„Dziedzictwo Karny” Herbjørg Wassmo

589179-352x500„Dziedzictwo Karny” to ostatnia część trylogii norweskiej autorstwa Herbjørg Wassmo, która zamyka w interesujący sposób wszystkie wątki  z poprzednich dwóch części i aż żal, że to już koniec. Nie można czytać ostatniego tomu bez znajomości poprzednich, o których już pisałam: „Księga Diny” (tom 1) i „Syn szczęścia” (tom 2). Klimat tych książek jest niezwykły, surowy a jednocześnie magiczny, a wykreowane postaci pozostaną na długo w mej pamięci. 

Karna – dziewczynka, córka Beniamina, której matka o tym samym imieniu zmarła przy porodzie, a z którą Beniamin miał przelotny romans, jest dziewczynką niezwykłą, choć ciężko chorą na padaczkę. Beniamin po ukończeniu studiów medycznych w Kopenhadze, pobycie w Berlinie, decyduje zaopiekować się swoją córką i powrócić do rodzinnej posiadłości w Reinsnes, do której po długiej nieobecności wraca również jego matka, Dina. Jego serce wciąż należy do Hanny, z którą spędził tu dzieciństwo, ale żeni się z Anną, którą poznał w Kopenhadze. Jest rozdarty między dwiema kobietami, jedną kocha i to jej naprawdę pragnie, drugiej miłość ofiarowuje, racjonuje, choć związek z nią też jest namiętny i wydawałoby się szczery. Chyba do czasu. A miłość … stanowi dar. Należy go chronić. Może przyjść w życiu za późno, albo za wcześnie. Ale nie jest dla ludzi, którzy racjonują ją jak pożywienie dla jeńców. Miłość jest mocą ofiarowaną tym nielicznym, którzy rozumieją, że trzeba dać wszystko i przyjąć też wszystko.” Czy Beniamin rozumie czym jest miłość? Chyba nie do końca. A Anna? A Dina? A inni? 

Karna mimo młodego wieku i swojej ciężkiej choroby, ma niezwykły dar obserwacji i łączenia faktów. Dla niej świat widziany jest światem prawdziwym. Nie ma nic poza nim. No może, poza duchem babci na strychu i pieśnią morza, która wciąga ją gdy nadchodzi atak padaczki. „Uczucie opuszczania własnego ciała. Bo musiała. A może chciała? […] Światło. Uniosło ją, wsysało w siebie. Przymuszało. By słuchała pieśni”. Sama potrafi również pięknie śpiewać, ale tylko wtedy, kiedy inni chcą lub potrzebują jej posłuchać. Tatuś jest dla niej autorytetem. Hanna i Anna początkowo zlewają się jej w jedną kobietę, ale jest ona jeszcze malutką dziewczynką i niewiele rozumie. Dopiero z upływem czasu  Karna  zaczyna się domyślać. Czego? 

Wszystko jest początkowo pogubione i nieposkładane, trwa w zawieszeniu, choć wydawałoby się, że życie toczy się normalnie. Dopiero kiedy po długiej nieobecności wróci Dina, ta dzika i nieokiełznana kobieta, teraz już z włosami przyprószonymi siwizną, ale nadal piękna, namiętna w swojej grze na wiolonczeli, pełna dawnych niewybaczonych win, ale też niezwykłej mądrości i smykałki do interesów, rzeczywistość zacznie się zmieniać i jakby porządkować. Niektórzy z tych, którzy ją kochali nagle odejdą, inni nagle powrócą. Zmiany zajdą nie tylko w Reinsnes, ale też w Strandstedet, gdzie zamieszka większość rodziny, a Dina wykupi podupadający hotel i połowę udziałów w stoczni. Skąd ma pieniądze? Dlaczego chce zrobić tyle dobrego dla swych rodzinnych stron? Ona, której nigdy w zasadzie nie interesowało życie tutaj, która nagle wyjechała i przez wiele lat nie dawała znaku życia. „Najważniejsze rzeczy w życiu zaczynają się albo kończą smutkiem”.

A Karna, jest chyba jedyną w rodzinie, która nie zrobiła nic złego. Szczera i uczciwa, dorasta i przeżywa pierwszą miłość, wiele upokorzeń związanych ze swoją chorobą, czuje, że nosi w sobie całą historię rodu, z którą nie może sobie poradzić, że to ona jest winą i ich odkupieniem, życiem, bo „Tu w Reisnens wszyscy jesteśmy martwi” jak powiedziała Dina. Karna dorasta w miejscu naznaczonym i w czasie wielu zmian, jakie zachodzą w tym skandynawskim zakątku świata, wycofanym z życia podobnie jak ona.

To słodko-gorzka powieść, w której możemy analizować zachowania ludzkie, konsekwencje ich czynów, ich wpływ na późniejsze życie, na kolejne pokolenia. Tu nie nic nie jest proste, ale kto powiedział, że życie jest proste. Popełniamy błędy i uczymy się na nich, bądź też nie. Czasem odpowiedzialność za nie spada na innych. Poszukiwania własnej tożsamości, swojej drogi, celu i sensu – to główne tematy tej całej trylogii. „Dziedzictwo Karny” pokazuje, że pewne rzeczy można naprawić, a inne zostaną jakie są i mogą tylko spłonąć jak suche deski. Czy zostaną wybaczone? Czy obciążenie dziedzictwem grzechów i czynów swoich przodków sprawia, że zachowujemy się jak oni? Bo nie mamy innego wzorca? Jak ważna w tym wszystkim jest nasza duma, wierność zasadom, wierność człowiekowi, uważność na otaczający nas świat? Refleksyjna, piękna literatura. Mądra i ważna. Warta lektury na pewno. Polecam. Po kolei – koniecznie!

„Dziedzictwo Karny” Herbjørg Wassmo, tłum. Ewa M. Bilińska, wyd. Smak Słowa 2018

Reklamy

„Syn szczęścia” Herbjørg Wassmo

i-syn-szczescia„Syn szczęścia” to druga część norweskiej trylogii autorstwa Herbjorg Wassmo. „Księga Diny” mnie uwiodła, podobnie jest i tutaj. To piękna, pisana w dość niezwykły sposób książka, w której rzeczywistość miesza się z sennymi widzeniami, z myślami i wyobrażeniami. Momentami trudna w odbiorze, momentami bardzo łatwa. Jest w niej wszystko, co sprawia, że się ją dawkuje. Z jednej strony chce się już ją skończyć, a z drugiej wcale. To dziwna rozbieżność, która rzadko przydarza mi się w trakcie lektury. Napisane jest na okładce „oszałamiająca” – i tak dokładnie ją odbieram. 

W poprzedniej części byliśmy bardziej w „głowie” Diny, pełnokrwistej, niezwykle dzikiej kobiety, nie dającej się podporządkować żadnemu mężczyźnie, nie znającej porządku ani miłości. Tutaj jesteśmy „w głowie” chłopca, a potem dojrzewającego już mężczyzny – Beniamina. To syn Diny, syn szczęścia, świadek złego i strasznego czynu popełnionego przez matkę. Brzemię tego będzie wlokło się będzie za nim bardzo długo. „Byłem wycofującą się falą. Daleko w morze. Przyglądałem się pozostawionej pianie. Szare światło wpadało ukosem przez wysokie okno. […] Byłem obcy sam dla siebie”.  Od kiedy skończył 11 lat, skończyła się dla niego również beztroska egzystencja. Kiedy zobaczył zabarwiające się na czerwono wrzosowisko, już wiedział, że nic nie będzie nigdy takie samo. Że teraz może wydarzyć się wszystko. „Zdał sobie sprawę, że siły ciemności działają przeciw niemu i że na nikim na tej ziemi nie można polegać” i że od tej pory nic go już nie chroni.

Towarzyszymy Beniaminowi cały czas, od momentu, kiedy jego matka Dina wyjeżdża z rodzinnego Reinsnes, zostawiając męża Andersa. Ponoć wyjeżdża na krótko. Nigdy jednak nie wróci. Dlaczego? „Tylko ci, którzy dokonują wyboru, ryzykując, że będzie zły, naprawdę wybierają”. On sam również zmuszony jest wyjechać. Zanim Dina zniknie, wysyła go do szkoły w Tromsø. To dla małego Beniamina duże przeżycie, ale zostawia za sobą ten umarły, omszały dom w Reinsnes, w którym między kątami, szmatami i szparami kryją się oddechy zmarłych i gdzie czuje się jakby był „molem przelatującym przez izbę, na którego nikt nawet nie podnosił spojrzenia”.

Jesteśmy z nim zatem w Tromsø i potem w Kopenhadze, gdzie poznaje przyjaciela Aksela, zaznaje uroków studenckiego życia, sławi filozofię Kierkegaarda. Gdy wojska Bismarcka w 1864r. napadają na Danię, lądujemy z Beniaminem w szpitalu polowym, w którym poznaje Karnę. Ona odegra dużą rolę w jego życiu. Dowiemy się tego dużo później. Będzie też Anna, która wzbudza w Beniaminie niezwykłe uczucia, ale jest dziewczyną przyjaciela.

Buzujące w nim emocje, senne widziadła z przeszłości i zapamiętane grzechy jego matki nie pozwalają mu na odnalezienie się we własnym życiu. Ciągle jest zagubiony, poszukujący nie wiadomo czego: wyzwolenia? odkupienia? pomocy? „Ciągle byłem poza samym sobą. Byłem człowiekiem, którego jeszcze nie znałem. Jeszcze niepomyślaną miłość. Jeszcze nie wykorzystanym dziedzictwem, a zarazem bolesnym wrzodem winy”. Chce pozbyć się z siebie tego, co zżera go od środka, nienawidzi swoją matkę, ale jednocześnie usilnie pragnie, by się do niego odezwała, by go odnalazła i przytuliła do swego zbrukanego łona, by powiedziała mu, co ma robić. By pokierowała jego życiem, bo ona zawsze wiedziała, co i jak powiedzieć. Jej słowa były jak ruchy figur szachowych. Zdecydowane, mądre, nie znające sprzeciwu.

Czy uda mu się spotkać matkę po latach? Czy pozbędzie się wreszcie tej tajemnicy, którą w sobie nosi i która nie pozwala mu na odnalezienie sensu życia? Czy będzie umiał pokochać? Czy można stać się kimś i cenić to, co się nam przydarza, mimo mrocznej przeszłości? Tworzyć perły z ziaren piasku, które uwierają? 

To piękna książka o dojrzewaniu, dorosłości, mierzeniu się z przeszłością, miłości i jej braku, poszukiwaniach, o życiu mężczyzny, który przecież nieco inaczej odbiera świat niż kobieta i który pamięta, że „Dwóch rzeczy możemy być pewni. Jedna to śmierć. Druga, to że zostaniemy opuszczeni. W ten czy inny sposób. Opuszczeni”.

p.s. a teraz zabieram się za ostatnią część „Dziedzictwo Karny”.

„Syn szczęścia” Herbjørg Wassmo, tłum. Ewa M. Bilińska, wyd. Smak Słowa 2016