„Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” Stefan Darda

60614151_2202289343153847_2156951126014951424_nNie jest to książka, która zwaliła mnie z nóg. Spodziewałam się klasycznego horroru, historii grozy, a dostałam właściwie nie wiem… opowieść kryminalną z nutką historii. Nic mnie w tym nie przestraszyło, bo nawet nie wiem czy miało, choć hasło „horror kryminalny roku” może sugerować, że należy spodziewać się dreszczyku emocji. Ale…

Przeczytałam z zainteresowaniem, bo szczerze mówiąc najbardziej z tej książki zainteresowały mnie opisy Przemyśla. Porównania go do Rzymu, z racji położenia na siedmiu wzgórzach, co sugeruje to podobieństwo, niezwykłe panoramy widokowe, opisy rynku, katedry czy starych kamienic i sporo historii miasta. Ujmują. Jest tu wiele szczegółów i aż chce się jechać do Przemyśla. Po prostu.

„Zastanowiło mnie, jak wyglądało to miejse przed stu laty i doszedłem do wniosku, że chyba niewiele się tu zmieniło. Gdyby z krajobrazu usunąć zaparkowane tu i ówdzie samochody i zastąpić je dorożkami, gdyby mijającą mnie wycieczkę ubrać w stroje z tamtej epoki, gdyby równy, najprawdopodobniej niedawno położony bruk wymienić na mniej zadbany z gdzieniegdzie powybijanymi dziurami… Pomyślałem, że chciałbym choć na chwilę przenieść się w tamte czasy. Na własnej skórze przekonać się, czy wtedy słońce świeciło równie jasno, zieleń była równie soczysta, czy powietrze pachniało podobnie jak w dwudziestym pierwszym wieku”.

Sama fabuła opiera się na tajemniczym samobójstwie Olgierda, znanego w Przemyślu od lat, fryzjera. Nagle, ni z tego ni z owego, wychodzi z zakładu fryzjerskiego, zostawiając klienta na krześle i wyskakuje z okna, zostawiając niezwykle tajemniczy list pożegnalny. Nic nie wskazywało na to, że pan Olgierd chce się zabić, a w tym krótkim liście okazuje się, jakby dopadł go swego rodzaju obłęd. Zdania są niezrozumiałe, na pozór pozbawione sensu. Powiadomiony o śmierci wuja, jego siostrzeniec Jakub jest ogromnie zaskoczony i załamany śmiercią najbliższej mu osoby z rodziny. Właśnie wyszedł z więzienia po niesłusznym oskarżeniu o pedofilię, i okazuje się, że jest spadkobiercą mieszkania wuja. Jedzie zatem do Przemyśla, by tam zamknąć wszystkie jego sprawy, ale list samobójcy nie daje mu spokoju. Pojawiają się za to nagle zagadkowe postacie, które powoli rozszyfrowują wiadomość zostawioną przez wuja. Ciekawą postacią okaże się Róża Grabińska, wnuczka Stefana Grabińskiego (znanego przedstawiciela polskiej literatury grozy).

Co ma z tym wszystkim wspólnego tajemniczy amulet, zwany gemmą, przechowywany w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej, który okaże się tu dość istotnym przedmiotem? „Nawet nie wiesz, czy tak naprawdę wciąż jeszcze żyjesz” mówi Jakub do siebie na samym początku opowieści. Co znaczą te słowa?  Przyznaję, że początek książki mnie zaintrygował. I nie wiem, jak to rozumieć. Być może dowiem się tego z następnej części, bo okazuje się, że ta książka to początek czterotomowego cyklu!

Jeśli uda mi się sięgnąć po kolejne części, to będę w stanie powiedzieć więcej. Być może wówczas hasło „horror kryminalny roku” będzie miało większy sens? Jak narazie jest średnio, jeśli chodzi o ten gatunek (oczywiście według mnie). Broni się trochę osobista historia Jakuba, jego wcześniejsze perypetie, a także historia chorego Emila, który pełni, jak się okazuje, bardzo ważną rolę w życiu bohatera.

Ta książka jest w ogóle pierwszą książką Stefana Dardy, jaką przeczytałam, a wiem z różnych opinii, że jego słynny „Dom na Wyrębach” to już prawie klasyk grozy. Dlatego tu spodziewałam się czegoś na miarę. Jak narazie nie wiem co myśleć. Być może tyle, że po prostu warto dać szansę? Bo coś tam jednak mnie zaintrygowało … Poczekamy, zobaczymy, co dalej -:)

„Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” Stefan Darda, wyd. Akurat, 2019.

„Nad Śnieżnymi Kotłami” Krzysztof Koziołek

nad-snieznymi-kotlamiNie odpoczywam od kryminałów, trafiam na tak dobre, że tylko je czytać. Kolejna polska propozycja i kolejna świetna.
Akcja dzieje się w Szklarskiej Porębie w roku 1939. Wtedy to jeszcze nie Polska. To państwo Rzeszy,  kiedy odwracamy ostatnią stronę książki, to właśnie wtedy wybucha II wojna światowa. Szklarska Poręba (Schreiberhau) i nie istniejący już hotel „Nad Śnieżnymi Kotłami” są głównym miejscem akcji tego kryminału retro, którego  bohaterem jest asystent kryminalny Anton Habicht.

Przeniesiony z poprzedniego miejsca pracy do Schreiberhau ma rozwiązać sprawę kradzieży biżuterii właśnie w w/w hotelu. Sprawa okazuje się banalnie prosta, ale przypadkowo, podczas pobytu Habichta w hotelu, nagle z okna wypada kobieta i ginie na miejscu. 

– Chciałem jeszcze zwrócić uwagę na wczorajsze zdarzenie o podłożu kryminalnym. – Habicht poczuł krew i zamierzał to wykorzystać. – Należy przyprowadzić szeroko zakrojone śledztwo, które pozwoli wyjaśnić okoliczności tragicznej śmierci pani Goretzkej.

– Przecież to był wypadek. – Z ust przełożonego wypadł kawałek cebuli. – Po jaką cholerę chce pan przeprowadzać śledztwo? Nie ma pan ważniejszej roboty?

– Zdobyte informacje wskazują na niewyjaśniony udział osoby trzeciej. – Opisał Schmidta.

– To, że pani Goretzka miała kochanka, jeszcze o niczym nie świadczy…

– Ale fakt, że w tamtym czasie w hotelu górskim przebywało kilku dystyngowanych obywateli Schreiberhau, już tak – odparował asystent kryminalny. – Żaden z nich nie ucieszyłby się na wieść, że policja bagatelizuje sprawę, której byli świadkami.

Sombrowski przygryzł wargę, irytując się w duchu na kleszcze, w jakich się znalazł. Z jednej strony nie chciał przyznawać Habichtowi racji, z drugiej jednak ten użył argumentu o ogromnej wadze. Koniec końców przeważył strach przed zarzutami o zlekceważenie obowiązków. Każda z osób wymienionych przez asystenta kryminalnego, gdyby tylko chciała, mogła narobić kłopotów. A czego jak czego, problemów szef miejscowej żandarmerii starał się unikać jak diabeł święconej wody.

– W takim razie ma pan przeprowadzić śledztwo. Tylko fachowo! – zastrzegł. – Żegnam. – Machnął lekceważąco ręką.”

Ten właśnie fragment pokazuje upór, dokładność i ambicje Habichta (choć uwierzcie mi, jeszcze bardziej spodobają wam się jego celne riposty!). Z kolei Sombrowski, przełożony Habichta, to wiecznie wściekły wąsacz z problemami z męskością i obżartuch (też świetnie odmalowana postać). Jest jeszcze Dressler, młody żandarm, choć już z piątką dzieci, niezbyt lubiany w pracy, nieco dziwny, bo gadający coś o Duchu Gór i przesądach – i to jedyny kolega Habichta, choć właściwie bardziej się kłócą niż przyjaźnią. 

Śledztwo mozolnie się ciągnie, Habicht ma swoje przypuszczenia, ale wszystko nagle staje się bardzo skomplikowane i zmierza ku jakiejś tajemniczej sprawie, w którą zamieszani są najprawdopodobnie najbardziej znamienici mieszkańcy miasta. Kobieta, która zginęła w hotelu okazuje się być żoną kogoś z tej elity, stare sztolnie w Górach Izerskich być może skrywają coś cennego, coś na czym zależy zbyt wielu osobom, a w pobliskim Domu Opieki dla Idiotów nagle ginie spora ilość upośledzonych dzieci. Jak to wszystko powiązać? O co w tym wszystkim chodzi? I dlaczego Dressler zostaje znaleziony martwy na torach? Samobójstwo? Habicht jest w szoku. Musi działać szybko, bo coś nie daje mu spokoju. Okazuje się, że tu nic nie jest takie jak się wydaje. Tajemnica goni tajemnicę, a do tego Rzesza przygotowuje się do wojny i już głęboko pracuje nad „oczyszczaniem” rasy. Jak? Habicht będzie bardzo tym wszystkim zdeprymowany… Czy uda mu się rozwikłać te wszystkie zagadki? Sprawa będzie go bardzo męczyć, ale prawie conocne igraszki z żoną będą dodawać mu energii i zapału.

Oprócz samej fabuły, która jak widać, ma wiele wątków jest tu ogrom historii. Praca jaką włożył autor w napisanie tej książki jest ogromna. Odwzorowanie miasta topograficznie, takim jakie było przed wojną, z nazwami ulic, umiejscowieniem budynków, restauracji, pensjonatów, schronisk, przebiegiem górskich szlaków, opisem skalnych formacji jak n.p. Cukiernica (aktualnie Chybotek), czy też przytaczanie legend odnośnie Liczyrzepy (Ducha Gór) czy innych wielu, naprawdę wielu niezwykłych szczegółów, wydarzeń i nazwisk z tamtych czasów, to naprawdę coś co wzbudzilo mój ogromny szacunek i podziw dla autora. Na pewno wymagało to mnóstwa czasu, wnikliwości i dyscypliny. Zresztą, to nie pierwsza książka Krzysztofa Koziołka z tego typu detalami. Już wcześniejsze mnie tym zachwycały: „Wzgórze Piastów” i „Góra Synaj” (w tej ostatniej poznajemy już Antona Habichta). 

Polecam miłośnikom kryminałów, szczególnie tym, którzy lubią kryminały retro. Świetna rozrywka i można się naprawdę bardzo dużo dowiedzieć. Habicht to postać, która nie wszystkim może przypaść do gustu, bo jest bezczelny, ironiczny, nieco napastliwy i czasem wulgarny, ale ja go polubiłam. I czekam na kolejne powieści autora.

„Nad Śnieżnymi Kotłami”, Krzysztof Koziołek, wydawnictwo Akurat, 2019.

„Wymiary mroku” Tomasz Hildebrandt

wymiary-mrokuW zeszłym roku czytałam książkę Tomasza Hildebrandta „Góry umarłych”, kryminał z komisarzem Tomaszem Bondarem, którego niezbyt  wtedy polubiłam, ale sama powieść podobała mi się (po więcej szczegółów odsyłam do tamtej recenzji ).

Teraz również mi się podobało. Z małą zmianą. Bondara da się lubić. Mimo tej złej, sarkastycznej i wstrętnej osobowości, jak zauważyła jego koleżanka z pracy, Jagna Suchocka (swoją drogą świetnie wykreowana przez autora postać), pod tym wszystkim kryje się gdzieś samotny, wrażliwy facet, który wiele w życiu przeszedł i nie widzi już dla siebie żadnej przyszłości, szansy na miłość czy w ogóle związek.

Od czasu do czasu jest mu po drodze ze środkami odurzającymi, wtedy otwiera mu się tak zwane trzecie oko, którym widzi więcej niż inni. Ot, taki pokręcony dziwak. Już od dawna na dnie. „Potrzebuje nadziei, że da się w ten sposób dalej żyć. Obietnicy, że nie będzie gorzej, nawet jeśli nigdy już nie miałoby być lepiej. Potrzebuje miłości”.

 W poprzedniej książce Bondar rozwiązywał sprawę zaginięcia chłopca w Bieszczadach, tym razem trafia do Starogardu Gdańskiego i okolicznych Borów Tucholskich, gdzie w niewyjaśniony sposób mordowane i gwałcone są kobiety, a zwłoki jednej z nich znikają z miejsca zbrodni. Dodatkowo, z pobliskiego szpitala psychiatrycznego ucieka jeden z bardzo niebezpiecznych pacjentów, a Bondara trapi dawna sprawa niejakiego Skorpiona, seryjnego gwałciciela i mordercy. Aktualne wydarzenia w lasach Borów Tucholskich przypominają Bondarowi tamto śledztwo. Czyżby znalazł się jakiś naśladowca Skorpiona? A może to zwykły przypadek? Czy związek z tym wszystkim może mieć starosłowiańska sekta, która obozuje w lesie przed zbliżającą się Nocą Świętojańską? i organizuje orgie i rytuały w narkotycznych transach, które fascynują Bondara. Jak duże są pokłady mroku w komisarzu, czy jest on faktycznie tak złym człowiekiem? No i przede wszystkim, jaki będzie rezultat śledztwa? 

Samo tło powieści jest niezwykle smętne, mroczne, straszne, beznadziejne. Te wsie, gdzie właściwie żyje sama patologia, gdzie przemoc i gwałty na córkach są czymś od dawna praktykowanym i czymś, o czym wszyscy wiedzą, ale nikt o tym nie mówi (a wszyscy katolicy… tia) Sytuacja kobiet jest jasna. Albo się puszczasz i masz jakąś szansę na lepsze życie, albo gnijesz, bita i poniewierana z przyszłością w wiejskim, mięsnym sklepie. O ile ktoś cię wcześniej nie przykuje łańcuchem do chlewu i nie wykorzysta dla swoich zboczonych fantazji. 

„Wszystkie one kończą jak Jola. Jeśli nie tak nagle, to powoli, dzień po dniu, obumierają jak niepodlewane kwiaty. Więdną, gubią włosy i zęby, uginają się do samej ziemi pod ciężarem niepowodzeń i zmartwień. Życie wysysają z nich mężowie nieudacznicy, dzieci, korzenie drzew, hub i porostów. Te zagubione w Borach Tucholskich wsie to ich przekleństwo, jedyne przeznaczenie. Więzienia o kratach z traw i gałęzi. Tu się urodziły, tu umrą. Wsobny cykl życia zatacza od pokoleń te same kręgi. To cud, że mieszkańcy nie wyglądają identycznie, jak klony. Mutanty z amerykańskich horrorów”.

Brutalny język, brutalność czynów, przenikliwe i do bólu okrutne opisy sprawiają, że to nie jest książka dla wrażliwych ludzi. Czasem ciężko było mi przebrnąć przez fragmenty, w których morderca daje upust swoim planom i fantazjom, lub te, gdzie rodzice stosowali przemoc wobec małoletniej Agnieszki. Ale taka rzeczywistość jest wkoło nas. Zamykamy oczy i uszy, ale ona jest. Autor odważył się ją opisać, wnikliwiej, dosadniej, wpływając bezlitośnie na naszą wrażliwość. Psychopatów na świecie nie brakuje. Popapranych ojców i matek alkoholiczek również. Pytanie: po co jeszcze o tym czytać? Może po to, by być na to bardziej wyczulonym?

Książka jest według mnie bardzo dobra. Tło, mimo całego zła jakie jest w nim przedstawione idealnie pasuje do całej akcji. Uważam, że ta powieść jest o wiele lepsza niż „Góry umarłych”. Poniewiera człowiekiem, wkurza, wywołuje odrazę i złość, ale wydaje mi się, że pomaga też otworzyć oczy. Bądźmy bardziej uważni, uczmy się dostrzegać przemoc w rodzinach, nie bagatelizujmy, reagujmy. Nie dajmy się zwieść. I my, kobiety, uważajmy bardziej na siebie. Szanujmy się, nie pozwalajmy sobie na złe traktowanie.

Polecam. Niecierpliwie czekam na kolejną książkę z Andrzejem Bondarem w roli głównej.

„Wymiary mroku” Tomasz Hildebrandt, wyd. Akurat, 2018

„Wzgórze Piastów” Krzysztof Koziołek

wzgorze-piastow„Wystarczyło rzucić okiem na policjantów i już było wiadomo, który z nich jest szefem Kriminalpolizei, a kto wykonuje polecenia. I nie chodziło tutaj nawet o wygląd – o takich jak Brendler mawiało się „chłop jak dąb”, Knotego przewyższał o głowę i co najmniej kilkanaście kilogramów – co sposób poruszania. Mimo swej potężnej tuszy sekretarz kryminalny kroczył dumnie, zwinnie, niemal jak baletnica szykująca się do najważniejszego występu w sezonie. Knote za to chodził tak, jakby stawianie kolejnych kroków przerastało siły jego delikatnego organizmu. Co chwilę też kaszlał, prychał i kichał, a chusteczka do nosa była elementem jego wyposażenia tak nieodłącznym, jak okrągła odznaka Krippo.”

Wbrew pozorom Knote, czyli starszy asystent kryminalny policji w Grünbergu (czyli aktualnie Zielonej Górze, bo w książce mamy rok 1939 i Zielona Góra jest wtedy w rękach niemieckich) nie jest wcale taki pierdołowaty, jakby się wydawało. To przeogromnie sympatyczna postać, ze względu na tę początkową „ciapowatość” i ślepą miłość do żony Pauliny, która stanowi dla niego pewien wzór postępowania, ale też ze względu na swoją bystrość, skrupulatność, cierpliwość i kiedy trzeba, to i spryt i skuteczność w działaniu. Jego rola w książce jest bardzo ważna, gdyż to on zacznie prowadzić śledztwo w sprawie zagadkowej śmierci pewnej kobiety znanej w mieście, głównie z nadmiernego plotkowania i wścibskości. 

Poznajemy również postać hrabiny, Franziski von Haften, która właściwie jest główną bohaterką tej książki. Kobieta ma niezwykłą charyzmę, polskie korzenie, wyszła za mąż z rozsądku za Aleksandra von Haftena, dziedzica pokaźnego majątku i aktualnie boryka się z problemami małżeńskimi. Jakimi? Do tego jest niezwykle obeznana w dziedzinie mechaniki, techniki, jest sprytna, przebiegła i silna, choć wewnątrz bywa rozdarta i wrażliwa. Dzięki retrospekcjom w książce i cofaniu do roku 1936 dowiadujemy się jak została zwerbowana do polskiego wywiadu. Czasy są jakie są, Niemcy nieźle kombinują, wojna wisi w powietrzu. Agenci są potrzebni i muszą być dobrze wyszkoleni.

Jakie jest zatem zadanie Franziski? Czym jest tytułowe Wzgórze Piastów? Dlaczego i z jakiego powodu zginęła kobieta wspomniana przeze mnie wyżej? Czy było to wypadek czy jednak zabójstwo? Tu duża rola Knotego, który jako postać bardzo mi się spodobał, choć jeśli o niego chodzi, to zakończenie książki mnie mocno zaskoczyło.

Autor napisał bardzo dobry kryminał retro, choć nie ma tu jakiegoś bardzo mrocznego klimatu. Właściwie można powiedzieć, że to dużo, dużo lżejszy kaliber, niż ostatnio czytana przeze mnie „Szkarłatna głębia” Krzysztofa Bochusa. Czyta się natomiast „Wzgórze Piastów” bardzo dobrze, jest sporo detali i odniesień historycznych (nawet wpleciony w fabułę jest Kazimierz Lisowski, twórca Towarzystwa Polskich Rzemieślników w Zielonej Górze, który został zamordowany przez Gestapo w 1935), dialogi, szczególnie między Knotem, a jego szefem Brendlerem wywołują uśmiech – jednym słowem dobra lektura. Polecam. Kiedyś pisałam również o „Górze Synaj” tego autora, której recenzję linkuję tutaj.

„Wzgórze Piastów” Krzysztof Koziołek, wyd. Akurat 2018