Archiwa tagu: wydawnictwo prószyński i s-ka

„Gra w kłamstwa” Ruth Ware

„Gra w kłamstwa” to kolejna niepokojąca książka Ruth Ware, którą przeczytałam. Nie umywa się ona do „Pod kluczem” czy „Śmierć pani Westaway”, ale i tutaj tajemnice, które przez lata skrywane są przed światem w pewnym momencie wychodzą na jaw i burzą spokój bohaterek: czterech przyjaciółek z lat szkolnych.

Isa, Fatima, Thea i Kate poznały się lata temu, kiedy uczęszczały razem do szkoły z internatem w Salten. Isa – narratorka powieści – najpierw poznaje Kate. Kiedy w pociągu do Salten dołączają do nich Thea i Fatima, dziewczęta są już wydaje się połączone cienką nitką jakiejś energii, która nie pozwoli im się szybko rozstać. Stają sie przyjaciółkami, paczką, do której nikt nie ma dostępu, wszędzie razem, na zawsze i za każdą cenę. „Wzięłam głęboki wdech i skinęłam głową. Czułam się tak, jakbym miała skoczyć z bardzo wysokiej trampoliny. Gdy dźwignęłam walizkę i ruszyłam za oddalającą się Theą, nie miałam pojęcia, że ta jedna niepozorna decyzja na zawsze odmieni moje życie”. Tytułowa gra w kłamstwa, początkowo traktowana jako zabawa polegająca na okłamywaniu innych (ale nie siebie nawzajem) i punktacji w zależności od rodzaju kłamstwa, przerodzi się w grę, która okaże się tragiczna w skutkach i zwiąże dziewczyny sekretem na długie lata.

Kiedy jednak po wielu latach w Salten, niedaleko Młyna (domu Kate, tak niegdyś nazywanego) pewna kobieta natrafi na szczątki ludzkich zwłok, a Kate wyśle do przyjaciółek sms „potrzebuję was”, wówczas każda z nich nie bacząc na swoje osobiste plany, sytuację spakuje się i przyjedzie, bo to sygnał, że coś się zaczęło dziać. Coś co może byc bardzo niebezpieczne w skutkach dla przyszłości kobiet. Isa bierze dziecko pod pachę, zostawia męża kłamiąc, że jedzie na spotkanie absolwentów szkoły, pozostałe kobiety również rzucają wszystko, by zjawić się u Kate, która jest przerażona. Czyje zwłoki zatem odkryto? Co takiego wydarzyło się przed laty i jaki będzie finał historii?
Nie muszę mówić, że autorka umiejętnie prowadzi nas przez całą fabułę, dzięki narracji Isy, która wspomina życie w internacie i wszystko to, co się wówczas wydarzyło. Stopniowo dochodzimy do rozwiązania sekretu, a w finale i tak nasze przypuszczenia biorą w łeb. Zaskakujące zwroty akcji to specjalność Ruth Ware, powolne dogrzebywanie się do prawdy również – cenię to bardzo, bo czytało się dzięki temu, tę książkę wyśmienicie.

Świetnie pokazana jest tutaj zbiorowa odpowiedzialność za czyn, to, jak bardzo wpływa ona na późniejsze życie, jakie konsekwencje wywołuje, w tym jak wielkie jest przerażenie przed ujawnieniem prawdy. Dodatkowo widzimy jak lojalność, która początkowo doskonale jest podtrzymywana w relacjach między kobietami, zostaje nadwątlona zupełnie niespodziewanie. Gra w kłamstwa już nie jest grą. Staje się walką o przetrwanie, a prawda okaże się kompletnie inna, niż przypuszczano.

Polecam, to dobra książka, choć zdecydowanie bardziej podobały mi się wspomniane na początku tytuły, a niebawem zabieram się za najnowszą powieść „Jedno po drugim”, którą już mam na półce.

„Gra w kłamstwa” Ruth Ware, tłumaczenie Ewa Kleszcz, wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2019.

„Dziewczyna z gór” Małgorzata Warda

46308125_2000242723357507_6319777559810670592_nTo drugie spotkanie z tą autorką. Na pewno nie ostatnie. „Dziewczyna z gór” „przeciorała” mnie emocjonalnie bardzo. Świetna powieść! Świetna. Kompletnie zaskakująca, choć osobiście, intuicyjnie czułam, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi i końcówka nie była dla mnie, aż tak wielkim szokiem. „Dziewczyna z gór” porusza wiele tematów związanych z emocjami, reakcjami na traumę, postrzeganiem rzeczywistości przez osoby mocno skrzywdzone i poddawane przemocy. Ale przede wszystkim to piękna opowieść o miłości i zaufaniu.

Gdy 11-letnia Nadia zostaje uprowadzona z domu, rodzice rwą włosy z głowy, policja rozpoczyna śledztwo, mieszkańcy szukają już zwłok, a czytelnik śledzi w napięciu rozwój akcji. Porywaczem okazuje się być Jakub, mężczyzna z ciałem pełnym blizn i tatuaży.

Dowiadujemy się kim jest: chłopakiem po bardzo traumatycznych przejściach (aż ściska się serce czytając o tym). Gdy miał 17 lat trafił do kolejnej rodziny zastępczej, którą byli właśnie rodzice Nadii. Nadii jeszcze wtedy nie było na świecie, a małżeństwo wiele razy dawało dom różnym potrzebującym dzieciakom z domów dziecka, stanowiąc dla nich zastępczą rodzinę. Są dobrymi ludźmi, chcą pomagać. Co takiego zatem wydarzyło się w tamtym czasie, że Jakub po latach powraca do miasteczka i wywozi przerażoną dziewczynkę w góry, do chaty w lesie tak gęstym, że nikt tam nie trafi, do chaty, pod którą podchodzą wilki, gdzie nie ma ogrzewania i ciepłej wody? Jak się rozwinie cała sytuacja? 

„Ludzie mówią o mnie „dziewczyna z gór”, ponieważ mieszkamy właściwie poza światem, w domu położonym tak głęboko w lesie, że nie dociera do nas nawet listonosz. Nie słychać tu odgłosów cywilizacji, warkotu samochodów, wycia syren i nawoływania turystów”.

Samo porwanie sugeruje jakiś wątek kryminalny, walkę z czasem i strachem. Owszem, ale relacja między porywaczem, a dziewczynką stanie się inna, niż by się czytelnik spodziewał. Być może po części to syndrom sztokholmski, a być może oboje są po prostu do siebie podobni? Z czego to wynika?

Sytuacja mimo, że trudna, w surowych warunkach i niewiadomym ciągiem dalszym wyzwala w Nadii jakby inną osobę. Dziewczynka przecież dorasta i jej wrażliwość jest bardzo krucha, najpierw obawiamy się o jej życie, ale potem zachwycamy się jej podejściem do sytuacji, z którą przyszło jej się zmierzyć i która potrwa… dość długo. Ten czas zmieni jej postawę, ale nieubłaganie będzie zmuszał ją do pewnego wyboru. Wzruszającego i trudnego. Jakiego? 

BARDZO dobra powieść. Chcę więcej. Czytałam jak do tej pory „Ta, którą znam” i na półce mam jeszcze „Nikt nie widział, nikt nie słyszał”. Coś jeszcze warto przeczytać tej autorki? Czekam na Wasze „polecajki” a „Dziewczynę z gór” polecam bardzo. Lektura tej książki wyzwoliła we mnie ogrom emocji i wzruszeń. Świetne psychologiczne studium zarówno osoby porwanej, jak i porywacza, chociaż ja te dwie osoby nazwałabym całkiem inaczej.

p.s. jedna uwaga do korekty, str.95 – nie zmywa się z ciała „bródu”, tylko „brud”. 

„Dziewczyna z gór” Małgorzata Warda, wyd. Prószyński i S-ka, 2018