[o ksiazkach]

„Tu byłem. Tony Halik” Mirosław Wlekły

556889-352x500„Zrazu bałam się tej książki. Myślałam, że ujawnienie sekretów życia Toniego, tajemnic, których ja nawet nie znałam, w pogoni za dziennikarską sensacją przekładającą się na sprzedaż książki – może zrobić Toniemu krzywdę. Mirosław Wlekły podszedł jednak uczciwie do życia swego wyjątkowego bohatera, starał się zrozumieć motywy jego postępowania, pokazał jego – a czasem nie jego to były – wybory w kontekście czasu i wydarzeń politycznych. Dziękuję mu za to.”
Elżbieta Dzikowska

Czytałam ją dość długo. Nie wciągnęła mnie tak jakbym przypuszczała, że będzie. Uwielbiałam przecież program „Pieprz i wanilia”, kiedy Tony (a właściwie Mieczysław) i jego partnerka Elżbieta Dzikowska odkrywali nowe, nieodgadnione światy dzikich zwierząt, bujnej roślinności i dziwacznych plemion w tej naszej wtedy szarej i nijakiej rzeczywistości. Nie wciągnęła aż tak, bo autor w swoich dokładnych poszukiwaniach, skupił się zbyt mocno na szczegółach, które mnie z kolei, nie do końca pozwalały „pobyć” z postacią Halika, tak jakbym chciała. Do tego zaburzona chronologia, bo śledzimy losy Halika właściwie od końca. Pierwszy raz spotykam się z takim zabiegiem i nie wiem czy mi się to podoba. Zapewne w zamyśle autora miało to czemuś służyć – być może powolnemu odkrywaniu postaci, ale też trochę odarło to Halika z tej magicznej aury, jaką autor cudownie przedstawił w początkowych rozdziałach. To, co Tony Halik przeżył w młodości, co musiał robić, bo takie były czasy, zanim stał się podróżnikiem i odkrywcą, wcale nie przekreśla go dla mnie – ale czytanie o tym już na samym końcu książki nieco mi to zepsuło, bo zostawiło w pamięci właśnie te elementy jako najjaśniejsze. Na szczęście, nie na długo. Halik zawsze będzie dla mnie kimś wyjątkowym. I o tej wyjątkowości jest w książce również bardzo wiele.

Obywatel świata. „Był Polakiem i Argentyńczykiem. Czasem Indianinem. Francuskim partyzantem, autorem pierwszego wywiadu dla NBC z Fidelem Castro, laureatem Pulitzera, pilotem Juana Perona i odkrywcą ukrytej stolicy Inków. Albo nie był żadnym z nich. Z całą pewnością jednak wybierał się na Księżyc”. Człowiek, który musiał być wszędzie, gdzie się coś działo – czy to na wojnie, czy tam gdzie o świcie kwitną lotosy, czy tam gdzie tańczą tygrysy. „Życie było dla niego przygodą, Nigdy nie miał stanu spoczynku. Kończył jedną podróż, przyjeżdżał do domu i pierwsze co robił, to zabierał się do planowania następnej”. Nie straszne były mu warunki w jakich podróżował, nie dbał o pieniądze (służyły mu one tylko do podróżowania, rozdawał je tam, gdzie mógł i komu chciał), miał przeogromną miłość do świata i energię, której naprawdę można pozazdrościć. Ten jego ciągły rumieniec na twarzy, gdy opowiadał o czymś z energią i gestykulował, modulowanie głosu, kiedy włączały się kamery stawał się kimś innym, nawet na starość, kiedy już chorował i był słaby. Słabość znikała w momencie włączenia kamery.

Nie bał się niczego, wchodził tam, gdzie inni nie potrafili, kręcił filmy, fotografował tam, gdzie innych nie wpuszczano, lub też oni sami się bali. Nie bał się nawet śmierci. „Śmierć latała ze mną podczas wojny, przycupnięta na siedzeniu mojego spitfire’a, towarzyszyła mi też, gdy rozwścieczone fale były w zmowie z wiatrem i czyhały na chwilę słabości kruchej żaglówki. Śmiertelne zagrożenie przynosiły mi polowania na dzikie zwierzęta i wizyty wśród wrogich i pierwotnych plemion indiańskich. Śmierć kryła się w kulach rabusiów, w zatrutych strzałach, w pełnych jadu zębach węży. W dziewiczej selwie, na drogach i bezdrożach, w wodzie i w górach miałem szansę walczyć ze śmiercią. Na kulę mogłem odpowiedzieć kulą, a furię Przyrody mogłem pokonać mięśniami, zręcznością i pomysłowością”. Ponadto był człowiekiem, który wychowywał swojego syna, Ozanę, w dżungli. Mały był z nim wszędzie i cały czas. Nieraz przez wiele miesięcy w dziewiczej selwie Ameryki Południowej. Podobnie zresztą żyła z nim bardzo długo jego żona Pierrette (matka Ozany), z którą nigdy nie wziął rozwodu, bo nie chciał jej robić przykrości. Pierrette żyła i umarła kochając Tony’ego, ze świadomością, że on już jest związany z inną, Elżbietą. Wydaje się, że była z tym pogodzona, w pewnym momencie przestało odpowiadać jej życie podróżnika, jakiego pragnął Tony. mimo upływu lat. Niektórzy z wiekiem marzą już tylko o odpoczynku, spokojnym i leniwym czasie w domu, przed telewizorem. Halik chciał ciągle więcej. Miał w sobie wielką ciekawość świata i nie widział przeszkód w zaspokajaniu jej.

„Chcę być jak Tony Halik: jeść bycze jądra w zielonym sosie w knajpie dla torreadorów!” Tak mówiono. Zanim stał się znany w Polsce, był znanym reporterem wojennym na świecie. Cenił go bardzo m.in. Ryszard Kapuściński, czy Oriana Fallaci – przede wszystkim za zwykłą ludzką życzliwość, szacunek do innych kultur, rzetelność dziennikarską, zorganizowanie i odwagę. 

Autor napisał tę książkę, dzięki swojej podróży, w którą wyruszył w 2014 r. śladami Tony’ego Halika. Przejechał pół Polski, gdzie Halik żył, mieszkał choćby przez chwilę, uczył się, a także przez kilka krajów na trzech kontynentach, spotkał się z tymi, którzy znali Halika, również z jego synem, który na co dzień mieszka w USA. To kawał dobrej roboty. Tysiące archiwów, listów (w których pisaniu Halik był mistrzem), zdjęć do przekopania. Wielki szacunek za to. I mimo tego małego mankamentu, o jakim pisałam na początku – dobrze było przeczytać tę książkę. Mimo, iż wielu uważa Halika za bajarza z bujną wyobraźnią, który większość rzeczy zmyślił, to ja mu wierzę. Z całą pewnością był to człowiek, który ubarwił moje życie i razem z Elżbietą Dzikowską zaszczepił we mnie (i w wielu z nas) chęć zwiedzania i podróżowania. I niech takie wspomnienie o nim zostanie w mojej głowie. Zmarł 23 maja 1998 roku, do końca pracując. Książkę polecam, bo to niesamowite źródło informacji.

„Tu byłem. Tony Halik” Mirosław Wlekły, wyd. Agora 2017

tony

(zdjęcie podróże.onet.pl)

Reklamy

4 thoughts on “„Tu byłem. Tony Halik” Mirosław Wlekły

  1. Tak wspaniała i fascynująca postać! Pamiętam Halika z dzieciństwa i jednej z jego książek dla dzieci (taka z kangurem :D). Muszę pomyślec nad tym tytułem!

  2. Bombeletta :) oooo książek nie kojarzę, ale programy tv tak :) Tony Halik to zresztą temat rzeka.. dużo z tej książki się można dowiedzieć

  3. Z biografiami zawsze mam taki problem, że nie do końca wiem, czy chcę poznać bolesną i często niewygodną prawdę o bohaterze. Tak było np z książką Kapuściński non fiction. Bardzo cenię Domosławskiego, podziwiam jego warsztat, ale po przeczytaniu książki zadawałam sobie pytanie, czy ta wiedza o Kapucińskim była mi do czegokolwiek potrzebna. Obawiam się, ze z Halikiem może być tak samo…
    PS.
    Uwielbiam twój blog, mamy podobne gusta literackie i zazwyczaj zanim sięgnę po kolejną książkę sprawdzam , czy już ją czytałaś i co o niej napisałaś

  4. Beata :) ojej strasznie mi jest miło słysząc takie słowa :) dziękuję.
    A co do Halika, właśnie tak się tu stało.. poniekąd wyjątkowość postaci jakby jest u mnie na pierwszym miejscu, ale jednak jakaś ryska powstała. No ale … człowiek to człowiek ze swoimi zaletami i wadami. W sumie trzeba akceptować .. Domosławskiego boję się właśnie czytać. Nie mam tej książki jeszcze … i sama nie wiem czy ją czytać. W nowym wydaniu jest coś więcej na temat kontrowersji zwiazanych z pierwszym wydaniem książki, może warto ..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s