wcześniej. To dowód na to, jak świat się zmienił. 

„Mama mówi, że Bóg odczuwa wszystko. Ale żeby miał odczuwać każde okropieństwo, każde zdarte kolano, każdy zbombardowany dom? Złych ludzi zadzierających plisowaną spódnicę? Brzęk klamry od paska na chodniku? Utonięcie z kamykami w kieszeniach? Odejście bez pożegnania? Pociski wwiercające się w kości? Pokaleczone budynki, pokaleczona ciała, pokaleczone języki? Okropne brzemię każdej z tych rzeczy po kolei? Czy smutek jest dla Boga za trudny do zniesienia? Może on potrafi wytrzymać to wszystko, ale ja chyba nie. Świat jest kamieniem, który noszę w sobie, ciężkim od głosu Baby i starej wieży zegarowej, mężczyzny sprzedającego herbatę na ulicy. Chcę wierzyć, że będzie lepiej, ale nie znajduję słów, żeby powiedzieć, jak to miałoby się stać”.

Bardzo mi się ta książka podobała. Autor naprawdę pięknie opisuje obie historie. Uważa, że należy cenić i szanować, to co było, to co pozostało i próbować zmieniać na lepsze, to co nadchodzi i iść do przodu, mimo, iż czasem wiele się traci.  Polecam.

Na koniec malutka łyżeczka dziegciu: korekta lekko zawiodła, czyli było trochę literówek, dziwnych słów np. „szpaczę” zamiast „szepczę”, miasto Hims na okładce stało się miastem „Homs”. To taki mały zarzut, ale tylko czysto techniczny.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

Mapa soli i gwiazd” Zeyn Joukhadar, tłum. Magdalena Słysz, wyd. Czarna Owca 2019.