spotkanie z P. Anną Dziewit-Meller

Ogromnie sympatyczna i normalna kobieta. Uwielbiam takich ludzi, którzy mówią o sobie i swojej pracy w taki sposób. Bez kokieterii, bez jakiegoś „ą” i „ę”, w których widać pasję i entuzjazm i faktyczną chęć dzielenia się wiedzą o książkach. Uwielbiam osoby, które zarażają miłością do książek (polecam bukbuk.pl jak najbardziej i oczywiście kanał na YT) i potrafią w tym wszystkim zachować skromność i humor. Pani Anna jest przeurocza. Ma tyle w sobie takiej radości i wrażliwości, a jednocześnie widać w niej siłę i odwagę. Opowiadała o książkach, jakie napisała, czyli o „Górze Tajget” i opisanej w niej eksterminacji chorych psychicznie dzieci w szpitalu w Lublińcu (nieopodal zresztą mojego miasta), i o książkach dla dzieci, które równie dobrze mogą czytać dorośli, czyli: „Damy, dziewczyny, dziewuchy. Podróże w spódnicy” oraz „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy”  (bardzo chciałabym je mieć). Mówiła wiele mądrych rzeczy dotyczących aktualnej rzeczywistości, wspominała kobiety, które wiele lat musiały walczyć o swoje prawa, a uczyniły przecież tak wiele dla świata (to tak w nawiązaniu do książek z serii Damy….). Świetne spotkanie, no i autograf się udało zdobyć.

Reklamy

stosik czerwcowy

Połowa recenzencka od prawej, druga połowa, zakupiona od lewej. Pierwsze pięć od dołu ze składnicy księgarskiej za niecałe 50 zł. Świetna ta seria z Muzy podróżniczo – reportażowa, jestem w szoku, że mi się udało dorwać tyle tytułów. Reszta z rabatami prawie 40 % – i to już nowości: Malarka ptaków, Wszystkie kwiaty Alice Hart i Moja Najdroższa. Niebawem urlop na którym mam zamiar przeczytać sporo książek zaległych i nie tylko. No… :-)

DSC02840

Spotkanie z Cezarym Łazarewiczem

Wczoraj w moim mieście odbyło się spotkanie z jednym z najbardziej znanych dziennikarzy prasowych, reporterem, laureatem Nagrody Nike za książkę „Żeby nie było śladów”, Panem Cezarym Łazarewiczem.

Niezwykle miły i sympatyczny to człowiek, ciepły i pełen humoru. Opowiadał o początkach swojej pisarskiej kariery, o tym jak kończy się już właściwie rynek prasy papierowej, a era internetu i portali internetowych traktuje tematy dobre dla reportera często bardzo pobieżnie i „na szybko”. Stąd książki, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Wszystkie jeszcze co prawda przede mną, ale już nie mogę doczekać się lektury, tym bardziej, że podczas rozmowy P. Łazarewicz opowiedział kilka ciekawych smaczków i „spoilerów”. Wspominał o tym, jak mu się pisało wszystkie książki, jak bardzo lubi „grzebać” w różnych starych gazetach, papierach, szukać ludzi wymienionych tam wiele lat temu, rozmawiać z nimi, wspominał czasy PRL’u. Bardzo ciekawe spotkanie i oby więcej takich w moim mieście.

Nie brałam wszystkich książek ze sobą, by uzyskać autograf, bo jednak trochę byłoby mi ciężko. Wzięłam tylko jedną, a niebawem wezmę się też za ich lekturę.

„Następne życie” Atticus Lish

DSC02824Jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Mimo początkowych trudności z odnalezieniem się w formie i stylu autora, jestem bardzo zadowolona z lektury. Lubię powieści, które wywołują emocje i nie musi to być uśmiech na twarzy. Nie przepadam za lukrowanymi zakończeniami, ciepełkiem i ogólnym optymizmem w książkach. Zdecydowanie wolę te mroczniejsze, smutniejsze i często pełne goryczy lub zwątpienia opowieści o ludzkich sprawach. To one kojarzą mi się z prawdą o życiu. Taką prawdą, która dotyka człowieka aż do mięsa. Bo myślę, że w życiu rzadko są happy endy,  nic nie przychodzi samo, nie spada z nieba, a przekonanie, że los nam wynagrodzi, albo, że marzenia spełnią się, jak będziemy tylko siedzieć na tyłku i czekać, to bzdury. W życiu trzeba ostro zapieprzać i walczyć… albo się poddać. I taka walka czeka bohaterów „Następnego życia”.

Zou Lei i Brad Skinner. Życiowo nieprzygotowani. Pokaleczeni i wykluczeni. Ona – nielegalna imigrantka z Chin – konkretnie Ujgurka. On – weteran z Iraku, Amerykanin z traumą i zespołem stresu pourazowego. Bez grosza przy duszy, próbują odnaleźć swoje miejsce w Ameryce, w Nowym Jorku, w Queens. Poznają się przypadkiem i próbują stworzyć związek. Ona – kaleczy angielski, on kaleczy swą duszę wspomnieniami z wojny. Ona – biega, ćwiczy, kocha sport, on – pije. Ona – pracuje w podrzędnej chińskiej knajpie, on – nigdzie. Trafiają na siebie po to, by w tym beznadziejnie smutnym i ciężkim świecie odnaleźć troszkę szczęścia i bliskości. Kiedy uprawiają seks w brudnym łóżku, w wynajmowanym u Pani Murphy pokoju, są szczęśliwi. Po chwili jednak on odwraca się plecami i patrzy pustym wzrokiem w sufit, leżąc na poduszce, pod którą ma broń, a ona myśli co zrobiła nie tak. Czuje się samotna. „Powiedziała sobie, że kiedy nie będzie mogła już wytrzymać, zacznie iść, będzie szła bez przerwy, aż przejdzie cały kontynent albo coś się jej przydarzy i stanie się duchem”. Kiedy czasem udaje im się być naprawdę blisko, wówczas świat nie ma znaczenia. Są i tylko to się liczy. To taka miłość, która jest surowa, oszczędna w słowach, beznadziejna w swej prostocie, ale jednak miłość. Czasem jedno nie zauważa drugiego, a czasem po prostu nie chce widzieć. Ale bywa i tak: „Kiedy o świcie pierwsze promienie wpadły do sutereny, stali się dla siebie widoczni. Leżeli twarzami do siebie, stykając się czołami i kolanami, jak dwa apostrofy”.

Poza Zou i Skinnerem jest jeszcze syn pani Murphy – Jimmy. Tyle co wyszedł z więzienia, jest niebezpiecznym, wyposzczonym i obleśnym typem, który też stanie się dość ważną postacią, scalającą jakby cały wątek książki. Jak potoczą się losy całej trójki? Czy ich marzenia o „następnym życiu”, godnym, bezpiecznym i szczęśliwym spełnią się? 

Muszę też dodać, że moim zdaniem, bardzo ważnym bohaterem tej książki jest sam Nowy Jork. Miasto, które tętni życiem, ale nie tym kolorowym, neonowym, znanym z seriali czy romantycznych komedii. W książce Atticusa Lisha to miasto pełne strachu po 11 września. Miasto, w którym każdemu imigrantowi patrzy się na ręce. Miasto pełne ludzi różnych ras i wyznań. Miasto biedy i niebezpieczeństw. Miasto ciężkiej pracy i złudnej nadziei. Miasto ludzi brudnych, zawszonych, szukających jedzenia, złomu, śpiących byle gdzie i mówiących byle co i byle jak. Miasto nijakości i strachu o przyszłość. Miasto przegranych. Opisy dzielnic i ulic, tętniącego tam życia mnie urzekały, mimo, iż wiało z nich beznadzieją i smutkiem (choć nie zawsze). 

„Warzywa Golden Fields. Torby na pranie North Shore, umazane od dołu pociemniałym tłuszczem, piętrzyły się pod bocznym wejściem do restauracji, w której pomocnicy kuchenni siedzieli na betonie. Kobiety na wysokich obcasach przechodziły bulwarem; sprawiały wrażenie chorych, jakby sprzedano je na niewolnice w stylu gejsz. Jimmy patrzył. Fala Chińczyków. Szurających niedbale jak po lobotomii, jakby byli opóźnieni, zmuszeni w dzieciństwie do kontaktu z pestycydami. Kobiety z wrednymi, skośnymi oczyma, o twarzach złych macoch. Napiętych, obłąkanych, zaburzonych, z wyskubanymi brwiami, wiecznie zmartwione, niezdolne do myślenia, zablokowane czymś, co utkwiło im w mózgach nad oczyma. Były też ciężarne. Pchały wózki dziecięce, prowadziły pociechy za rękę, ciągnęły przez pasy stadko maluchów trzymających się za ręce. Na szyldzie przed brudnym wejściem widniały napisy: „Okłady wyszczuplające”, „Diamentowy peeling twarzy”, „Zabiegi dla cery trądzikowej, cery wrażliwej”, „Masaż”.”

„Szedł obok mieszkań tak maleńkich, że gdyby włożyć rękę przez okno, można by sięgnąć drzwi wejściowych. Bywały zniszczone, zabite dechami i sąsiadowały ze śmietniskami. […]”

Ta książka, jak powiedział Filip Springer, „opisuje świat, w którym już nikt nie wierzy w hasła o amerykańskim śnie, a niektórzy już ich nawet nie pamiętają.” Polecam.

„Następne życie” Atticus Lish, tłum. Szymon Żuchowski, wyd. Poznańskie 2018

„Dwie siostry” Åsne Seierstad

33634181_1756081551106960_3425243539615776768_nJest to, wstyd przyznać, pierwsza książka Åsne Seierstad, jaką przeczytałam. „Księgarza z Kabulu” i  „Jednego z nas” mam na półce i już teraz wiem, że zapewne ich lektura będzie równie bolesna, co lektura „Dwóch Sióstr”, którą czyta się jak powieść-thriller, a przecież to non-fiction. Czasem jednak ma się wrażenie, że ta historia jest wymyślona, że jak w powieści, zamkniemy książkę i świat wykreowany przez autorkę gdzieś tam się rozpłynie. Nie. Tak nie będzie.

Historia ojca, który wybiera się do Syrii, by odzyskać dwie córki, które dołączyły do Państwa Islamskiego, by służyć Allahowi i wypełniać obowiązek dżihadu, to historia poszukiwania: córek przede wszystkim, ale też prawdy i odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Według mnie, to jednak przede wszystkim historia o porzuceniu:

  • świata, w którym dziewczyny mogłyby żyć przecież normalnie, bo Norwegia oferuje uchodźcom naprawdę wiele. Cała rodzina Ayan i Leili pochodziła z Somalii, skąd uciekła przed wojną domową. Są muzułmanami, ale to w Norwegii odnaleźli spokój i wolność. To tu dziewczyny chodzą do szkoły i mogą zachowywać się jak normalne nastolatki, mimo iż wyznają islam. To tu tolerancja dla różnorodności pozwala im na normalne funkcjonowanie, dopóki nagle religia nie nabierze wymiarów Absolutu… zmiana Z WŁASNEJ WOLI kolorowych ciuchów na przykrywające całe ciało nikaby stanie się nieodwracalnym krokiem ku ekstremizmowi.
  • rodziny, co jedna z sióstr nazywa „odwdzięczeniem się”. Według niej, lepiej stać się męczennikiem w świętej wojnie przeciwko niewiernym, bo tylko to zapewni Raj nie tylko dla niej, ale też dla siedemdziesięciu członków jej rodziny. „Nie jestem zbyt dobrą córką i nie daję rodzicom tego, na co NAPRAWDĘ zasługują, ale pomóc im osiągnąć życie wieczne to moja szansa na odwdzięczenie się”.

Jest to też książka o niezwykłej determinacji (zarówno córek jak i ich ojca), o sile przekonań, nie tylko religijnych, a także o poszukiwaniu sensu w bezsensie życia, w rozpadzie rodziny. Czy da się jeszcze coś posklejać? Czy rodzina porzucona przez córki ma szansę na normalne życie? Czy ojciec nie powinien zaprzestać poszukiwań i porzucić chęć wyrwania córek ze szponów islamistów? Bo przecież Ayan i Leila (na potrzeby reportażu to wymyślone przez autorkę imiona) podjęły przemyślaną i samodzielną decyzję: życia zgodnie z prawdziwymi zasadami Państwa Islamskiego. Czy można to uznać za poświęcenie i odwagę z ich strony? Czy wyjazd do Syrii, kraju, gdzie strach „stał się poniekąd elementem organizmu, nie dało się go wydalić ani usunąć” to dobry wybór dla dorastających dziewcząt? O tym wiedzą tak naprawdę tylko one. 

Autorka na podstawie zachowanej korespondencji mailowej, czatów, wywiadów ze znajomymi próbuje przedstawić życie dziewczyn, tak byśmy mogli sami zobaczyć, w którym momencie podjęły one taką a nie inną decyzję. Co je do tego skłoniło? Ja tak naprawdę nie wiem.. Być może poszukiwanie sensu życia – tego przecież szukają nastolatkowie. Być może chęć przynależności do jakiejś wspólnoty? co często zdarza się w przypadku zagubionych młodych osób, które szukają rozumiejącego je grona ludzi. Być może coś innego? Bo „po co być Norwegiem drugiego sortu, skoro można być Muzułmaninem pierwszego”? 

Asne Seierstad opisuje również niezwykle skrupulatnie tło akcji, czyli sytuację w Syrii, zarówno polityczną jak i religijną, to co działo się na przestrzeni lat, cały reżim Baszara Al-Asada. To daje jakieś wyobrażenie o aktualnej sytuacji i o tym, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Kiedyś chodziło po prostu o wolność.  Teraz już tylko o pieniądze i władzę.  „Ekstremizm pojawił się później. Dżihadyzm pojawił się później, broń pojawiła się później. Na początku było marzenie o wolności. Wojna zaczęła się tak, jak często się zaczyna, od pojedynczych incydentów. Jedna osoba zabita – żałoba jednej rodziny. Dwie osoby zabite – ludzie dalej tańczą. Trzy ofiary – nas nigdy nie złamią. Cztery – kobiety zostają w domach. Pięciu zabitych – z demonstracji znikają dzieci. Sześciu – cichną pieśni. Siedmiu – pogrzeby zmieniają się w marsze protestacyjne. Ośmiu – ofiary trzeba pomścić. Dziewięciu – młodzi mężczyźni sięgają po broń. Dziesieciu – uczą się zabijać. Potem zaczęła sie rzeź”. I tak trwa do dzisiaj… I choć samozwańcza stolica Państwa Islamskiego – Rakka, dokąd uciekły dziewczęta, w zeszłym roku upadła, to wiadomo jak nadal wygląda sytuacja w Syrii. Tam już nie da się chyba odróżnić kto z kim i po co walczy. 

Świetnie przedstawione są postacie: Ismael – brat Ayan i Leili, który jest zdruzgotany odejściem sióstr, czatuje z nimi czasem i próbuje podejmować próby dyskusji i zrozumienia ich decyzji. Aisha – przyjaciółka dziewczyn, która również decyduje się na wyjazd do Syrii, no i oczywiście rodzice Ayan i Leili: matka Sara i heroicznie walczący o powrót sióstr do domu ojciec Sadiq. 

Książka „Dwie siostry” powstała bez żadnego udziału wymienionych w tytule. Nie chciały rozmawiać, nie wiadomo czy nadal żyją. Wiadome było, że każda z nich urodziła córeczkę, że są szczęśliwe, a ich mężowie być może mają kolejne żony, bo przecież potrzeba „lwiątek kalifatu” – nowych bojowników uczonych zabijać od najmłodszych lat.  Ten reportaż jest bardzo ważny, ale bardzo boli mnie jego lektura. Dla mnie, osoby która z religią ma niewiele wspólnego, było to straszne doświadczenie, bo niebywałe dla mnie jest takie całkowite zawierzenie Bogu swojego życia i bycie mu ślepo posłusznym, po to by kiedyś po śmierci być szczęśliwym. W książce jest wiele drastycznych dla mnie przykładów braku praw kobiet. Tego nie ogarnę nigdy. Rozumiem potrzebę wiary w Boga, ale nie rozumiem wariactwa na jej punkcie i fanatyzmu. Ważna książka. Warto. Trzeba.

„Dwie siostry” Asne Seierstad, tłum. Iwona Zimnicka, wydawnictwo WAB, Grupa Wydawnicza Foksal 2018

stosik majowy

To takie zakupy po-targowe, bo jak wiadomo w księgarniach internetowych były dużo lepsze promocje niż na samych targach książki. To, co przywiozłam z samej Warszawy pokazywałam już w tej notce. Natomiast ostatni stosik książek, które do mnie przyleciały tuż po, prezentuje się jak poniżej. Pięć książek od góry dostałam do recenzji. Kolejne, już zakupione przeze mnie to: „Biała góra” Skoczylasa (za 3 zł na dworcu!) i „Artur Hajzer. Droga słonia” to górskie lektury, na które już ogromnie się cieszę. 

„W ogrodzie pożądania”, „Czarne skrzydła”, „Służące” i „Bóg nie mieszka w Hawanie” znalazłam w Skupszop.pl – każda w granicach ok. 10 zł.  Pozostałe na dole, to już nowości, ustrzelone w Świecie Książki z jakimiś rabatami 35-45%. Tyle.

A czytam aktualnie „Dwie siostry” Asne Seierstad i jestem zachwycona, jaki to jest dobry reportaż!

DSC02621

„Biblia Diabła” Leszek Herman

655659-352x500Bardzo długo tę książkę czytałam, ale nie dlatego, że coś z nią nie tak. Wręcz przeciwnie – to świetna historia, wielowątkowa, oparta w większości na faktach historycznych, ciekawa i wciągająca. Po prostu brakowało mi czasu i skupienia. Zmęczenie życia codziennego nie pozwalało dokończyć szybko tej lektury, która trwała ponad miesiąc! Niepojęte!
Niemniej jednak, wreszcie się udało i kończąc „Biblię Diabła” ucieszyłam się, że autor pozostawił niedopowiedziany główny wątek, za co nawet przeprosił w podziękowaniach na końcu książki (ależ no….).

Tak więc mamy zakończenie otwarte i tak naprawdę nierozwiązaną tajemnicę morderstw kobiet na Pomorzu. Morderstw, które są bardzo mocno powiązane (jak się okaże) ze średniowiecznymi procesami czarownic, a także z poszukiwaniem skarbów (relikwii Korduli, manuskryptów, obrazów z katedry w Kamieniu Pomorskim). 
Paulina Weber, dziennikarka, Igor architekt i para Anglików znani już z poprzedniej części „Latarnia umarłych” o której pisałam tutaj, oraz z pierwszej części „Sedinum”, której nie czytałam jeszcze niestety,  trafiają na sprawę, która troszkę wywróci ich świat do góry nogami. Zaczyna się wszystko od tego, że Paulina dla swojej gazety ma napisać serię artykułów o pomorskich czarownicach. Nie jest to dla niej ciekawy temat, bo jednak zależy jej na czymś bardziej „medialnym”, ale z czasem okaże się, że ten temat właśnie będzie strzałem w dziesiątkę. Paulina nawet nie będzie się spodziewała, jak interesujący temat jej się trafił i jak niebezpieczny zarazem.

Tytułowa „Biblia Diabła” – średniowieczny manuskrypt owiany mroczną legendą, procesy czarownic, bestialskie ich torturowanie, zaginione skarby mieszają się ze współczesnością: czarnymi marszami kobiet, znajdowanymi korpusami ciał kobiet, bez rąk i bez głów, oraz dziwnymi interesami niejakiego Boruli dla którego pracuje Igor, oraz tajemnicami niejakiego Budnego. Do tego nazistowska organizacja Ahnenerbe i wspomnienia z czasów II wojny światowej. Czy to wszystko da się w ludzki i interesujący sposób połączyć? Owszem. I mimo, iż książka jest straszliwą cegłą (572 strony formatu pomiędzy A5 a A4, lekko nieporęcznym do czytania) to nie widzę tu opcji skrócenia czegokolwiek. 

Podobała mi się cała historia. Kryminał połączony z historią i obyczajówką. Podobała mi się Paulina: jej odwaga, determinacja i bliskie moim poglądy, trafność obserwacji. „Przypomniała sobie opisy tłumów, które przyciągał każdy proces o czary, ludzi napawających się czyjąś śmiercią w męczarniach i usprawiedliwiających sumienie bełkotem o karze za grzechy. Dokładnie te same mechanizmy każą ludziom pisać „dobrze, że zdechła” pod informacją o śmierci jakiejś publicznej osoby. Albo anonimowej, ale różniącej się kolorem skóry, wyznaniem, orientacją seksualną czy chociażby barwami klubu piłkarskiego”. [….] „Jak to się stało, że kraj pozbawiony mniejszości narodowych, jednorodny pod względem rasowym, dał się tak podzielić, że ludzie z byle powodu rzucają się sobie do gardeł?”

Autor ma niezwykłą umiejętność wplatania historii w fikcję literacką. Jego wiedza rozwala na łopatki. Nie tylko wiedza historyczna, ale również wiedza na temat architektury (ileż tu opisów różnych budynków z wszelkimi architektonicznymi detalami) czy geografii całego rejonu Pomorza wraz z najmniejszymi wioskami. Ogrom pracy włożony w tę książkę wart jest docenienia. Ja doceniam, polecam i czekam na ciąg dalszy :)

„Biblia Diabła” Leszek Herman, wyd. Muza 2018