stosik marcowo-świąteczny

Obiecałam resztę książek recenzenckich, jakie do mnie przyszły w marcu, więc wrzucam. Kilka przyszło w pierwszych dniach kwietnia, ale to już bez znaczenia. Jedna z nich autorstwa Katarzyny Tubylewicz, to wygrana na stronie FB „I cóż, że ze Szwecji-ambasada Szwecji w Polsce”. 

I tak: od samego dołu mamy: „How To. Jak? Absurdalnie naukowe rozwiązania codziennych problemów” autorstwa Randalla Munroe od wyd. Czarna Owca, dalej dwie książki od wyd. Poznańskie („Wierzyliśmy jak nikt” i „Kraj nie dla wszystkich”), następnie trzy książki od Księgarni Tania Książka („Była sobie rzeka” będzie czytana niebawem, Przełęcz Diatłowa” – recenzja tutaj, „Czarne Miasto” – recenzja tutaj), dalej cegła kryminalna „Himalaistka” od Wydawnictwa Zysk i S-ka, potem dwie świetne powieści od Wydawnictwa Poradnia K („Filip i hydra” – recenzja tutaj, a „Unorthodox” właśnie kończę czytać, recenzja na dniach). Następnie wspomniana wygrana, potem książka od Wydawnictwa Seqoja, autorstwa Jarka Czechowicza: „Winne”, kolejna to „Chata na krańcu świata” od Wydawnictwa Vesper i „Szwajcaria” Joanny Lampki od wyd. Pascal. 

Kolejne pięć to moje ostatnie zakupy w Świecie Książki, które rzutem na taśmę odebrałam dziś z paczkomatu.

Akcja #zostańwdomu trwa nadal, więc z czytaniem nieco lepiej, choć też nie tak, jakbym chciała :) tym bardziej, że po urlopie, jaki się skończył, zaczynam po Świętach pracę zdalną z domu, co mnie dość mocno irytuje, bo jakoś sobie tego nie wyobrażam.

W każdym razie, życzę Wam spokoju i nadziei na ten dziwny czas, jaki nastał. Jeśli obchodzicie Wielkanoc, spędźcie ją w miarę radośnie i przyjemnie, na tyle ile można aktualnie. Jeśli nie obchodzicie Świąt, odpoczywajcie, czytajcie, spędzajcie miło czas. Najlepszego.

dsc08596

 

„Czarne miasto” Marta Knopik

90685273_2802074603175315_998386588431941632_o„Życie trwa dalej. Ale to już nie jest ta sama Wanda. To jest pół Wandy. Drugie pół zostało pod ziemią. Więc oddycha Wanda połowicznie, połowicznie bierze udział w sprawach tego świata. Pół serca się spopieliło, więc bije tylko połowa. I taka już Wandzia została: połowiczna, niepełna i wybrakowana. I do dziś, kiedy wraca ze spacerów z psem, to wraca tylko pół Wandy. Pół Wandy wchodzi do mieszkania na pierwszym piętrze wdrapując się po rozdygotanych schodach w drgającej kamienicy stojącej w tym mieście wydrążonym pod spodem, lada chwila mogącym zapaść się w całości pod ziemię ze wszystkimi urzędami, bankami, sklepami, wszystkimi mieszkańcami i ich psami. Kiedy staje pod drzwiami mieszkania przy Szerokiej, częściowo oswojonego, a częściowo cudzego, dzikiego i nieogarniętego, zawsze przez chwilę czuje się nieswojo, jakby nie miało jej tu być, jakby jej właściwie nie było, jakby się z tym dziwnym mieszkaniem, z tą zniszczoną kamienicą i jej wszystkimi dawnymi i obecnymi mieszkańcami, z całym tym spowitym dymem, mogącym w okamgnieniu zniknąć pod ziemią miastem, samej sobie się śniła albo jakby się śniła komuś innemu. Jakby śniło się to wszystko tej drugiej połówce Wandy. Tej czekającej pod ziemią”.

To właśnie Wanda, która jest jedną z głównych bohaterek książki „Czarne miasto”.  Rozdarta, zagubiona i smutna kobieta. Nie była taka, ale niedawno, w kopalni, zginął jej ukochany mąż. Tragedia odbije się na życiu Wandy i jej dwóch córek, Bianki i Belindy, które niebawem wyjadą z Czarnego Miasta, by szukać lepszego życia. W Czarnym Mieście nie ma przyszłości. A Białe Miasto może ją zapewnić. Tam wszystko jest zupełnie inne, radośniejsze, czystsze, nowocześniejsze, ale z drugiej strony jakby mniej prawdziwe. Niemniej jednak warto spróbować. 

Wanda zostanie sama w Czarnym Mieście, ukochanym, ale też rozpadającym się jak po jakiejś apokalipsie. Jej koleżanki należące do towarzystwa Burgundowych Bibliotekarek, sąsiad Dzida i ciotka Genowefa pewnego dnia zauważą, że Wanda zniknęła. Co się z nią stało? Czy to zmusi córki Wandy do powrotu? Jak się potoczy historia tej rodziny? Jaka tajemnica kryje się w starej kamienicy pełnej przedmiotów po poprzednich właścicielach? 

Samo Czarne Miasto jest przedstawione jako mroczne, dziwne miejsce, pełne podziemnych tuneli, w których żyją ludzie, bo w roku zaćmienia Słońca, miasto, niczym po apokalipsie, zaczęło się rozpadać, budynki burzyć. Gdzieś znajduje się też przejście do Podziemnego Miasta, w którym żyją zmarli, a które poznajemy z legend i opowieści ciotki Genowefy. Mity o starym, świętym dębie i mającej dziwne moce czarnej wodzie przeplatają się tu z rzeczywistością, snami i przemyśleniami bohaterów na temat życia, miłości, poszukiwania celu w życiu, własnej tożsamości. „Myślę, że każdy z nas ma w sobie podziemny labirynt”, mówi ciotka Genowefa, która jest bardzo ciekawą postacią w tej książce. Zresztą, Bianka i Belinda również są ciekawymi postaciami. Ich relacja jest bardzo intymna, taka prawdziwie siostrzana, której siłę, autorka umiejętnie przedstawia w powieści.

To powieść, która łączy magię z rzeczywistością, przenosi czytelnika w bardzo dziwny świat, niespotykany, niejasny i pełen tajemnic, a także bogaty w historię, legendy i mity. Przenikają się tu światy żywych i zmarłych, marzeń i rzeczywistości, czerni i bieli tworząc cudowny i oryginalny obraz świata, który istniał i który zniknął, dając miejsce nowemu. Nieprawdopodobna, taka eteryczna, niespotykana proza. Polecam.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Beletrystyka).

„Czarne Miasto” Marta Knopik, Wydawnictwo Lira, 2020.