„Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall

DSC07758

„Zima. Odrobina śniegu, która nadaje Anglii starszy, spokojniejszy wygląd. Ona nie wraca. On martwi się o zimno, co się z nią stało tam, na zewnątrz. W nocy słyszy odległe krzyki, jakby dręczonej kobiety – czy to ona? W ogrodzie szuka śladów, odcisków w świeżej skórce lodowej, jej odchodów. Ludziom mówi, że po prosru się rozstali. Sąsiedzi nie zadają pytań. Z jej biura przychodzi list z informacją o rozwiązaniu umowy. Przez cały czas dręczy go ogrom tego, co się stało. Ta wiedza może doprowadzić do szaleństwa, tak sądzi. Któregoś dnia zdejmie ubranie, położy się na ulicy i zacznie okładać pięściami po głowie, śmiać się, jakby się dławił. Przyzna, że ją zabił, będzie błagał o więzienie, choć jej ciała nikt nigdy nie znajdzie”.

„Madame Zero i inne opowiadania” to zbiór opowiadań publikowanych m.in. w „The Guardian”, „Royal Academy Magazine” czy w „BBC Radio 4” i wszystkie są dość dziwne, mroczne, niektóre podobały mi się mniej, inne bardziej. Powyższy cytat pochodzi z otwierającego ten zbiór opowiadania „Pani Lis”, które podobało mi się najbardziej. Pewnego dnia kobieta zmienia się w lisicę i ucieka do lasu, zostawiając swoje dotychczasowe życie, męża i pracę. Woła ją zew natury, nieokiełznana dzikość przyrody i cheć wolności. Jak zreaguje mąż? 

Są tu opisane ludzkie historie, głównie o samotności, o tym, czego pragniemy, jak bardzo nie panujemy nad własnym życiem, jak czasem bywamy obojętni na to, czego doświadczamy, czy widzimy. Jest na przykład historia chłopca, nieprzystosowanego do życia, który uciekł z komuny, jest historia kobiety- anestezjolog i jej codziennej pracy w szpitalu, gdzie już mechanicznie wykonuje się  ważne operacje. Jest też opowieść o pokonywaniu lęku wysokości i strachu przed ekspozycją, kiedy to grupa nastolatków przechodzi przez stary, wysoki i wąski most. Niepokojące doświadczenie, które wywołało ciarki, kiedy o tym czytałam, może dlatego, że sama mam te lęki i wiem dokładnie, co czuła dziewczyna. Ciekawa jest też historia mężczyzny, żyjącego w mieście, jakby po przejściu apokalipsy, gdzie wieje tak silny wiatr, że nie ma jak wyjść na zewnątrz, ale on w swoim uporze pokonuje każdy metr ulicy, by znaleźć brakujące kartki z ważnej dla niego książki. 

To wszystko zadziwia, porusza, miesza rzeczywistość z surrealizmem, delikatność z surowością zarówno uczuć jak i natury. Sarah Hall wchodzi często w mroczne otchłanie umysłu, w których skrywają się myśli, takie jak: „Prawda śmierci to coś wyjątkowego. Bo kiedy najbliżsi nas opuszczają, to jakby nigdy ich nie było. Znikają z tej ziemi i z powietrza. Zostają wrzosowiska i góry, prawdziwy świat, w którym istniejemy i w którym rządzimy. To my jesteśmy wilkami. To my jesteśmy lwami”.

To kolejna książka z wydawnictwa Pauza, która zaskakuje, stawia pytania, zasmuca, zachwyca. Do niektórych opowiadań na pewno wrócę, by je lepiej zrozumieć, bo rzadko czytam krótkie formy i czasem ciężko mi jest je „ogarnąć”, ale polecam jak najbardziej ten zbiór.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall, tłum. Dobromiła Jankowska, wyd. Pauza 2019.

Zapowiedzi książkowe

Books stacked by decorative wallpaper antiquePrzeglądając strony różnych wydawnictw, wybrałam książki, które mają się ukazać niebawem lub też jesienią, a które ogromnie mnie interesują. Chętnie bym je wszystkie przeczytała. Pewnie w tak zwanym międzyczasie pojawią się jeszcze inne tytuły, ale narazie podzielę się z Wami tymi, które w jakiś sposób trafiają w mój gust. Polecę wydawnictwami z datami premier. Jeśli coś Was zainteresuje, to zapraszam do klikania w tytuły, które przeniosą Was na opis książki. Może Wy również macie coś ciekawego na oku? 

Wydawnictwo Czarne:
1. Anna Kańtoch „Pokuta”, 31 lipca
2. Agnieszka Lisak „Sielankowanie pod Tatrami”, 7 sierpnia
3. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak „Zostanie tylko wiatr. Fiordy zachodniej Islandii”, 18 września
4. Paweł Sołtys „Nieradość”, 18 września
5. Marta Sapała „Na marne”, wyszła już 19 czerwca

Wydawnictwo Poznańskie -> tu większość książek jest na jednej stronie z zapowiedziami, więc musicie sobie sami je odnaleźć, co jest zresztą bardzo łatwe:

1. Karen Blixen „Pożegnianie z Afryką”, 14 sierpnia
2. Souad Mehhennet „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu”, 2 października
3. Roy Jacobsen „Białe morze”, 2 października
4. Stasia Budzisz „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”, 4 września
5. Uzodinma Iweala „Ani złego słowa”, 18 września

Wydawnictwo PAUZA:
1. David Vann „Brud” jesienią, o tej książce narazie niewiele wiadomo
2. Ottessa Moshfegh „Mój rok relaksu i odpoczynku”, 8 sierpnia (z okładką autorstwa „Sztuczne Fiołki„!!!)

Wydawnictwo Prószyński:
1. Nermin Yildirim „Sny”, 13 sierpnia

Wydaniwctwo ZNAK:
1. Ahmed Saadawi „Frankenstein w Bagdadzie”, 16 września
2.Joanne Ramos „Farma”12 sierpnia
3. Shobha Rao „One płoną jaśniej”2 września
4. Deborah Levy „Płynąc do domu”, 12 sierpnia

Wydawnictwo Foksal – W.A.B.:
1. Michael Chabon „Niesamowite przygody Kavaliera i Claya”, 31 lipca
2. Małgorzata Oliwia Sobczak „Kolory zła. Czerwień” tom 1, 4 września

Wydawnictwo Literackie:
1. Julia Philips „Znikająca ziemia”, 4 września

Wydawnictwo Sonia Draga:
1. Ventrella Rosa „Historia porządnej rodziny”, 11 września

„Piękna młoda żona” Tommy Wieringa

717569-352x500Tommy Wieringa to holenderski pisarz, którego już znam, bo jakiś czas temu czytałam jego bardzo dobrą powieść „Joe Speadboat” (recenzja tutaj, a książka do zdobycia za jakieś grosze na allegro). Było to dawno temu i pamiętam, że bardzo mi się podobało.

„Piękna młoda żona” to zaledwie 127 stron, ale takich, które zapadają w pamięć. To ciekawe studium psychologiczne mężczyzny po czterdziestce, któremu nagle zmienia się życie i postrzeganie świata.

Edward, znany wirusolog, od wielu lat zajmujący się badaniami naukowymi, mieszka w Utrechcie i nie ma szczęścia do kobiet, nie założył jeszcze rodziny choć ma 46 lat. Pewnego dnia poznaje Ruth, młodszą o 14 lat kobietę, która staje się dla niego motorem napędowym, całym światem, wielką miłością, aż w końcą tytułową piękną, młodą żoną. Wszystko jest idealne: seks, randki, wreszcie wspólne życie, ale do czasu. Edward coraz gorzej czuje się w swojej skórze. Czuje, że się starzeje, podczas gdy jego żona wygląda przy nim zawsze dużo młodziej. Bardzo go to męczy, napawa jakimś lękiem, żalem i podskórna zazdrością. Nawet nie tyle o młodszych mężczyzn, którzy mogliby się pojawić, ale o tę witalność i chęć podboju świata, jaka charakteryzuje młodych.

Po czasie dociera do niego, że właściwie to Ruth się przy nim starzeje. On nie ma jej nic do zaoferowania, staje się smutnym, zgorzkniałym, pozbawionym energii facetem, który właściwie nie wiem czemu się tak nad sobą użala. Irytowało mnie to w nim bardzo. W końcu mężczyzna przed 50tką to nie jakiś staruszek, który tylko powinien czekać na śmierć! Niemniej jednak, można to zrozumieć…  wiele osób ma w sobie pewnego rodzaju żal za niespełnionym, smutek przemijania i świadomość zmierzania do końca ostatecznego, do rozpadu, rozkładu i śmierci. Każdy ma swoje „demony” niezależnie od wieku i stara się je okiełznać, pozorując szczęśliwe życie. Niestety, pozory to tylko pozory. Nie ma w nich prawdy. A uczucia? „Może po prostu nie był już zdolny do takich uczuć, ponieważ jego serce słabiej się tliło i powoli wygasało”. Może gdyby w związku Edwarda i Ruth pojawiło się dziecko, to byłaby szansa na scalenie tego, co się rozlatuje? Powszechne myślenie, mam wrażenie. Czy jednak to pomoże? 

Nasz bohater czuje się przytłoczony wszystkim. Pracą, w której musi przeprowadzać testy na zwierzętach, które według niego (co dopiero teraz do niego dotarło) mogą również odczuwać ból i cierpienie, a małżeństwo i świeżo narodzony syn komplikują sprawy coraz bardziej. Edward zaczyna szukać odskoczni. Jak się to skończy? Czy przyzna się przed sobą, że tak naprawdę to jego życie jest jednym wielkim oszustwem?  Co tak naprawdę czuje Ruth? Czy ten idealny z pozoru związek ma szansę przetrwać?  A może po prostu to Edward jest jedynym, wyczerpanym i  nieprzystosowanym do życia człowiekiem, którego…  gdyby był ptakiem zadziobałoby stado?

Mądra ksiażka, i choć krótka, to dająca do myślenia, prowokująca do zastanowienia się nad tym, co w naszym życiu jest prawdziwe, a co wątpliwe; i o co warto walczyć i czy w ogóle warto. Jacy jesteśmy: czy szczerzy ze sobą, czy okrutni w zakłamaniu. Polecam, bo choć to nie jest jakaś rewelacyjna proza, to wydaje mi się, że warto sięgnąć.

p.s. brawo dla wydawnictwa Pauza za piękną, minimalistyczną okładkę.

„Piękna młoda żona” Tommy Wieringa, tłumaczenie Alicja Oczko, wydawnictwo Pauza, 2019.

„Legenda o samobójstwie” David Vann

49694549_2083210321727413_1101376493985988608_n

Ta książka to nie jest powieść. To kilka krótkich opowiadań i jedna większa, jakby nowela, „Wyspa Sukkwan” i to ona zmiażdżyła mnie emocjonalnie najbardziej. Całość książki traktuje o samobójstwie i o życiu przed / po. Trzeba wspomnieć, że ojciec autora zabił się, kiedy ten miał 13 lat, więc ślad w psychice pozostał mu na długo. Widocznie poprzez te historie w książce „Legenda o samobójstwie” autor próbuje przepracować sobie temat, uporać się z nim jakoś, wniknąć w głowę ojca i w swoją jeszcze głębiej, by zrozumieć: dlaczego? Problemy małżeńskie jego rodziców i rozwód to również fakt, bardzo dobrze przedstawiony w opowiadaniach. 

W każdym z nich śledzimy historię Roya (syna) i Jima (ojca). Każda z historii opowiadana jest jakby z innej perspektywy i ma inne zakończenie, czy też przebieg akcji, dziejąc się w różnym przedziale czasowym. Każda pokazuje konsekwencje czynów w inny sposób, po dokonaniu różnych wyborów. I w każdej widać, jak bardzo można pragnąć życia ale jednocześnie myśleć o śmierci, zniknięciu, ulotnieniu się, uwolnieniu. Czy to będzie ojciec, czy syn – zagubienie w relacjach wydaje się nie do naprawienia. Chcą czuć się rodziną, spędzać razem czas, ale nie potrafią. Skupieni wyłącznie na sobie i własnych odczuciach nie zauważają uczuć drugiej osoby, która coraz bardziej się oddala, odczuwa strach i niemoc, a jednocześnie cokolwiek by nie zrobiła, nie będzie happy endu…

13 – letni Roy w pewnym momencie, kiedy są razem z ojcem na odludnej wyspie Sukkwam, gdzieś na Alasce i gdzie zrobili sobie rok przerwy od cywilizacji i próbują przetrwać, myśli, że „ten ojciec, z którym jest w danej chwili, to jedyny istniejący ojciec, jakby ten jeden wypalał do cna wszystkich pozostałych”, tego, który jest twardzielem rąbiącym drewno i łowiącym ryby, oraz tego, który w nocy nie śpi i płacze; tego który kocha żonę, ale i tego, który jednocześnie zdradza ją bez przerwy; tego, który kocha syna, ale w sumie sam nie wie czy nie bardziej kocha siebie. „Roy nie wiedział, co mógłby powiedzieć, dlatego milczał. Zastanawiał się jednak, po co w ogóle tutaj są, skoro wszystko, co ważne dla ojca, jest gdzie indziej. Nie znajdował sensu w tym, że ojciec tu przyjechał. Zaczęło mu się wydawać, że może ojciec po prostu nie potrafił wymyślić żadnego innego, lepszego sposobu na życie. A to był plan zapasowy i Roy stał się częścią ogromnej rozpaczy, która mieszkała wszędzie, dokąd przenosił się ojciec”. To nie może się skończyć dobrze. Dla którego z nich? „wyczuwałem, z pewnością, którą czasem miewają dzieci, że nie będzie już moim ojcem zbyt długo”.

Były w tej książce momenty, które niczym obuch waliły w głowę. Odkładałam ją wtedy i mówiłam „nie… to się nie dzieje naprawdę, o co kurde chodzi??”. Szczególnie jeden moment dał mi w kość. Wymiękłam, odłożyłam i nie byłam w stanie wrócić do lektury przez cały dzień. Dawno nic mnie tak nie zbiło z tropu. I poczułam się jak ta rybka w akwarium Roya z wyssanymi oczami przez płaskoboki, obijająca się o ścianki akwarium.  Zdezorientowana. Swoją drogą to niezła metafora życia zarówno Roya jak i Jima. Obydwaj byli jak ta okaleczona rybka w oczekiwaniu na śmierć, która, pływając, swymi ruchami może tworzyć na wodzie „miliony drobnych zmarszczek paniki” (co za piękny język jest w tej książce!). 

Dwa końcowe opowiadania nie wbiły mnie już tak mocno w fotel, może dlatego, że przedstawiły historię zupełnie inaczej, choć też interesująco. Ta książka uczy jak być ojcem i jak nim nie być. Ale też pokazuje jak być dzieckiem. „Zdarzało się, że ojciec pokazywał mi  bardzo wyraźnie, czym się stanę, a to z pewnością zawsze jest dar, nawet jeśli nie zawsze błogosławieństwo”.

Podsumowując,  w tej książce znajdziemy, obrazowy, piękny język, dosłowność, absurd i nieco makabrycznych opisów, smutek wyzierający zewsząd, rozpacz i próby dźwigania się z niej, czasem pewne sytuacje mogą wydawać się lekko przesadzone, ale kto wie czy nie niemożliwe? Mimo tego nagromadzenia emocji, czyta się ją bardzo dobrze, ta historia wnika w umysł..  Do tej książki można i chyba trzeba wracać, bo kto wie, może za każdym razem znajdziemy coś innego, być może odpowiemy inaczej na wynikające z historii pytania? A może nie? Warto próbować. Mną ona wstrząsnęła, a to rzadko się zdarza.. jak na debiut. Na pewno na długo zostanie w  mojej pamięci. Nie umiem o niej napisać tak, jakbym chciała, ale polecam, bo warto.

„Legenda o samobójstwie” Davin Vann, tłum. Dobromiła Jankowska, wyd. Pauza 2018

„Nasz chłopak” Daniel Magariel

DSC03847

„Byłeś moją decy­zją – zaczął. – Wiesz o tym? Twój brat to wypa­dek. Nie­pla­no­wa­ny, w przeci­wień­stwie do cie­bie. Szcze­rze mówiąc, nawet go nie chcia­łem. Powi­nie­nem był wiedzieć, co z nie­go wyro­śnie. Ale jak tyl­ko się uro­dził, wie­dzia­łem, że potrze­bu­je­my drugiego dziec­ka. – Pod­niósł na mnie wzrok. – Rozu­miesz, do cze­go zmie­rzam? Beze mnie byś nie ist­niał. Ja cię wymy­śli­łem. Popie­przo­ne, co nie? Na mak­sa.”

To niezbyt długa, ale o wielkiej sile rażenia książka. Daniel Magariel stworzył obraz rodziny, w której przemoc objawia się na wiele sposobów, właściwie przez cały czas, nie tylko pod postacią czynów cielesnych, ale i słów, co widać na przykładzie choćby powyższego cytatu. To książka o rozpadzie rodziny, o próbach jej poskładania, o stopniowym zaniku uczuć i oddalaniu się od siebie, o tym, jak ciężko jest prawdziwie kochać, a jak łatwo uzależnić się od pewnych zachowań i osób, a potem nie potrafić się z tych relacji wyrwać.

Ojciec zabiera swoich dwóch synów do Nowego Meksyku. Chce dać im „nowe życie”, pokazać inny świat, zacząć od nowa i zapomnieć o okropnym Kansas, w którym ich egzystencja jest totalnie beznadziejna, a matka chłopców nie nadaje się do niczego. Wydawałoby się na początku, że wszystko się powiedzie. Autor niestety wrzuca czytelnika z impetem do kociołka pełnego złych i brudnych emocji. Ojciec okazuje się być despotycznym, dążącym jakby do samozniszczenia, uzależnionym od kokainy człowiekiem, który dopiero pokaże swoje prawdziwe oblicze. A bracia? Ich nadzieja na lepsze rozpryśnie się prędzej niż byśmy myśleli. „Od zawsze byliśmy lojalni wobec ojca. On był silniejszy. Baliśmy się go. Potrzebował nas. Jego aprobata zawsze znaczyła więcej niż akceptacja matki”. Taki to autorytet … ze swoim pasem z klamrą – narzędziem „wychowującym” nie tylko synów.

Ale… może uda się tej trójce: ojcu i dwóm synom, stworzyć normalny dom? Może będą jedną, solidną ekipą? Trzech dzieciaków, trzech chłopaków… razem, na zawsze ? 

I może „wojna” z żoną zakończy się rozejmem, w końcu mimo wszystko, kiedyś bardzo się kochali? Autor bardzo ciekawie przedstawia ich relację. Wiele jest przecież takich związków: kobiet, które mimo bycia ofiarą, deklarują wielką miłość do swojego oprawcy, i mężczyzn, którzy mimo bycia katem później przepraszają i obiecują, że to się więcej nie powtórzy i zapewniają o swojej wielkiej miłości.

Ta powieść to mieszanka buntu i chaosu, miłości braterskiej i nienawiści wobec wiecznie walczących ze sobą rodziców, podporządkowania i chęci wyzwolenia się, niepokoju i bezsensu egzystencji, a także złudnych marzeń i naiwności, bo przecież bliscy nie krzywdzą… To też opowieść o ranionej dumie, o słabościach, o tym jak bardzo potrzebujemy miłości, o tym, że nie zawsze możemy się obronić przed złem – rzucamy się w wiadrze, jak ta pierwsza złowiona przez jednego z braci ryba, bo nie wiemy co się z nami stanie za chwilę. 

„Tata był sztuką z jednym jedynym możliwym zakończeniem. A jego trajektoria prowadziła w dół, w dół, w dół. Zabije się. I nawet nie w tym problem, czy mnie to obchodziło, w końcu był moim ojcem. Po prostu zbyt dużo czasu spędziliśmy jako jego publiczność, siedząc dokładnie tu, na tej kanapie. Byliśmy tutaj szczęśliwi, zranieni, smutni. Tu nas karcił i się nam zwierzał. Bywaliśmy oszołomieni, osaczeni, zdradzeni. Spaliśmy tutaj, śniliśmy, wierzyliśmy w te młodzieńcze sny, które miały nigdy nie powrócić”.

Debiut autora, ważny, przesycony emocjami, dający do myślenia. Świetnie napisany. Polecam

„Nasz chłopak”, Daniel Magariel, tłum. Dobromiła Jankowska, wyd. Pauza 2018