kwietniowy stosik

DSC00880

DSC00878

Jestem trochę wypompowana, więc nie bardzo chce mi się pisać o tych wszystkich powyższych zdobyczach. Także sorry, powiem jedynie, że wszystko z Czarnego upolowane na składnicy księgarskiej za jakieś 10-12 zł sztuka. Tim Peake to egz. recenzencki, a reszta to książki z oczytani.pl też w cenach podobnych jak poprzednie. Jedynie „1968” jest za jakieś ~30 zł :-) Udanego weekendu :)

Reklamy

„Zła pora roku” Antonio Manzini

zla-pora-roku„Zła pora roku” jest kolejną z serii książek kryminalnych z policjantem, zwanym z włoskiego: wicekwestorem, Rocco Schiavone, przeniesionym za karę z Rzymu do Aosty, irytującym do bólu swoich współpracowników, sarkastycznym palantem (którego strasznie lubię, no co poradzić). To straszny buc i właściwie cham, ale ze smutkiem w sercu i tęsknotą za swą ukochaną, zmarłą żoną, z którą nadal rozmawia…

Pisałam już o wcześniejszych powieściach Manziniego: „Czarna trasa” i „Żebro Adama”, które mi się ogromnie podobały, może nie ze względu na aż tak dobry (choć ciekawy) kryminalny wątek, co właśnie ze względu na główną postać. Bardzo jestem ciekawa, jak się potoczą dalsze losy Rocco, bo tą książką autor pokazał jego dużą wrażliwość. a zakończenie mnie lekko rozwaliło. Sprawiło, że bardzo kibicuję Rocco, zupełnie jakby był żywą, istniejącą gdzieś tam we Włoszech osobą, która uparcie chodzi w tych przemoczonych butach, narzeka na śnieg w maju i wkurza się na paskudne Chesterfieldy, bo nikt na komendzie nie pali Cameli. Jego nietypowe metody pracy wkurzają wszystkich. On nie czeka na nakazy, dokumenty – on działa. Walnie w łeb, wyciągnie za fraki, włamie się, byle tylko skutecznie rozwiązać sprawę. Dla niego liczy się czas, a nie pierdołowatość i biurokracja. Do tego, każdy w pracy już zna sławną listę 10 upierdliwości, jakie dobijają Rocco w tej zapadłej według niego dziurze. „I w ten majowy wtorek, Rocco właśnie zrozumiał, że oto przed nim wyłania się ogromna i nieunikniona upierdliwość dziesiątego stopnia.” Dodajmy, że to najwyższy stopień z możliwych :-)

W „Złej porze roku” wydarzy się wiele. Wypadek samochodu o kradzionych tablicach, w którym zginie dwóch mężczyzn, pranie pieniędzy w sklepie z dziecięcymi ubraniami, zaginięcie młodej dziewczyny, córki prominentnego biznesmena.  Rocco na początku nie będzie w stanie połączyć tych wszystkich spraw, które nijak się do siebie mają, ale stopniowo jego śledztwo i szczegóły, jakich się dopatrzy, nabiorą tempa. Rozpocznie się wyścig z czasem. Jak się potoczy śledztwo? Czy uda się uratować dziewczynę, Chiarę, z perspektywy której jest też napisanych kilka fragmentów książki? 

Świetne postaci zostały wykreowane przez autora. Oprócz Rocco, mamy policjanta Italo, który podrywa koleżankę z pracy Catherinę, duet niezdarnych i niezbyt ogarniętych funkcjonariuszy: Donato i D’intino (są genialni w swojej prostocie, naprawdę :)) no i paru innych jeszcze, którzy tworzą doskonałe tło. Osobiste problemy Rocco nie wybijają się na pierwszy plan, ale są zaznaczone w książce. Te jego rozmowy ze zmarłą żoną sprawiają, że człowiek mu współczuje, romans-nie romans z niejaką Anną również uzmysławia, że to człowiek pogubiony, a demony po rozwiązanych śledztwach nie dają nam dowodu, że świat wygranej sprawy jest różowy i szczęśliwy. „Za każdym razem, kiedy masz do czynienia z tymi ludźmi, z tym ludzkim gównem, też zostajesz ufajdany. Wiedz o tym. Powoli, powoli nadejdzie dzień, w którym spojrzysz w lustro i zapytasz: co to za facet? I nie chodzi o starość, Italo, mówię o czymś, co jest w środku. Każdego dnia, kiedy brodzisz w syfie, coś w środku umiera. Nie daję już rady skakać w to szambo, brudzić się, zamieniać się w szczura, żeby dorwać tych skurwieli. Nie daję rady. Popatrz na moje buty. Widzisz? – podniósł prawą nogę. But wyglądał jak stara opona porzucona na poboczu. – To jestem cały ja w tej chwili”.

Polecam. Bardzo lubię książki Manziniego i na pewno będę wypatrywać kolejnych części. 

„Zła pora roku” Antonio Manzini, tłum. Paweł Bravo, wyd. Muza 2018

„Martwa jesteś piękna” Belinda Bauer

martwa-jestes-piekna-ebookKolejny thriller na rynku. I kolejny dobry. Belinda Bauer stworzyła dwie ciekawe postaci w tej książce. Evę Singer, reporterkę kryminalną, oraz mordercę. „Bądź ze mną szczera – powiedział – Oboje łakniemy śmierci. I potrzebujemy widowni”.

Ona, pracuje w telewizji relacjonując zdarzenia z miejsca różnych kryminalnych przestępstw – im więcej drastycznych i wyjątkowych szczegółów tym lepiej dla widzów. Tło musi być szokujące, kamera ma pokazywać łzy, tragedię, i jeszcze najlepiej krew. Relacja z miejsca zdarzenia ma być najlepsza, a stacja telewizyjna Evy ma mieć największą oglądalność. Takie są zresztą założenia szefostwa, które wie na co  stać ich najlepszych dziennikarzy.

Ale czy jest to zgodne z sumieniem Evy, by aż tak szczegółowo dotykać pokrzywdzonych ludzi, wywlekać emocje i pokazywać te wszystkie brutalności i tragedie? Z jednej strony to jej praca, którą sama wybrała, z drugiej intymne życie innych. „Dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Zawsze szła po trupach do celu, a fundamentem jej kariery były łzy ofiar i kości umarłych. Czy tego właśnie chce?”

Gdy ginie młoda kobieta, zamordowana w wielkim biurowcu, zupełnie bez powodu, jak by się wydawało, Eva musi zrelacjonować przebieg wydarzeń. A morderca widzi dużo więcej, niż by się Evie wydawało. Jest cholernie inteligentny i bardzo zagubiony we współczesnym świecie, w którym sztuka nie jest już tym, co przed wiekami. Sam jest malarzem, kiedyś chciał być uznawany, szanowany, a gdy do tego nie doszło, postanowił nadać swej sztuce inny wymiar: potraktować swoje czyny jako pewnego rodzaju wystawę. A ktoś musi mu zapewnić widownię. On już wie, kto to będzie. Ona jeszcze nie. Do czasu. 

Eva doprowadzona do granic wytrzymałości, zarówno poprzez pracę jak i osobiste sprawy (opieka nad chorym ojcem z zaawansowanym Alzheimerem) zaczyna walkę z mordercą, który się dopiero rozkręca, walkę z samą sobą, a potem to już nawet wyścig z czasem. „Leżała w łóżku i gapiła się w ciemny sufit. Wreszcie coś zaskoczyło. Była naprawdę zaniepokojona tym, co kryło się w zakamarkach jej umysłu. Myślała o okropieństwach, które można wyrządzić drugiemu człowiekowi, o torturach, męczarniach i strachu. Miała przed oczami przerażoną twarz ofiary i zrozumiała, co dzieje się w zimnym sercu zbrodniarza. On nic nie czuje. Kompletnie nic”. 

Co zatem się wydarzy? Kto wygra? 

Ze swojej strony polecam. Chętnie sięgnęłabym po inne książki autorki, bo kilka już ich ma na swoim koncie. Dobry thriller z wartką akcją i ciekawymi postaciami.

„Martwa jesteś piękna” Belinda Bauer, tłum. Paweł Wolak, wyd. Muza 2018

„Dziedzictwo Karny” Herbjørg Wassmo

589179-352x500„Dziedzictwo Karny” to ostatnia część trylogii norweskiej autorstwa Herbjørg Wassmo, która zamyka w interesujący sposób wszystkie wątki  z poprzednich dwóch części i aż żal, że to już koniec. Nie można czytać ostatniego tomu bez znajomości poprzednich, o których już pisałam: „Księga Diny” (tom 1) i „Syn szczęścia” (tom 2). Klimat tych książek jest niezwykły, surowy a jednocześnie magiczny, a wykreowane postaci pozostaną na długo w mej pamięci. 

Karna – dziewczynka, córka Beniamina, której matka o tym samym imieniu zmarła przy porodzie, a z którą Beniamin miał przelotny romans, jest dziewczynką niezwykłą, choć ciężko chorą na padaczkę. Beniamin po ukończeniu studiów medycznych w Kopenhadze, pobycie w Berlinie, decyduje zaopiekować się swoją córką i powrócić do rodzinnej posiadłości w Reinsnes, do której po długiej nieobecności wraca również jego matka, Dina. Jego serce wciąż należy do Hanny, z którą spędził tu dzieciństwo, ale żeni się z Anną, którą poznał w Kopenhadze. Jest rozdarty między dwiema kobietami, jedną kocha i to jej naprawdę pragnie, drugiej miłość ofiarowuje, racjonuje, choć związek z nią też jest namiętny i wydawałoby się szczery. Chyba do czasu. A miłość … stanowi dar. Należy go chronić. Może przyjść w życiu za późno, albo za wcześnie. Ale nie jest dla ludzi, którzy racjonują ją jak pożywienie dla jeńców. Miłość jest mocą ofiarowaną tym nielicznym, którzy rozumieją, że trzeba dać wszystko i przyjąć też wszystko.” Czy Beniamin rozumie czym jest miłość? Chyba nie do końca. A Anna? A Dina? A inni? 

Karna mimo młodego wieku i swojej ciężkiej choroby, ma niezwykły dar obserwacji i łączenia faktów. Dla niej świat widziany jest światem prawdziwym. Nie ma nic poza nim. No może, poza duchem babci na strychu i pieśnią morza, która wciąga ją gdy nadchodzi atak padaczki. „Uczucie opuszczania własnego ciała. Bo musiała. A może chciała? […] Światło. Uniosło ją, wsysało w siebie. Przymuszało. By słuchała pieśni”. Sama potrafi również pięknie śpiewać, ale tylko wtedy, kiedy inni chcą lub potrzebują jej posłuchać. Tatuś jest dla niej autorytetem. Hanna i Anna początkowo zlewają się jej w jedną kobietę, ale jest ona jeszcze malutką dziewczynką i niewiele rozumie. Dopiero z upływem czasu  Karna  zaczyna się domyślać. Czego? 

Wszystko jest początkowo pogubione i nieposkładane, trwa w zawieszeniu, choć wydawałoby się, że życie toczy się normalnie. Dopiero kiedy po długiej nieobecności wróci Dina, ta dzika i nieokiełznana kobieta, teraz już z włosami przyprószonymi siwizną, ale nadal piękna, namiętna w swojej grze na wiolonczeli, pełna dawnych niewybaczonych win, ale też niezwykłej mądrości i smykałki do interesów, rzeczywistość zacznie się zmieniać i jakby porządkować. Niektórzy z tych, którzy ją kochali nagle odejdą, inni nagle powrócą. Zmiany zajdą nie tylko w Reinsnes, ale też w Strandstedet, gdzie zamieszka większość rodziny, a Dina wykupi podupadający hotel i połowę udziałów w stoczni. Skąd ma pieniądze? Dlaczego chce zrobić tyle dobrego dla swych rodzinnych stron? Ona, której nigdy w zasadzie nie interesowało życie tutaj, która nagle wyjechała i przez wiele lat nie dawała znaku życia. „Najważniejsze rzeczy w życiu zaczynają się albo kończą smutkiem”.

A Karna, jest chyba jedyną w rodzinie, która nie zrobiła nic złego. Szczera i uczciwa, dorasta i przeżywa pierwszą miłość, wiele upokorzeń związanych ze swoją chorobą, czuje, że nosi w sobie całą historię rodu, z którą nie może sobie poradzić, że to ona jest winą i ich odkupieniem, życiem, bo „Tu w Reisnens wszyscy jesteśmy martwi” jak powiedziała Dina. Karna dorasta w miejscu naznaczonym i w czasie wielu zmian, jakie zachodzą w tym skandynawskim zakątku świata, wycofanym z życia podobnie jak ona.

To słodko-gorzka powieść, w której możemy analizować zachowania ludzkie, konsekwencje ich czynów, ich wpływ na późniejsze życie, na kolejne pokolenia. Tu nie nic nie jest proste, ale kto powiedział, że życie jest proste. Popełniamy błędy i uczymy się na nich, bądź też nie. Czasem odpowiedzialność za nie spada na innych. Poszukiwania własnej tożsamości, swojej drogi, celu i sensu – to główne tematy tej całej trylogii. „Dziedzictwo Karny” pokazuje, że pewne rzeczy można naprawić, a inne zostaną jakie są i mogą tylko spłonąć jak suche deski. Czy zostaną wybaczone? Czy obciążenie dziedzictwem grzechów i czynów swoich przodków sprawia, że zachowujemy się jak oni? Bo nie mamy innego wzorca? Jak ważna w tym wszystkim jest nasza duma, wierność zasadom, wierność człowiekowi, uważność na otaczający nas świat? Refleksyjna, piękna literatura. Mądra i ważna. Warta lektury na pewno. Polecam. Po kolei – koniecznie!

„Dziedzictwo Karny” Herbjørg Wassmo, tłum. Ewa M. Bilińska, wyd. Smak Słowa 2018

marcowy stosik cz.4

DSC00551

No to tak właśnie. Składnica księgarska – to z niej pochodzą trzy pierwsze książki od dołu za jakieś 6-10 zł każda. Rodrigo Rey Rosa to gwatemalski pisarz, już jedną jego książkę prezentowałam w którymś ze stosów. Tahar Ben Jelloun to wyd. Karakter, wiadomo, a Shani Boianjiu to izraelska pisarka i jej powieść o młodziutkich dziewczynach, które w dość młodym wieku trafiają do armii i ich życie się wywraca do góry nogami. Nie wiem nic o tych książkach ale zaryzykowałam. Przypominam (jeśli nie wiecie, lub nie robiłam tego wcześniej), że na stronie skladnicaksiegarska.pl co tydzień w środę ok. 20.30h jest aktualizacja – czyli nowa dostawa książek, tudzież nowe, większe rabaty. Polujcie, bo się bardzo opłaca. Bywa, że książki mają niewielkie uszkodzenia, ale czy to ważne? 

A reszta no to już bardziej znane rzeczy zakupione na stronie chodnika literackiego z rabatami i darmową wysyłką. Mamy tu reportaże z wyd. Poznańskiego, a pozostałe to wyd. Czarne: nowy Łazarewicz + brakujące mi do kolekcji powieści z serii „Z domem”. Już nie wspominam o mojej niekończącej się liście książek, które dopiero co się ukazały albo dopiero wyjdą. Życia braknie…. Miłej niedzieli :)

„Syn szczęścia” Herbjørg Wassmo

i-syn-szczescia„Syn szczęścia” to druga część norweskiej trylogii autorstwa Herbjorg Wassmo. „Księga Diny” mnie uwiodła, podobnie jest i tutaj. To piękna, pisana w dość niezwykły sposób książka, w której rzeczywistość miesza się z sennymi widzeniami, z myślami i wyobrażeniami. Momentami trudna w odbiorze, momentami bardzo łatwa. Jest w niej wszystko, co sprawia, że się ją dawkuje. Z jednej strony chce się już ją skończyć, a z drugiej wcale. To dziwna rozbieżność, która rzadko przydarza mi się w trakcie lektury. Napisane jest na okładce „oszałamiająca” – i tak dokładnie ją odbieram. 

W poprzedniej części byliśmy bardziej w „głowie” Diny, pełnokrwistej, niezwykle dzikiej kobiety, nie dającej się podporządkować żadnemu mężczyźnie, nie znającej porządku ani miłości. Tutaj jesteśmy „w głowie” chłopca, a potem dojrzewającego już mężczyzny – Beniamina. To syn Diny, syn szczęścia, świadek złego i strasznego czynu popełnionego przez matkę. Brzemię tego będzie wlokło się będzie za nim bardzo długo. „Byłem wycofującą się falą. Daleko w morze. Przyglądałem się pozostawionej pianie. Szare światło wpadało ukosem przez wysokie okno. […] Byłem obcy sam dla siebie”.  Od kiedy skończył 11 lat, skończyła się dla niego również beztroska egzystencja. Kiedy zobaczył zabarwiające się na czerwono wrzosowisko, już wiedział, że nic nie będzie nigdy takie samo. Że teraz może wydarzyć się wszystko. „Zdał sobie sprawę, że siły ciemności działają przeciw niemu i że na nikim na tej ziemi nie można polegać” i że od tej pory nic go już nie chroni.

Towarzyszymy Beniaminowi cały czas, od momentu, kiedy jego matka Dina wyjeżdża z rodzinnego Reinsnes, zostawiając męża Andersa. Ponoć wyjeżdża na krótko. Nigdy jednak nie wróci. Dlaczego? „Tylko ci, którzy dokonują wyboru, ryzykując, że będzie zły, naprawdę wybierają”. On sam również zmuszony jest wyjechać. Zanim Dina zniknie, wysyła go do szkoły w Tromsø. To dla małego Beniamina duże przeżycie, ale zostawia za sobą ten umarły, omszały dom w Reinsnes, w którym między kątami, szmatami i szparami kryją się oddechy zmarłych i gdzie czuje się jakby był „molem przelatującym przez izbę, na którego nikt nawet nie podnosił spojrzenia”.

Jesteśmy z nim zatem w Tromsø i potem w Kopenhadze, gdzie poznaje przyjaciela Aksela, zaznaje uroków studenckiego życia, sławi filozofię Kierkegaarda. Gdy wojska Bismarcka w 1864r. napadają na Danię, lądujemy z Beniaminem w szpitalu polowym, w którym poznaje Karnę. Ona odegra dużą rolę w jego życiu. Dowiemy się tego dużo później. Będzie też Anna, która wzbudza w Beniaminie niezwykłe uczucia, ale jest dziewczyną przyjaciela.

Buzujące w nim emocje, senne widziadła z przeszłości i zapamiętane grzechy jego matki nie pozwalają mu na odnalezienie się we własnym życiu. Ciągle jest zagubiony, poszukujący nie wiadomo czego: wyzwolenia? odkupienia? pomocy? „Ciągle byłem poza samym sobą. Byłem człowiekiem, którego jeszcze nie znałem. Jeszcze niepomyślaną miłość. Jeszcze nie wykorzystanym dziedzictwem, a zarazem bolesnym wrzodem winy”. Chce pozbyć się z siebie tego, co zżera go od środka, nienawidzi swoją matkę, ale jednocześnie usilnie pragnie, by się do niego odezwała, by go odnalazła i przytuliła do swego zbrukanego łona, by powiedziała mu, co ma robić. By pokierowała jego życiem, bo ona zawsze wiedziała, co i jak powiedzieć. Jej słowa były jak ruchy figur szachowych. Zdecydowane, mądre, nie znające sprzeciwu.

Czy uda mu się spotkać matkę po latach? Czy pozbędzie się wreszcie tej tajemnicy, którą w sobie nosi i która nie pozwala mu na odnalezienie sensu życia? Czy będzie umiał pokochać? Czy można stać się kimś i cenić to, co się nam przydarza, mimo mrocznej przeszłości? Tworzyć perły z ziaren piasku, które uwierają? 

To piękna książka o dojrzewaniu, dorosłości, mierzeniu się z przeszłością, miłości i jej braku, poszukiwaniach, o życiu mężczyzny, który przecież nieco inaczej odbiera świat niż kobieta i który pamięta, że „Dwóch rzeczy możemy być pewni. Jedna to śmierć. Druga, to że zostaniemy opuszczeni. W ten czy inny sposób. Opuszczeni”.

p.s. a teraz zabieram się za ostatnią część „Dziedzictwo Karny”.

„Syn szczęścia” Herbjørg Wassmo, tłum. Ewa M. Bilińska, wyd. Smak Słowa 2016

stosik marcowy cz.3

DSC00357

Jak już wspominałam w poprzedniej stosikowej notce – zaopatruję się ostatnio w te cudne książki w tanich księgarniach. Za wszystkie te książki, poza pierwszą na górze – (thrillerze do recenzji „Martwa jesteś piękna”) zapłaciłam jakieś niecałe 50 zł. Oczywiście nie wszystko w takich księgarniach się dostanie, nie ma tam nowości, które ukazały się w tym miesiącu, ale to właśnie jest fajne.

„To ja, Malala” to oczywiście opowieść o słynnej pakistańskiej dziewczynie, Malali Yousafzai, która jest laureatką Pokojowej Nagrody Nobla, i która zaciekle i z narażaniem życia walczy o prawa kobiet i ich dostęp do edukacji. „Gdy talibowie przejęli kontrolę nad doliną Swat w Pakistanie, jedna dziewczynka odważyła się im sprzeciwić” miała tylko 16 lat. Warto! 

„Samobójcy z końca świata” to „prawdziwa historia. W Las Heras w Patagonii młodzi ludzie odbierają sobie życie, a z tajemniczej listy krążącej po miasteczku znikają kolejne nazwiska”. Seria Terra Incognita wyd. W.A.B. podobnie jak książka „Miasto morderca kobiet”, opowiadająca o mieście w Meksyku: Ciudad, gdzie w tajemniczy i niewyjaśniony sposób giną kobiety i dziewczyny. „Ze śledztwa, które przeprowadzili Rampal i Fernandez wynika, że makabryczny scenariusz wydarzeń pozostaje od lat niezmienny – dziewczynka lub młoda kobieta, najczęściej z biednej rodziny, pracująca w fabryce (których w tym przygranicznym mieście jest mnóstwo ze względu na niskie koszty produkcji), zostaje uprowadzona w drodze do domu. Przed śmiercią, najczęściej zadawaną z bezwzględnym okrucieństwem, ofiary są gwałcone i torturowane. Ciała porzucane są gdzieś w miejskim zaułku lub na pustyni.” Mocne, warto, tym bardziej, że to reportaż.

Kolejna książka, bardzo cienka, to „Pakistan Express. Jak żyć i gotować w cieniu talibów” – nie wiem czy mi się spodoba, bo ponoć nie jest to książka podróżnicza zbyt „głęboka”, ale kosztowała chyba 5 zł, a ciekawią mnie te rejony świata.

„Byłam Eileen” to z kolei bardzo ciekawa opowieść (tak wynika z opisu) o kobiecie z małego miasteczka w Ameryce, która marzy o wielkim świecie, w dzień jest sekretarką, a w nocy złodziejką i generalnie jest to podobno „pełna zwrotów akcji historia o współczuciu, bezsilności oraz okrucieństwie”. Książka kolejna „Dom przy Sal Mal Lane” to opowieść o pewnej rodzinie, która żyje w stolicy Sri Lanki, a kraj właśnie ogarnia wojna domowa. Historia opowiadana jest z perspektywy dzieci, więc na pewno będzie poruszająca, choć kto wie, może wesoła, może naiwna? No i tak to wygląda.