„Układ” Igor Brejdygant

DSC06434„Zabiła kogoś, kogo kochała,  a żeby było jeszcze dziwniej i trudniej, kochała go jako dwóch różnych ludzi, w dwóch odmiennych stanach świadomości i na różnych etapach w jej życiu. Uciekając od myślenia o tym, co się stało, zapadała się teraz coraz głębiej w odmęty tamtego życia zostawionego przed laty, cofała się na osi własnego rozwoju, kuliła się coraz bardziej, jakby przepoczwarzała się z powrotem w kokon, z którego kiedyś z tak ogromnym trudem wyszła. Wszystko, co działo się wokół: ginący ludzie, spalone domy, próby prowadzenia dochodzenia, które jak na razie nie dawało żadnych rezultatów, a sprawa, zamiast się wyjaśniać, z każdą chwilą coraz bardziej się komplikowała – wszystko to wydało jej się teraz nagle odbiciem chaosu, który zalewał ją coraz wyższymi falami. Jeszcze chwila i utonę, pomyślała”.

Komisarz Monika Brzozowska, wredna, bezkompromisowa i bezczelna, ale przebiegła i inteligentna kobieta, znana z pierwszej części Rysa (której nie wyobrażam sobie nie przeczytać najpierw) prezentuje się w „Układzie” nieco z innej strony. Pogubiona, wpędzona ponownie w bagno przez demony przeszłości oraz wydarzenia z „Rysy” właśnie, wpada znów w nałóg narkotykowy. Oddalona z pracy na przymusowy urlop, po tym, jak zabiła własnego męża (o którym w ogóle nie wiedziała długo, że go ma) i niedawno jeszcze oskarżana o zabójstwa, wraca do palenia cracku, a w końcu do heroiny. Opisy jej psychiki i stanów emocjonalnych są doskonałe. Widać, że kobieta przestaje chcieć walczyć, nie ma nic do stracenia, stacza się coraz bardziej, samotność ją pokonuje, myśli już coraz częściej, by coś wziąć. Aby całkiem nie spaść na dno, inspektor Matecki (genialna postać :)) przywraca Monikę do pracy. Tym bardziej, że zamordowany zostaje Wacek, główny świadek w sprawie grupy pedofilów, na którą natrafiono wcześniej (w poprzedniej książce).

Cały czas gdzieś w tle cały czas działa prężna siatka ludzi, którzy wszystko wiedzą, widzą, dlatego śledztwo musi być mocno zakonspirowane.  Umoczonych w ten układ jest wielu znanych ludzi: minister spraw wewnętrznych, biskup, biznesmeni, politycy. Każdy może być niebezpieczny. Na każdego są jakieś kwity. Każdy musi zatem współpracować, by nie wypłynęły jego złe uczynki. Kto wie, może nawet matka Moniki z demencją jest jednym z pionków? (również świetna i dość tajemnicza postać). Za sznurki nadal pociąga tajemnicza kobieta z pieprzykiem, która za wszelką cenę chce dopaść Monikę. Dlaczego?

Do śledztwa dołącza kapitan ABW, Czesław Warecki, znany już z pierwszej części. To ważna postać, bo dzięki niemu Monika zacznie pewne rzeczy inaczej odbierać i powoli wychodzić na prostą. Dlaczego akurat on będzie miał na nią taki wpływ? Co zmieni się w życiu Brzozowskiej, czy wyjdzie z nałogu i czy uda się jej uniknąć niebezpieczeństwa? 

Świetna książka. Naprawdę warto, bo choć akcja może toczy się innym tempem niż w „Rysie” i porównując, to trochę więcej tu przemyśleń Moniki, to jednak czytało mi się świetnie i szybko. Bardzo dobrze skonstruowana fabuła, intryga, ciekawe postacie, momentami było wzruszająco, czasem śmiesznie, ale najczęściej dość mrocznie. Polecam bardzo. Ale koniecznie trzeba przeczytać wcześniej „Rysę”. Tak myślę. Bez tego, nie będzie AŻ tak smakowało.

„Układ” Igor Brejdygant, wydawnictwo W.A.B, 2019.

„Rysa” Igor Brejdygant

DSC06433„Niektórzy boją się okoliczności, inni boją się ludzi, ona zawsze najbardziej bała się samej siebie”.

To pierwsza część serii z komisarz Moniką Brzozowską, policjantką z krwi i kości, rezolutną, bezczelną i skuteczną. Ogromnie ją polubiłam, podobało mi się jej sarkastyczne podejście do pewnych spraw oraz inteligentne, genialne docinki, jakie często serwowała swoim kolegom z pracy, co stawiało ją często na równi lub nawet wyżej w hierarchii w tym męskim, pełnym testosteronu świecie policji. 

To kobieta z przeszłością z której niewiele pamięta. Wiele lat temu, bliskie spotkania z narkotykami, a szczególnie z heroiną, wymazały sporą część jej wspomnień. Nałóg, odwyk, ciężkie przejścia i tajemnice odbiją się teraz czkawką. Znaleziony, martwy kloszard, będzie pierwszą ofiarą seryjnego mordercy, lub morderców. Monika będzie musiała szybko działać, bo niebawem pojawi się ofiara kolejna i jeszcze kolejna…. Dziwnym trafem zadźgane bagnetem osoby będą miały wiele wspólnego z przeszłością Brzozowskiej, a ślady znalezione na miejscach zbrodni będą wskazywały na jej obecność przy tych zabójstwach. Co Brzozowska może mieć wspólnego z morderstwami? Dlaczego nic nie pamięta? Przecież już nie bierze, nie „wali po kablach” jak to się mówi. Jej mroczna psychika w połączeniu z mroczną rzeczywistością to naprawdę świetna mieszanka.

„Efemeryda zwana rzeczywistością przejęła nad nią kontrolę, a zasadniczo powinno być odwrotnie, to ona powinna kontrolować świat realny z wszystkimi jego zależnościami i przejawami, powinna go postrzegać w sposób zorganizowany i go ujarzmiać. Czuła, że tak się nie dzieje, że nagle przerwała się jakaś główna arteria łączności z normalnym postrzeganiem, wszystko zaczęło się sypać, a ona dryfowała po powierzchni coraz częściej zasysana w odmęty nierealnego albo realnego inaczej. Gdzie jest ten moment? Gdzie ma szukać miejsca przerwania, pęknięcia, gdzie to wszystko się zaczyna? Gdzie jest rysa?”

No właśnie. Gdzie? Jak dojść do prawdy? Brzozowska uwikła się w bardzo trudną sytuację. Z polującego na mordercę sama stanie się ofiarą i będzie musiała mocno się napracować, by zrozumieć w co się wplątała dawno temu. Jak to się skończy?

Świetna książka, połączenie kryminału z thrillerem psychologicznym, ze świetnymi postaciami (również Stasiak, Wójcik, Warecki). Czyta się z zapartych tchem i szczerze mówiąc, w finale zaskoczenie było mocne. Polecam! Już jestem w trakcie lektury kolejnej części „Układ”, w której już powoli dowiaduję się, co wydarzy się dalej w życiu Moniki Brzozowskiej.

„Rysa” Igor Brejdygant, wyd. W.A.B.2018

Zapowiedzi książkowe

Books stacked by decorative wallpaper antiquePrzeglądając strony różnych wydawnictw, wybrałam książki, które mają się ukazać niebawem lub też jesienią, a które ogromnie mnie interesują. Chętnie bym je wszystkie przeczytała. Pewnie w tak zwanym międzyczasie pojawią się jeszcze inne tytuły, ale narazie podzielę się z Wami tymi, które w jakiś sposób trafiają w mój gust. Polecę wydawnictwami z datami premier. Jeśli coś Was zainteresuje, to zapraszam do klikania w tytuły, które przeniosą Was na opis książki. Może Wy również macie coś ciekawego na oku? 

Wydawnictwo Czarne:
1. Anna Kańtoch „Pokuta”, 31 lipca
2. Agnieszka Lisak „Sielankowanie pod Tatrami”, 7 sierpnia
3. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak „Zostanie tylko wiatr. Fiordy zachodniej Islandii”, 18 września
4. Paweł Sołtys „Nieradość”, 18 września
5. Marta Sapała „Na marne”, wyszła już 19 czerwca

Wydawnictwo Poznańskie -> tu większość książek jest na jednej stronie z zapowiedziami, więc musicie sobie sami je odnaleźć, co jest zresztą bardzo łatwe:

1. Karen Blixen „Pożegnianie z Afryką”, 14 sierpnia
2. Souad Mehhennet „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu”, 2 października
3. Roy Jacobsen „Białe morze”, 2 października
4. Stasia Budzisz „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”, 4 września
5. Uzodinma Iweala „Ani złego słowa”, 18 września

Wydawnictwo PAUZA:
1. David Vann „Brud” jesienią, o tej książce narazie niewiele wiadomo
2. Ottessa Moshfegh „Mój rok relaksu i odpoczynku”, 8 sierpnia (z okładką autorstwa „Sztuczne Fiołki„!!!)

Wydawnictwo Prószyński:
1. Nermin Yildirim „Sny”, 13 sierpnia

Wydaniwctwo ZNAK:
1. Ahmed Saadawi „Frankenstein w Bagdadzie”, 16 września
2.Joanne Ramos „Farma”12 sierpnia
3. Shobha Rao „One płoną jaśniej”2 września
4. Deborah Levy „Płynąc do domu”, 12 sierpnia

Wydawnictwo Foksal – W.A.B.:
1. Michael Chabon „Niesamowite przygody Kavaliera i Claya”, 31 lipca
2. Małgorzata Oliwia Sobczak „Kolory zła. Czerwień” tom 1, 4 września

Wydawnictwo Literackie:
1. Julia Philips „Znikająca ziemia”, 4 września

Wydawnictwo Sonia Draga:
1. Ventrella Rosa „Historia porządnej rodziny”, 11 września

„Teoria opanowywania trwogi” Tomasz Organek

60774739_2206948942687887_4550135726871674880_n-001„Niedzielę zwiastuje cisza. W niedzielę w powietrzu wisi dym, ledwo widoczna zawiesina unosząca się nad zgliszczami budowanego z mozołem przez cały tydzień świata. Dzień po dniu, od poniedziałku do piątku, we wszystkie dni robocze świat powstaje, jak sam Bóg przykazał. Rośnie w siłę, mnoży się, rozpiera w posadach, pręży i napina się po to, żeby około soboty już nie wytrzymać. Od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę nie musi. Na Boga, nie musi. Wtedy spektakularnie ginie. Wyciąga z szuflady drogi, wysadzany diamentami łańcuch, pęta go sobie wokół szyi, osuwa na kolana i mdleje w ekstazie, liżąc jaszczurzym językiem buty właściciela. Wtedy nie wytrzymuje i na własne życzenie idzie na dno. Gwałtownie się kurczy, wyje z bólu i rozkoszy, tapla się we własnej spermie, odchodach i moczu. Jak wisielec wije w konwulsjach, publicznie rozrywa wnętrzności, uwalniając tłoczące go w środku ciśnienie. Dusi własnymi rzygowinami, żeby wreszcie w niedzielę nad ranem po raz kolejny umrzeć. […] Odbija się kebabem z nocy i to już jest koniec. Przemieniło się, stało. spełniło. Transsubstancjacja krwi w kielichu po winie odbija się niestrawioną wódką z red bullem, wysoko gazowanym piwem, dziwką przygodną, śmiercią rozkładaną na raty, rozróbą w dyskotece, rzygiem w taksówce tuż pod domem. Nieprzespaną nocą i wyrzutem sumienia w ubikacji. Nadzieją na to, że wszystko będzie dobrze. Że żona się nie dowie. Że dzieci będą rosły, a kredyt zmaleje. Oto wielka tajemnica wiary”.

Taka jest ta książka. Dziwna, dosadna, realistyczna i czasem przeintelektualizowana, ale też bywa pięknym językiem, subtelnym, pisana i wrażliwością, a także sarkazmem mnie ujmuje. O, jak mi się to podobało! Na początku, nie. Na początku było ciężko, trudno i jakoś tak do bólu. Nie szło mi. Nie mogłam się skupić i wczuć. Myślałam, co ten Organek nawywijał. Przecież on muzyk, artysta, Męskie Granie, długa grzywa i „głupi ja”. A się okazuje, że to obserwator rzeczywistości jak mało kto. On rozdrapuje, pokazuje palcem gdzie i jak jest źle, opowiada monotonię współczesnego, hipsterskiego życia, w sposób mi bardzo bliski.

Debiutant. Teraz każdy pisać może przecież. I artyści, muzycy, aktorzy, sportowcy, celebryci. Każdy ma prawo i każdy pisze jak umie. Nie zawsze dobrze, choć i tak się sprzedaje. A Organkowi zarzuca wielu bełkot. Widziałam recenzje, myślałam sobie, kurcze, strach czytać. Ale… ja będę bronić, bo mi jego pisanie bardze bliskie. Bo ja podobnie często widzę rzeczywistość. Bo mnie też nuży rutyna pracowej rzeczywistości i też czekam weekendu, by wyrzygać ciśnienie z siebie. I wtedy pięknie jest. I wszystko to co zbudowane w tydzień, upada. Zaczyna się nowe, inne życie. Ucieczka, pozorna może, ale jednak. Na chwilę, na moment. Bo chciałoby się „.. do czegoś dojść i przy tym pozostać. I już nie szukać. Nie chodzić, nie łazić, nie dosiadać się, nie pytać. Zostać kimś. A najlepiej sobą, żeby już donikąd nie chodzić. A tak, wiecznie tylko przelotem”. I też ciągle się czegoś boję, o coś lękam, czemuś muszę stawiać czoła.

Borys, 39-letni „korposzczur” traci pracę, jest zmęczony i zniechęcony. Aneta, niegdyś jego wielka miłość, prosi go, bo wpadają na siebie przypadkiem po latach, żeby pojechał z nią na pogrzeb jej ojca. To daleka droga, bo aż nad morze, na wyspę Wolin, a ona sama nie chce. Borys w sumie też nie bardzo, ale że nie ma nic lepszego do roboty zgadza się. Łatwo nie będzie, bo Aneta to Nieta. „Nie ta” kobieta od zawsze. „Nie ta”, ale jednak ta kiedyś jedyna. Też w życiu jej nie wychodzi, lubi alkohol. No ale… I tu zaczyna się taka powieść „drogi”. Ucieczka przed tu i teraz. Strach przed tym, co nastąpi. Aneta boi się spotkania z dawno nie widzianą matką, nie zależy jej właściwie na tym by widzieć zmarłego ojca, ale nie wie jak to będzie. Borysowi zaś nie wiadomo na czym zależy, choć też boi się, czy sprosta zadaniu towarzysza podróży. Dobrze się jest wyrwać, oderwać, coś przeżyć nowego. A nowe będzie. I niebezpieczne. I groźni ludzie po drodze i zamieszanie i nawet strach przed śmiercią. Nagłą. I potem okaże się, że rzeczywistość jest zupełnie inna. 

Będzie wielkie zaskoczenie, złość i przemiana, ale ciągły lęk pozostanie. Opanowywanie trwogi. Ciągły egzystencjonalny lęk. Bo łatwo w życiu nie jest. Lektura łatwa również nie jest, ale warto. Jestem bardzo zadowolona, że przeczytałam tę książkę. Organek okazał się być nie tylko świetnym muzykiem, ale też bardzo dobrym (wg mnie) obserwatorem i bliskim mi człowiekiem emocjonalnie i empatycznie. Ma dobre pióro, naprawdę momentami język mnie bardzo zaskakiwał. Gęsto tu od porównań, epitetów, metafor i słów trudnych i niejasnych, jest też trochę charakterystycznych wtrąceń ze Stachury,  czy Kerouaca.

Jest drobiazgowo, realistycznie, błyskotliwie, czasem dziwacznie, posępnie i ironicznie. Będę bronić tej książki i na pewno wrócę do fragmentów, bo wiele z nich jest w punkt. Mój punkt. Tak się złożyło. 

„Teoria opanowywania trwogi” Tomasz Organek, wyd. W.A.B. 2019

„Kokon” Joanna Lech

54514871_2111285908920858_5713861346265661440_n

„Kokon” to bardzo smutna książka, która wciąga niczym najgorsze bagno. Brutalna, odarta z wszystkiego, co lukrowane i słodkie. Bolesna do wyrzygu (dosłownie). Totalnie brutalna w swojej prostej formie. Najlepszym opisem jest ten z okładki autorstwa Łukasza Orbitowskiego: „Jako człowiek smutny i zniechęcony do świata przyjaźnie witam pesymizm autorki. Jej książka opowiada o spotwornieniu rzeczy, które mają czelność uchodzić za dobre; o piekle przyjmowania pokarmów, potworności seksu, udręce zabawy”.

Główną bohaterką jest Iga, lub też Jadwiga. Młoda dziewczyna, którą poznajemy na przestrzeni różnych okresów jej życia, głównie czasów szkolnych, tych wcześniejszych i późniejszych, kiedy wkracza się w wiek dorosłości. Iga jest kompletnie zagubiona, traktowana przez rówieśników bardzo źle, wyśmiewana z powodu swojej tuszy, uważana przez rodziców za głupią dziewuchę, która nic nie robi, nic nie potrafi, jest beznadziejna we wszystkim, przynosi wstyd i jest darmozjadem. To traktowanie boli nie tylko Igę. Boli również czytelnika, bo autorka pisze bardzo sugestywnie i obrazowo.

Iga pije, ćpa, puszcza się, ale ciągle marzy o wielkiej miłości, szczęściu, jak wtedy, gdy była małą dziewczynką. „Gdy Iga była mała, chciała jeść śnieg. Stała na środku ulicy z otwartymi ustami, było tak jasno. Płatki śniegu ukośnie spadały w żółtym świetle latarni. Kiedyś Iga myślała, że to niebo kruszy się jak styropian. Wysuwała język i zbierała skrawki nieba. Topiły się na jej rozgrzanych policzkach, łaskotały w rzęsy. Próbowała złapać płatki w ręce. Grudki, które przymarzły do czerwonej rękawiczki, zgniatała w różową kulkę. Piotem ją zjadła. Iga chciała zjeść wszystko. Całe zaspy. Niebo. Cały śnieg.”

Kiedy się zakocha to na zabój. Zrobi wszystko, żeby tę miłość zatrzymać. Wypychana za próg, wyrzucana na ulicę i poniewierana słownie mimo wszystko będzie kochać. Wyć z bólu, ale kochać. Wyć ze strachu, tonąć w swojej beznadziei, co rusz stawać na parapecie, ale kochać. Bez wzajemności. Ciągle odrzucana, wykorzystywana, poniewierana i traktowana jak dziwka, jak najgorsze zło, jak ktoś w ogóle niepotrzebny, jak śmieć… To książka o dziewczynie, która cały czas próbuje żyć, jednocześnie zabijając się powoli. Przepoczwarza się w kogoś, kto staje się coraz bardziej okrutny i nieprzewidywalny. „To nie było tak, jakby Iga zapatrzyła się nagle w ciemne lustro.  Stała przed nim cały czas. Jakby przez wiele lat siedziała w dusznym pokoju, owinięta śpiworem, obgryzając paznokcie. Kuchnia, łazienka, łóżko. Jakby całe życie spędziła w skorupie. Już w nią wrosła. Iga dotknęła twarzy, jej oczy były takie same. Ale w środku Igi coś wzbierało.” 

Jak potoczą się losy dziewczyny spędzającej noce w klubach, z obcymi mężczyznami, dodatkowo wpędzonej w bulimię, ale ciągle szukającej ukojenia, spokoju i miłości. Co dzieje się z tak traktowanym człowiekiem? Jakie ma myśli, czego się boi, jeśli w ogóle jeszcze można się czegoś bać? Jak daleko może się poniżyć i posunąć? 

„Tego co wykluwało się w jej brzuchu, głodnej ćmy, co skrobała mechatymi końcami skrzydeł o ścianki jej żołądka. Iga przełknęła ślinę. Bo wyobraziła sobie. że się w końcu przemieni i nie zostanie nic z dawnej Igi, ani czubka jej nosa, ani palca u nogi, ani kawałeczka z jej ciała, nic.” 

Mocna pozycja. Dla mnie zupełnie coś innego, nowego, dziwnego i niepokojąco narkotycznego. Brutalnie prawdziwe, bolące aż do kości, momentami odpychające, a jednocześnie bardzo wciągające. Premiera ksiażki 3-go kwietnia.

„Kokon” Joanna Lech, wydawnictwo W.A.B. 2019

„Papierowe duchy” Julia Heaberlin

49051933_1999079086808208_8199419960536072192_n

„Mówi się, że przychodzimy na świat z wrodzonym lękiem przed zaledwie dwiema rzeczami: głośnymi dźwiękami i wysokością. Umieszczone na szklanym stole małe dzieci i kocięta nieruchomieją, bo boją się, że spadną; kaczęta nie mają tej obawy, ponieważ wiedzą, że potrafią latać. Instynkt. Podobno. Moim zdaniem przychodzimy na świat z pełnym zestawem lęków i tylko udajemy odważnych, dopóki potwór się nie przebudzi”.

Młoda kobieta wyrusza w podróż po Teksasie. Jej pasażerem jest Carl Louis Feldman, mężczyzna z demencją, który niegdyś był słynnym fotografem. Zabrany ze specjalistycznego ośrodka przez kobietę, która mówi mu, że jest jego córką, a która jednocześnie jest narratorką opowieści, Carl stawia listę warunków, pod którymi pojedzie z nią w tę 10-dniową raptem podróż. Na liście są różne rzeczy, mniej lub bardziej dziwne. Gdzie jadą? Po co? 

Starsza siostra naszej narratorki „kiedy miała dwanaście lat, wpadła do grobu. […] Stała w dziurze i śmiała się”, była niezwykłą dziewczynką, odważną, serdeczną i kochającą, a kiedy miała dziewiętnaście lat, zniknęła. „Jakby z nieba spadło lasso i porwało ją do góry”. Kobieta wpada w obsesję poszukiwań swojej siostry. Trwa to wiele lat, ale nigdzie nie ma po zaginionej śladu. Poczucie straty i zagubienia, a także chęć odnalezienia siostry stają się czymś najważniejszym w życiu kobiety. Trauma, jakiej doznała w dzieciństwie po zniknięciu siostry odbija się na jej życiu, a Carl, który kiedyś był oskarżony o morderstwo pewnej młodej dziewczyny, staje się celem kobiety. Przeczuwa, że to on stoi za zaginięciem jej siostry i dodatkowo za zaginięciami innych młodych kobiet w okolicach. Czy słusznie? Dlaczego zabiera go w podróż? Jakie ma plany?

Mężczyzna ma demencję, jak wspomniałam, ale czy faktycznie nie pamięta nic ze swojej przeszłości? I z czym ma związek zdjęcie dwóch bliźniaczek znalezione kiedyś w domu naszej narratorki? Kto tutaj kłamie, kto okaże się bardziej inteligentny? „Nie wiem, czy kogoś zabiłem, ale zawsze uważałem, że każde zrobione przeze mnie zdjęcie jest jak małe morderstwo.” – mówi Carl. Swoją drogą to bardzo ciekawa postać. Jego niezwykłe halucynacje podczas podróży nie wiadomo czy są prawdą czy kłamstwem. Jego dobre serce nie wskazuje na to by, komukolwiek mógł zrobić coś złego, przygarnia psa i nazywa go Ćmą Barową (który zresztą staje się przyjemnym elementem tej książki).

Ciekawa i zaskakująca książka, czyta się ją dość dobrze, chociaż pierwszoosobowa narracja początkowo sprawiała mi trudność w lekturze, ale przyzwyczaiłam się. Poza tematem takiej totalnej obsesji i prywatnym śledztwem kobiety, można ją też nazwać powieścią drogi, bo bohaterowie cały czas przemieszczają się samochodem po Teksasie: Dallas, Galveston, Waco, Houston, Marfa – przydrożne motele i sklepy, klimat amerykańskich przestrzeni i w ogóle Ameryki.. co mi się bardzo podobało. Nie ma tu też zbyt szybkiej akcji, więcej dzieje się w głowie bohaterki, ale nie znaczy to, że jest nudno. Podobało mi się, zaskoczyło, choć bez fajerwerków, niemniej jednak warto sięgnąć, bo wciąga.

Premiera książki 16 stycznia.

„Papierowe duchy” Julia Heaberlin, tłum. Jacek Żuławnik, wydawnictwo W.A.B, 2018

„Ogrodnik” Agnieszka Płoszaj

DSC04164

Wcześniejsza książka Agnieszki Płoszaj „Czarodziejka” nie podobała mi się jakoś specjalnie. Była to dobra rozrywka, ale uznałam, że jest przegadana i jakoś nie do końca czułam zadowolenie z lektury. „Ogrodnika” natomiast czytało mi się dużo lepiej, mimo że to pozycja dużo grubsza (prawie 600 stron). Sama historia ma tych samych bohaterów, których poznaliśmy w „Czarodziejce”. Akcja książki dzieje się w Łodzi. Mamy klimatyczną, małą kawiarenkę, której właścicielkami są Julia (ksywa Hermes) i Mania. Julia ma mroczną przeszłość, jakieś traumy i wcześniejsze wydarzenia definiują jej wybuchowy i nieokiełznany charakter. Polubiłam tę postać. Odważna, bystra, trochę lekkomyślna, ale wrażliwa dziewczyna. Mania z kolei jest dość pogubiona, roztrzepana, ale przede wszystkim ogromnie boi się swojego byłego faceta. Trzeba jej bardzo pilnować i chronić. 

Kolejne dwie ważne postacie to dwaj przyjaciele, policjanci śledczy: Tomek – chłopak Julii, zakochany w niej zakochany po same uszy, co często nie pozwala mu się skupić na pracy, oraz Kuba, porywczy, nieco zgryźliwy człowiek, lekko uprzedzony do Julii, ale który w tej książce podzieli los zakochanego kolegi i sam wpadnie w sidła pewnej Rudej, co wszystkich niezmiernie zaskoczy.

Mariusz Czubaj określił tę książkę „Petardą z Łodzi”, zatem nie ma opcji, żeby nie było tu wątku kryminalnego. Dotyczy on zabójstwa młodej dziewczyny, Klaudii, której ciało znalezione zostało w parku przez pewnego spacerowicza. Co dziwne, zwłoki zostały dokładnie umyte i ułożone na płatkach kwiatów. Z tym policja jeszcze nigdy się nie spotkała. Kuba i Tomek rozpoczynają śledztwo, w którym przesłuchanych zostanie sporo osób z otoczenia Klaudii. Śledztwo nadzoruje wredny i gruby Dziewoń, który nie pała miłością do swoich podwładnych. Będzie wiele poszlak, niedomówień, zapędzania w „kozie rogi”, ale też powoli sporo rzeczy zacznie się klarować. 

W tak zwanym „międzyczasie”, Julia będzie szantażowana przez dość wpływową w światku gangsterskim osobę. Dlaczego? Tomek poza śledztwem w sprawie zabójstwa Klaudii, będzie badał przeszłość swojej dziewczyny. Dowie się wielu tajemniczych rzeczy i wszystko stanie się niezwykle poplątane, ale jednocześnie nie pozbawione sensu. Dodajmy, że w treści książki pojawiać się będą również dość tajemnicze i egzotyczne zapiski z Samarkandy. Czy da się to wszystko połączyć? Ano da się. Czytało mi się to bardzo przyjemnie, szybko i choć czasem traciłam wątek, to humor i fajne, charakterne postacie to nadrabiały. 

Całkiem przyjemna rozrywka, chociaż nadmiar postaci może czasem męczyć. Niemniej jednak jestem zadowolona z lektury. Zakończenie jest dość ciekawe i właściwie to czekam na kolejną część. 

„Ogrodnik” Agnieszka Płoszaj, wyd. W.A.B. 2018