„Trzy Bieguny. Dotknąć niemożliwego. Leszek Cichy, Marek Kamiński” Julia Hamera

82804480_2676015559114554_9068640174954512384_o„Temperatura powietrza sięga minus pięćdziesięciu stopni. To dla mnie czysta abstrakcja, czuję się jakbym był na Księżycu. Wszystko jest inne, ciało jest wyziębione, a wokół krajobraz jak z innej planety. Każdą najdrobniejszą czynność trzeba planować, bo wystarczy zdjąć rękawice, żeby ryzykować przemarznięcie albo utratę palców. Gdy się ruszam, jest w miarę ciepło, lecz jeśli stanę, to koniec, żadne ubranie nie pomoże, bo przecież samo z siebie nie grzeje […] Życie jest najważniejsze. Nic nie ma znaczenia poza tym, by zjeść, wypić i nie zamarznąć”.

Ta książka przedstawia pokrótce, bo nie są to według mnie standardowe biografie, sylwetki i osiągnięcia dwóch znanych (i żyjących!!) pasjonatów: Leszka Cichego (himalaisty) oraz Marka Kamińskiego (podróżnika, zdobywcy biegunów). Mówię „pokrótce”, bo są tu tylko ważniejsze wyprawy obu panów. a temat jest potraktowany w ten sposób, bo chyba założeniem książki było pokazanie, że dwie różne, jakby nie było, pasje są sobie wbrew pozorom bardzo podobne do siebie i dzięki nim można nawiązać prawdziwą, męską przyjaźń.

Cytat z początku wpisu padł z ust, no właśnie, kogo? Himalaisty czy zdobywcy bieguna? Nie można tego odgadnąć, bo obaj mogliby powiedzieć właściwie to samo. Niemniej jednak, podpowiem, te słowa należą do Marka Kamińskiego, który tak opisuje drogę na biegun północny. Ale.. Cichy siedząc gdzieś w namiocie, gdzieś na wys. 7000, mógłby stwierdzić to samo. 

Autorka oddaje głos obu panom. Ci, z własnej perspektywy opisują swoje cele, sukcesy i porażki. Okazuje się, że nawet ich życiorysy są podobne, już od dziecka byli odważni, samodzielni i mieli wielkie pragnienia eksploracji świata. Dojrzewają, próbują sił w różnych pracach, zwiedzają świat, i marzą o trzech biegunach. Jeden o północnym i południowym, a drugi o tym trzecim, najwyższym – Mount Evereście.

I tak, czytając tę książkę widzimy jak Kamiński idzie samotnie przez bezkres białej przestrzeni, ciągnąc za sobą 200 kg sanie, zdobywa oba bieguny w jednym roku, próbuje trawersu Antarktydy, przechodzi na nartach Grenlandię i 800 km pustyni Gibsona w Australii w 46 dni. Leszek Cichy z kolei, pnie się w górę potężnego Everestu i tym samym zdobywa go zimą razem z Wielickim w 1980r., wcześniej jest Shispare czy Gaszerbrum II, potem Elbrus, Aconcagua, Lhotse i Korona Ziemi, a potem świat finansów i bankowości. Obaj niezmordowani, pragnący nowych wyzwań, żyjący pasją i ryzykujący życie. Różnica jest taka, że jeden idzie prawie po płaskim, a drugi w górę. 

Aby połączyć to ze sobą, zdecydowali się na wspólną wyprawę, która jest tu ciekawie opisana. Ma to być wspólne wejście na masyw Vinsona – najwyższy szczyt Grenlandii.  Ale jak, skoro Kamiński się nie wspina, a Cichy nie ciągnie sań po lodzie? Cóż, wszystkiego można się nauczyć. Ciekawy jest opis tej wyprawy, bo słuchamy obu panów. 

Leszek mówi „Marek potrafi zniknąć na dwie – trzy godziny. Fizycznie jest obecny, widzę, że siedzi w kącie namiotu, jednak cała jego uwaga skupia się na trzymanej w rękach książce. Ja, wiedząc, że przyjdzie nam czekać, zabrałem małe podróżne szachy. Czekanie wpisuje się w rzeczywistość wypraw, wtedy lepiej mieć coś do roboty. Rozmawiamy głównie o sprawach bieżących, o pogodzie, o tym, co zjemy, w co się ubrać, kiedy ruszymy. Kalkulujemy, ile czasu może nam zająć wspinaczka”.

Marek zaś: „Instynktownie się zaprzyjaźniamy. Mieszkamy w jednym namiocie i porozumiewamy się bezkonfliktowo, niemal intuicyjnie. Właściwie nie ma dla mnie znaczenia, jakie obowiązki mi przypadną – podczas samotnych wędrówek przywykłem do tego, że robię wszystko. Leszek sprawia wrażenie perfekcjonisty. Wydaje mi się, że ja pewne sprawy traktuję bardziej na luzie, lecz tym bardziej komfortowo czuję się w jego obecności. Zanim gdziekolwiek wyruszymy, udziela mi rad dotyczących wspinaczki.”.

Obaj, mimo odmiennych charakterów, pokazują w tej książce, że wspólnie można wiele zrobić, ale trzeba się zaakceptować, szanować, wspierać i razem patrzeć w jednym kierunku. Ta książka to obraz duetu indywidualistów, odmalowany w interesujący sposób i przedstawiający sporo „smaczków” z życia obu panów. Nawet Wielicki, po lekturze tej książki powiedział, że „Dziś dopiero poznaję, jak Leszek trafił na ścieżkę górską, mimo że znamy się jak „łyse konie”‚. Jedni mogą pytać, po co taka książka, nie lepiej sięgnąć po rzetelniejsze, oddzielne biografie obu panów? Być może, ale zabieg wydania „Trzech biegunów” wydaje mi się ciekawym pomysłem, czytało mi się to bardzo dobrze. Wiele się dowiedziałam (bo przykładowo, nigdy nie czytałam niczego autorstwa Marka Kamińskiego, teraz mam ochotę sięgnąć po jakieś jego książki) i zachwyciły mnie opisy Antarktydy. Ze swojej strony polecam, choćby tym, którzy zaczynają przygodę z książkami o himalaiźmie czy podróżach ekstremalnych.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Literatura Faktu).

„Trzy Bieguny. Dotknąć niemożliwego. Leszek Cichy, Marek Kamiński” Julia Hamera, wydawnictwo Znak, 2019

Stosik styczniowy

Rozpoczynamy kolejny miesiąc nowego roku, a mnie dawno na blogu nie było. W styczniu przeczytałam tylko jedną książkę, czyli Włoskiego nauczyciela Toma Rachmana i jakoś czas zszedł na innych sprawach, a czytanie idzie mi bardzo powoli, ale już niebawem wracam do pisania recenzji. Jutro ukaże się recenzja książki „Bezwład”, której autorką jest Jessica Barry, a którą otrzymałam od wydawnictwa Rebis. Widnieje ona również na poniższym stosie, który znów prezentuje się okazale. 

DSC08060

Jest tu kilka moich zakupów jeszcze z grudnia i stycznia, no i kilka książek od wydawnictw wybranych przeze mnie w ramach współprac recenzenckich.

I tutaj, do recenzji mamy kilka górskich, czyli coś co tygrysy lubią najbardziej: „Wolne miasto Zakopane 1956-1970” od wyd. Znak, zaczęłam, ale to książka mocno historyczna, pisana przez Pana Profesora Jerzego Kochanowskiego, dlatego jest bardzo ciężka dla mnie w odbiorze, na pewno chcę ją skończyć, ale wymaga to czasu. Dalej, od wyd. Agora „Przeżyć” Elisabeth Revol, a od księgarni Tania Książka „Piekło mnie nie chciało. Wielicki” oraz „Trzy Bieguny. Leszek Cichy. Marek Kamiński”. O „Bezwładzie” było już słowo wyżej, a kolejnym thrillerem, tym razem od wyd. Editio Black jest „Mroczne Jezioro” Sarah Bailey. Ostatnią książką do recenzji jest powieść z serii dzieł pisarzy skandynawskich od wyd. Poznańskie „Życie Sus” Jonasa T. Bengstonna (tu, już nie mogę się doczekać lektury).

Reszta książek ze stosu to książki zakupione przeze mnie. Kilka w księgarni Świat Książki w rabatowych opcjach -42-45% od ceny, oraz w taniej księgarni Skup Szop gdzie ceny oscylują od 5-20 zł mniej więcej ( za 7 książek ze stosu po lewej zapłaciłam bodajże 50 zł).  Są okazje, więc łapię. Nieznośne jest tylko to, że tyle rzeczy mnie interesuje i chcę wszystko naraz :) Zachłanność książkowa! :D

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

„Włoski nauczyciel” Tom Rachman

DSC08051

Trudno było mi się na początku przebić przez tę prozę, nie wiem właściwie dlaczego, może trochę przez styl autora i sposób narracji w trzeciej osobie, jednak nie poddałam się. I zaskoczyło! Okazuje się, że to książka, która na pewno zostanie ze mna na długo, a jako pierwsza, ukończona w nowym roku lektura, nie umknie mojej uwadze przy kolejnym podsumowaniu roku. Nie czytałam „Niedoskonałych”, czyli debiutu powieściowego autora, a teraz jestem go bardzo ciekawa. Ktoś z Was czytał może?

Akcja „Włoskiego nauczyciela” dzieje się w latach 1955-2018 w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Anglii i Francji. Tytułowa postać to Pinch, a dokładniej, Charles Bavinsky, syn Bear’a Bavinsky’ego, amerykańskiego malarza, jednego z bardziej tajemniczych, modernistycznych, eksperymentujących geniuszy, fikcyjnych oczywiście. Czy naprawdę był geniuszem, czy może tylko tak siebie postrzegał i kreował? Kim był i dlaczego jest tak ważną postacią? 

Pinch od dziecka jest pod ogromnym wpływem swojego ojca. Ojca, który jest uparty, a wręcz zawzięty w swoich postanowieniach, zasadach i samoocenie, to cyniczny egocentryk, który ma głeboko gdzieś swoją żonę, syna, a w przyszłości również kilka innych żon i wiele innych dzieci, które spłodzi. Dla Bear’a najważniejsze jest malowanie,  jego obrazy nie mogą zostać sprzedane zwykłym marchandom, czy podrzędnym. nowojorskim galeriom sztuki. Bear marzy o największych muzeach świata. Uznaje tylko swoje racje. „Wszystko zawsze kręci się wokół jego sztuki – narzeka Birdie. – A prawdziwe dzieła, które stworzył, go nie obchodzą”. Birdie, to żona Bear’a, jedna z wielu, para się ceramiką, chce być w tym dobra, ale niestety żyje w cieniu męża, który skutecznie buduje swoje ego. Birdie prawdziwymi dziełami nazywa dzieci, w tym oczywiście Pincha, syna, który w pewnym momencie zostanie niejako „wybrany” przez ojca, ale do czego: do pomocy, czy do pracy dla niego? 

Seria obrazów Bavinsky’ego „Żywe natury”, które Bear stworzy w wielkiej udręce swojej ciągłej niedoskonałości, ujrzy światło dzienne, a właściwie „wystawiennicze” dopiero po jego śmierci. Choć czy faktycznie? Obrazy namalowane przez Bear’a i cały czas skrywane w jego pracowni, gdzieś we Francji, staną się przyczyną, celem i konsekwencją pewnych wydarzeń, które będą niejako zadośćuczynieniem, odkupieniem, a może zemstą Pincha? Albo zwyczajnie próbą jego poradzenia sobie ze sobą i ze światem? 

Czy Pinch zawalczy o siebie, czy pogrąży go cień swojego ojca? Czy w świecie sztuki, gdzie rządzą się całkiem inne prawa (co zresztą jest świetnie przedstawione) liczy się tylko wyrazista, dobrze kalkulująca osobowość, a talent schodzi na drugi plan? Czy z obrazu namalowanego przez jakiegoś twórcę, poznajemy prawdę o nim samym? A może to tylko iluzja? Pewności nie ma nigdy. 

Pinch vel Charles, to świetnie zarysowana postać. Poznajemy jego dzieciństwo i śledzimy jego losy aż do śmierci. Ten inteligentny, nieśmiały i wrażliwy człowiek, desperacko pragnący kogoś do kochania, samotny w swoim świecie, próbujący naśladować ojca, uczący się malować, budzi nasze współczucie, smutek, sympatię, kibicujemy mu. Nieważne, czy ma talent, czy tylko chciałby go mieć, jego postać „boli” czytelnika. „Nigdy nie zostanę swoim ojcem, bo zawsze byłem swoją matką” – powie, i to jest jedno z najsmutniejszych zdań, jakie przeczytałam w tej powieści. W nim jest wszystko, co określa Pincha i jego matkę. Bear to również genialnie przedstawiona postać – wzbudza tyle emocji, raczej negatywnych, że ma się ochotę naprawdę momentami wyrzucić tę książkę za okno, tak bardzo jest irytującym człowiekiem. 

To świetna powieść, z klimatem, z genialnie zbudowanymi postaciami, wzbudzająca wiele emocji, polecam. 

P.S. Każdy rozdział rozpoczyna się stroną z tytułem rozdziału i z notką na dole, typu „olej na płótnie (172x406cm) reprod. za zgodą spadkobierców autora”. Oczywiście na tejże stronie nie ma żadnego obrazu. Maluje go autor książki, a czytelnik, albo go ujrzy takim, jakim jest, albo zinterpretuje, jak będzie chciał.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania KsiążkaKsiążkę możecie nabyć w dziale Beletrystyka).

„Włoski nauczyciel” Tom Rachman, tłum. Jerzy Kozłowski, wydawnictwo Znak, 2019.

„Frankenstein w Bagdadzie” Ahmed Saadawi

DSC06883-001„Tak osobiście, głęboko w środku – nie zależy mi, żebyście mnie słuchali i poznawali. Nie przybyłem tu dla sławy. Nie chcę, by obraz mojej misji został wypaczony, dlatego, żeby uniknąć niepotrzebnych problemów, czuję się zmuszony wydać to oświadczenie. Zrobili ze mnie przestępcę, zbrodniarza. Zrównali mnie w ten sposób z tymi, na których zamierzam się zemścić. To wielka niesprawiedliwość. Moralny i ludzki obowiązek nakazuje mi stanąć w swojej obronie. Chcę zaprowadzić sprawiedliwość w tym świecie zniszczonym kompletnie przez chwciwość szaleńców stojących u władzy i ich pragnienie przelewu krwi, które narasta, lecz nigdy nie zostanie zaspokojone”.

Kim jest tytułowy Frankenstein? Możemy się domyśleć. W kultowej już książce Mary Shelley, Frankenstein był istotą stworzoną z pozszywanych fragmentów różnych ludzkich ciał i ożywioną przez doktora Wiktora Frankensteina. W książce Saadawiego jest podobnie. Hadi, wynędzniały i zapijaczony sprzedawca staroci nocami zbiera i zszywa fragmenty rozerwanych w eksplozjach ciał. Wybuchy samochodów pułapek z terrorystami samobójcami stały się w Bagdadzie czymś bardzo codziennym. Zaogniają się konflikty między Szyitami, Sunnitami, rządem Iraku i Amerykanami, dlatego atmosfera w mieście przepełniona jest strachem, a zło i widmo wojny stają się z dnia na dzień bardziej upiorne. Eksplozje zabijają coraz więcej niewinnych ludzi, a Hadi zbiera ich członki i zszywa je w jedno ciało, bo mu żal. „Uczyniłem je ciałem, żeby nie zamieniło się w śmieci. Żeby było szanowane, jak inni zmarli, żeby zostało pochowane”. Nie spodziewa się jednak, że w to ciało wniknie dusza niejakiego Nahima, który zginie w wybuchu i z jego własnego ciała nie pozostanie zupełnie nic. Będzie musiał znaleźć sobie inne, by odnaleźć spokój. Nie zazna go jednak. Dlaczego? Dlaczego nagle stanie się „Frankensteinem”? Istotą, która zacznie się mścić, która poczuje, że ma do spełnienia pewną misję? 

Nie czytałam nigdy książki, w której wojna przedstawiona jest w taki groteskowy i dziwny sposób. Wszystko ukazane jest z wielu perspektyw, bo i mamy tu wiele postaci. Całą galerię ciekawych osobowości. Jest wspomniany Hadi – sprzedawca staroci, który uwielbia zmyślać niestworzone historie, jest staruszka Eliszeba, czekająca od lat na powrót zabitego w wojnie iracko-irańskiej syna Daniela, która rozmawia z obrazem. Jest również ambitny dziennikarz Mahmud, który skrycie kocha się w pewnej reżyserce filmowej, jest wredny Faradż, handlarz nieruchomości, który chce wykupić praktycznie wszystkie domy w dzielnicy Bagdadu: Batawin. No i jeszcze jest generał Surur Madżidż, który jest Dyrektorem Generalnym Wydziału Inwigilacji i Ścigania kochającym odświeżacze powietrza o zapachu jabłek. Jest jeszcze kilka innych postaci, które mieszkają w dzielnicy Batawin i których losy połączą się w różny sposób. Ba, pojawi się nawet Autor książki. 

Ciekawa pozycja. Piszą o niej, że napisana z humorem godnym Tarantino, ja tu humoru nie widzę. Widzę raczej smutek i niebo nad Bagdadem rozbłyskujące wybuchami. Gorzka historia, w której wszyscy właściwie są ofiarami.

„Frankenstein w Bagdadzie” Ahmed Saadawi, tłum. Magdalena Zawrotna, wyd. Znak 2019

„Płynąc do domu” Deborah Levy

qqqqWiem, o czym myślisz – powiedziała. – Jedyny powód, dla którego warto żyć, to nadzieja, że potem będzie lepiej i wszyscy wrócimy bezpiecznie do domu. Ale ty próbowałeś i wcale nie wróciłeś do domu cało. W ogóle tam nie dotarłeś. Dlatego właśnie się tu pojawiłam, Józefie. Przyjechałam do Francji, żeby ocalić cię przed twoimi własnymi myślami”.

No właśnie. Kitty Finch, młoda, lubiąca paradować nago, rudowłosa botaniczka, pojawia się nagle w basenie willi na francuskiej riwierze. Przyjeżdża i myśli, że jak zawsze, może pomieszkać trochę w willi swoich przyjaciół. Niestety nie jest ona pusta. Mamy letni sezon i okazuje się, że w willi rezydują już inni: Joe, a właściwie Józef, poeta, polskiego pochodzenia mężczyzna po 50-tce, ocalały dawno temu z Zagłady Żydów, jego żona Isabel, korespondentka wojenna, której ciągle jest w podróży, oraz ich nastoletnia córka Nina. Rodzina przyjęła pod dach również swoich przyjaciół: Mitchella i Laurę. Dozorcą willi jest dziwaczny Jurgen, noszący dredy plotkarz, a wścibską sąsiadką, starsza Pani Madeleine, która dobrze zna Kitty i nie ukrywa, że jej nie lubi. Dlaczego?

Wszyscy są zaskoczeni i trochę zdenerwowani niespodziewaną wizytą nieznajomej, jednak Isabel proponuje jej wolny pokój na tyłach willi. Ta decyzja zaważy na spokoju, jaki do tej pory panował wśród przyjaciół. Każdy z nich zacznie odczuwać pewien dyskomfort powodowany obecnością tej tajemniczej dziewczyny, która bez problemu zaakceptowała możliwość zamieszkania razem z nimi. Okazuje się, że dziewczyna pisze wiersze, nie jest zbyt zdrowa, gdyż cierpi na depresję, może być lekko niebezpieczna i generalnie jest dziwna. Największy wpływ wywrze na Joe i Isabel. Jaki? Co się wydarzy pomiędzy małżonkami i czy przypadkiem nie było to zaplanowane z góry? Nawet jeśli podświadomie… Co oznacza tytuł książki i jak zakończy się cała historia?

Moim zdaniem pojawienie się Kitty w tak bezpiecznej dla przyjaciół do tej pory rzeczywistości, stanie się bodźcem stymulującym do wniknięcia w ich własną psychikę, do przypomnienia sobie własnych przeżyć, traum i grzechów, które do tej pory były skrywane gdzieś w zakamarkach mózgu. Nagle, okaże się, że każdy skrywa w sobie jakiś mrok, który może być bardzo niebezpieczny.
Może nie do końca dobrze odbieram tę powieść, ale takie właśnie mam przemyślenia. Generalnie to by
ła dla mnie ciężka w lekturze, choć krótka powieść. Dziwacznie napisana, momentami „płaska” i o niczym, ale może taki jest styl autorki? Albo brak stylu… Nie znam jej wcześniejszej powieści wydanej u nas „Gorące mleko”, dlatego nie mam porównania, czy ta książka jest lepsza czy nie. Mam wrażenie, że jest tu swoisty chaos, a jednocześnie prostota z mnóstwem niedopowiedzeń, trochę „psychotycznym” językiem, czasem zbyt dziecinnym, czasem silącym się na filozofię. Sama nie wiem, jak to ocenić. Jakiś zamysł na pewno był, ale nie trafiło to do mnie. Przyznaję, że zmęczyło mnie trochę.

Bardzo jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie, czy czytaliście i czy macie podobne odczucia? 

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

„Płynąc do domu” Deborah Levy, tłumaczenie Marcin Sieduszewski, wyd. Znak 2019

Zapowiedzi książkowe

Books stacked by decorative wallpaper antiquePrzeglądając strony różnych wydawnictw, wybrałam książki, które mają się ukazać niebawem lub też jesienią, a które ogromnie mnie interesują. Chętnie bym je wszystkie przeczytała. Pewnie w tak zwanym międzyczasie pojawią się jeszcze inne tytuły, ale narazie podzielę się z Wami tymi, które w jakiś sposób trafiają w mój gust. Polecę wydawnictwami z datami premier. Jeśli coś Was zainteresuje, to zapraszam do klikania w tytuły, które przeniosą Was na opis książki. Może Wy również macie coś ciekawego na oku? 

Wydawnictwo Czarne:
1. Anna Kańtoch „Pokuta”, 31 lipca
2. Agnieszka Lisak „Sielankowanie pod Tatrami”, 7 sierpnia
3. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak „Zostanie tylko wiatr. Fiordy zachodniej Islandii”, 18 września
4. Paweł Sołtys „Nieradość”, 18 września
5. Marta Sapała „Na marne”, wyszła już 19 czerwca

Wydawnictwo Poznańskie -> tu większość książek jest na jednej stronie z zapowiedziami, więc musicie sobie sami je odnaleźć, co jest zresztą bardzo łatwe:

1. Karen Blixen „Pożegnianie z Afryką”, 14 sierpnia
2. Souad Mehhennet „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu”, 2 października
3. Roy Jacobsen „Białe morze”, 2 października
4. Stasia Budzisz „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”, 4 września
5. Uzodinma Iweala „Ani złego słowa”, 18 września

Wydawnictwo PAUZA:
1. David Vann „Brud” jesienią, o tej książce narazie niewiele wiadomo
2. Ottessa Moshfegh „Mój rok relaksu i odpoczynku”, 8 sierpnia (z okładką autorstwa „Sztuczne Fiołki„!!!)

Wydawnictwo Prószyński:
1. Nermin Yildirim „Sny”, 13 sierpnia

Wydaniwctwo ZNAK:
1. Ahmed Saadawi „Frankenstein w Bagdadzie”, 16 września
2.Joanne Ramos „Farma”12 sierpnia
3. Shobha Rao „One płoną jaśniej”2 września
4. Deborah Levy „Płynąc do domu”, 12 sierpnia

Wydawnictwo Foksal – W.A.B.:
1. Michael Chabon „Niesamowite przygody Kavaliera i Claya”, 31 lipca
2. Małgorzata Oliwia Sobczak „Kolory zła. Czerwień” tom 1, 4 września

Wydawnictwo Literackie:
1. Julia Philips „Znikająca ziemia”, 4 września

Wydawnictwo Sonia Draga:
1. Ventrella Rosa „Historia porządnej rodziny”, 11 września

„Mgła” Kaja Malanowska

46491661_2004811916233921_1196556087411605504_nKryminał, moim zdaniem, bardzo niedoceniony. Nie widziałam zbyt wielu recenzji, a to prawie 700 stron historii, która niebywale wciąga, w której występują pierwszorzędnie skonstruowane postacie,  sama fabuła i wątek kryminalny są świetnie poprowadzone, a osobiste sprawy bohaterów stanowią bardzo smakowity dodatek. Nic tu nie jest przesadzone, przerysowane czy napisane na siłę. Nie znalazłam ani jednego fragmentu, który bym wycięła, czy jakiejś dłużyzny, która by mnie znudziła. To naprawdę prosty ale bardzo dobrze skonstruowany kryminał. Szanowna Pani Autorko, ja czekam na ciąg dalszy z komisarzem Marcinem Sawickim i oficer dochodzeniową Adą Rochniewicz. Naprawdę bardzo czekam. 

Lektura sprawiła mi niesamowitą przyjemność. Pozwoliła oderwać się od rzeczywistości, która zasnuwa mi ostatnio życie, jak ta tytułowa mgła, osacza i nie pozwala ruszyć dalej, bo nic nie widać, ani początku ani końca. Tego właśnie oczekuję w kryminałach.  Rozrywki, oderwania, zapomnienia o świecie i skupienia się na fabule. Bardzo polubiłam też głównych bohaterów. Pełnokrwistych, takich, o których długo się nie zapomina, mimo, że nie są supermenami czy agentami 007.

Marcin Sawicki to komisarz policji, który jest normalnym facetem, nieco otyłym, postawnym, lubiącym czekoladowe batoniki. Ma niemałe, jak się okaże, problemy z kondycją, a także ze swoją żoną, czasem bywa oschły, obcesowy, ale jest wrażliwym i sympatycznym mężczyzną i ojcem dwóch dziewczynek. Jego ciągła nieobecność w domu niestety odbija się na życiu osobistym. A teraz jeszcze przydarza się to dziwne morderstwo Zofii Wagner. Kobieta ginie w swoim domu na Mokotowie, a my poznajemy ją przez krótką chwilę, przebywamy z nią, a także z myślami mężczyzny, który miał się z nią spotkać. Komisarz Sawicki niestety nie wie o niej nic, a musi rozwiązać sprawę, jak najszybciej, gdyż „góra” ciśnie. Partnerką Marcina w śledztwie zostaje Ada Rochniewicz, kobieta koło 40-tki, właścicielka kota, bogata i zadbana, znana jako świetny oficer dochodzeniowy, ale borykająca się z dziwną i zagadkową przypadłością, jaką jest jej niesamowita intuicja, a także objawiające się jej dziwne wizje i koszmarne sny, w którym czasem będziemy uczestniczyć. Kolega Sawickiego nazwie ją „jebanym medium”. 

Śledztwo mozolnie ruszy z kopyta, poznamy różne osoby, które również nakreślone będą bardzo wyraziście, będą elementy humorystyczne, jak przykładowo obowiązkowy „wuef” policjantów w Łazienkach (spłakałam się ze śmiechu), no ale przede wszystkim okaże się, że morderstwo Zofii wcale nie jest taką banalną sprawą. Jaka zatem intryga stoi za tym zabójstwem? Kto maczał w tym wszystkim palce i czy przede wszystkim sprawiedliwości stanie się zadość? Obyście się nie zdziwili… 

Fantastyczna pozycja. Polskie realia, polska autorka, polskie problemy, polska policyjna rzeczywistość (sekretarka i koledzy z pracy… mega!) i mroczna Warszawa, taka nasza polska: „Gdzieś daleko, w bardziej cywilizowanych częściach Europy, przez całe stulecia kształtowały się dzielnice, ich charakterystyczny klimat i specyficzna architektura, dla określonych mieszkańców. W Warszawie żyli obok siebie ludzie zupełnie obcy, nie lubili się, nie znali i nie tworzyli żadnej wspólnoty”. 

Świetna lektura, bardzo, bardzo polecam miłośnikom dobrych kryminałów. Książka do dostania za grosze, gdzieś na portalach aukcyjnych – aż żal, że tak mało doceniana. Naprawdę chciałabym jakiegoś dalszego ciągu, bo aż się o to prosi.

„Mgła” Kaja Malanowska, wydawnictwo Znak, 2015