„Kolory zła. Czerwień” Małgorzata Oliwia Sobczak

DSC08023„Dziewczynka siedzi na dywanie przed stojącym w sypialni rodziców lustrem. Lustro bez ramy, oparte o ścianę, wpatruje się w nią, a ona wbija wzrok w swoją twarz. Patrzy na krótko przycięte ciemnobrązowe włosy, zielone oczy, zadarty nos, ładnie wykrojone usta, wydatne kości policzkowe. Uśmiecha się, ale szybko powraca do miny, w której nie widać zębów. Lustruje swoje kościste nogi, wystające kanciaste kolana. Patrzy na chude jak patyki ramiona, na których wisi przyduża koszulka z Myszką Minnie. Zbiera po bokach materiał, pod którym rysują się pączkujące piersi. Ponownie zerka na twarz. Skóra ma śniady, ciepły kolor, podkreślony mocnymi promieniami słońca, które w te wakacje nie przestawało świecić. Oczy iskrzą się kocim wdziękiem. Dziewczynka znów się uśmiecha – tym razem ostrożniej, nie uchylając ust. „Zapamiętaj to – myśli. – Zapamiętaj, jak wyglądałaś”. Tamtego dnia postanowiła, że się zmieni i ta dziewczynka przestanie istnieć. Zostanie tylko wspomnieniem”.

Z podobnej do małpki, dziewczynka zmieni się w Czarną Pumę. Tak od tej pory będą ją nazywać chłopcy, a potem mężczyźni, z którymi będzie miała kontakt. Poznajemy jej historię, która dzieje się w latach 90-tych w Trójmieście, po to, by zrozumieć, dlaczego stała się ofiarą mordercy: psychopaty, który nie wiedzieć czemu wyciął jej usta. Zwłoki Moniki zostają znalezione na plaży, ale po wstępnych oględzinach okazuje się, że nie słona woda była przyczyną śmierci. Poza tym, teraz mamy rok 2013 i sytuacja się powtarza. Kolejna ofiara zamordowana w podobny sposób staje się podmiotem śledztwa prowadzonego przez prokuratora Leopolda Bilskiego. Dodatkowo, Matylda, to dziewczyna o podobnym wyglądzie do Moniki.

Czy ofiar jest / będzie więcej? Kto mógłby popełnić tak makabryczną zbrodnię? Czy to seryjny morderca, czy może naśladowca tamtego mordercy sprzed siedemnastu lat? Prokurator Bilski i jego policyjni koledzy muszą jak najszybciej prześledzić historię obu zamordowanych dziewczyn, które łączyć będzie, jak się potem okaże, nie tylko podobny wygląd. Matka zamordowanej w latach 90-tych dziewczyny, z zawodu bardzo znana sędzia, okaże się tu ważną postacią, która będzie musiała zmierzyć się z przykrymi dla niej wspomnienami i żałobą, która trwa nadal, bo śmierć dziecka, jest czymś, z czym kobieta nie potrafi się uporać, tym bardziej, że mordercy nigdy nie odnaleziono. Teraz wszyscy zaczynają węszyć, policja, prasa, na jaw wychodzą straszne rzeczy. 

Prokurator Bilski to również postać warta uwagi. Złożona, poszukująca miłości, wrażliwa osobowość, ale jednocześnie mroczna i gotowa na wszystko. Z jednej strony brzydzi się przemocą, a z drugiej „zastanawiał się, jak to jest wbić nóż w czyjeś żywe ciało. Najbardziej ciekawił go moment podjęcia działania – ta chwila przekroczenia niewidocznej linii, za którą nie ma odwrotu”. 

No i jest jeszcze patolog sądowy, Tadeusz, skupiony, bardzo dobry w swoim fachu człowiek, który wykonuje swoją pracę z niezwykłą pasją i zawsze pomaga policjantom dostarczając im wiedzy, która niejednokrotnie pozwala ruszyć ze śledztwem do przodu. Genialnie przedstawiona postać, zresztą jak wszystkie w tej książce. Nie ma tu osób zbędnych. Nawet gangsterzy, których poznajemy w latach 90-tych mają swoje ważne miejsce w opowieści i są świetnie pokazani.

To jest bardzo dobry kryminał. Nie sądziłam, że ta książka mnie tak zainteresuje i że pochłonę ją w trzy wieczory, a dodatkowo będę czytać jeszcze w autobusie, żałując, że muszę wysiąść i nie mogę kontynuować lektury. Nie dość, że świetny wątek, bardzo dobrze przedstawione postacie, świetne i zaskakujące zakończenie, to jeszcze klimat Trójmiasta i sporo odniesień do muzyki lat 90-tych, której sama swego czasu słuchałam. Także niektóre opisy, szczególnie dla osób znających Trójmiasto, są świetne i zręcznie wplecione w akcję: „Pierwszy McDonald’s w Gdańsku otwarto na dworcu głównym PKP trzy lata wcześniej. Restauracja pobiła wówczas światowy rekord transakcji jednego dnia. Obecny był przy tym ksiądz prałat Jankowski, który poświęcił obiekt. Dla wielu osób zasady, którymi kierowała się sieć fast foodów, były wręcz szokujące. Obsługa musiała chować stojaki z darmowymi serwetkami, bo klieci masowo wynosili je do domu”.

Nic tylko czytać. Lubicie dobre, polskie kryminały? Sięgnijcie po „Czerwień”. Naprawdę warto. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki pani Sobczak.

„Kolory zła. Czerwień” Małgorzata Oliwia Sobczak, wydawnictwo W.A.B, 2019

„Miejsce” Dominika Kluźniak

71941596_2539105832804524_7468008779741659136_o„Prawdopodobnie większość z nas przez całe swoje życie nie zaznaje ani razu czegoś takiego – po prostu siedzenia. Sam nie sądziłem, że coś takiego istnieje, taki stan umysłu, niczym niezmącony spokój. Kiedy znajdujesz się poza czasem i nie odczuwasz chęci bycia w jakimkolwiek czasie, kiedy nie masz poczucia jakiegokolwiek obowiązku. Ale jeśli chociaż raz zdoła się tak usiąść, już na zawsze pozostaje się choć odrobinę wolnym”.

M. – mężczyzna, trzydziestoparoletni, z zawodu kucharz, znany z tv i książek, pewnego dnia sprzedaje swoje mieszkanie w Warszawie i kupuje starą chałupę w Karkonoszach, z widokiem na Śnieżkę i Śnieżne Kotły. Chałupa jest po babci, nie ma wygód, ale ma ławkę na podwórzu, przed wejściem. M. nie ma zbyt wiele, poza wspomnieniami Marianny, swojej wielkiej miłości, która jakiś czas temu zginęła w wypadku. Po drodze bierze jeszcze ze schroniska psa, a właściwie Psa. Teraz ma więcej niż tylko wspomnienia.

Pies sprawia, że M. nie czuje się tak całkiem samotnie, pies nie jest człowiekiem, więc to dobrze, bo M. przestał lubić ludzi. Irytują go, ma ich dość, nie chce rozmawiać, nie chce być zależnym od czegokolwiek i kogokolwiek. Chce poczuć się wolny. Ta przemiana dokonała się w nim gwałtownie, ale rodzina (siostra, rodzice) nie bardzo potrafią to zaakceptować i zrozumieć, ciągle licząc, że M. ułoży sobie życie i założy rodzinę. A czy zawsze trzeba w ten sposób? Czasem człowiek pragnie, by być wolnym, by żyć według swoich zasad, nie bacząc na innych, z którymi trzeba byłoby się liczyć. Egoistyczne? Może, ale za to jakże wyzwalające… „Więc nie jestem wariatem, kiedy tak stoję z Psem nad brzegiem strumienia, tylko facetem, któremu się odechciało wielu rzeczy”. A może to depresja? A może to jeszcze pokłosie żałoby? A zresztą… czy w ogóle musi być jakaś przyczyna takiego pragnienia? Nie musi, według mnie. Nawet, jeśli jest.

M. zaczyna przyzwyczajać się do nowego życia. „Nie czuję, że muszę coś robić, że tracę dzień. Jestem. Wstaję. Idę z Psem nad strumień. I to wszystko dzieje się bez zegarka, bez konieczności umieszczania tego w planie dnia. To nie jest żaden punkt pierwszy, drugi ani siódmy, bo takiego planu nie ma”. Totalna beztroska, można powiedzieć. M. ma oszczędności, trochę dorabia przez internet, może sobie na to pozwolić. Przynajmniej narazie. 

Czy zawsze jednak tak będzie? Czy nie zacznie mu brakować rodziny? Znajomych? Kobiety? Czy upora się i pogodzi ze śmiercią swojej ukochanej, kiedy wszystko straciło większy sens? Czy może już zawsze będzie żył wspomnianiami o niej? Jak długo wytrzyma w starej chałupie, siedząc na Ławce (a nie ławce), patrząc na góry, z psem u boku? Czy będzie człowiekiem spełnionym? 

Rany, ta książka mnie wgniotła w fotel. Rozjechała emocjonalnie. Jak ja dobrze się odnalazłam w tym bohaterze. Jak bardzo jest mi on bliski…. Wiem, że ta opowieść już na zawsze ze mną zostanie, będę do niej wracać, podczytywać, rozmyslać, siedzieć jak M. na Ławce, chodzić z Psem w góry, by nie oczekiwać niczego i być dla siebie dobrym, czując spokój, którego często tak brakuje. A później siądę i spojrzę na swoje dłonie, jak M. na końcu książki. Wzruszające to bardzo było … Aż zakłuło.

„Miejsce” jest debiutem aktorki, Dominiki Kluźniak. Ta książka ma zaledwie 160 stron. Kto by pomyślał, że można tu zawrzeć tyle przemyśleń, uczuć, emocji, które biją z monologu prowadzonego przez M. To nie tylko analiza jego dotychczasowego życia, rzeczywistości czy odczuć wobec ludzi. To również opowieść o tym, jak odnaleźć w życiu harmonię i czy w ogóle można (i nie ma to nic wspólnego z poradnikami typu „jak odnaleźć szczęście żyjąc hygge czy inne tam lagom” – to nie ten kaliber).

„Być może coś się kryje i za tym naszym, ludzkim lotem w górę, ku niebu, gdzie jest przecież i nasze miejsce, z pewnością nasze, kogo innego? I w tym locie ku różnym sprawom, ku różnym celom, których sens często widzimy tylko my sami, w naszej krzątaninie, krążeniu w życiu po różnych przestrzeniach, miejscach, relacjach, pragnieniach. Ja też zapewne się miotam. Jestem jak ćma we wszechświecie, choć tego nie czuję. Jestem dla siebie zbyt duży, jestem większy od ćmy, moja bezładność więc jest dla mnie być może bardziej ukryta. Pogardzam ćmą i naśmiewam się z niej, a tymczasem coś większego ode mnie właśnie uśmiecha się pobłażliwie na mój widok…”

Nie wiem jak inni odebrali tę książkę, nie czytałam żadnych recenzji, może inaczej, każdy na pewno ma prawo do własnej opinii. Ja powiem tyle: chapeau bas dla tak pięknie napisanej opowieści o poszukiwaniu własnego miejsca. Ta książka wędruje na podium moich tegorocznych, przeczytanych książek. Jest taka bardzo „moja”. 

„Miejsce” Dominika Kluźniak, wydawnictwo Editio, 2019.

„Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach” Jacek Karczewski

Desktop9

Kolejna książka o przyrodzie, jaką przeczytałam z wielką ciekawością i przyjemnością. Razem z egzemplarzem otrzymałam kalendarz na 2020r. ze zdjęciami ptaków autorstwa Arka Glaasa, którego zdjęcia również znajdują się w książce, obok fotografii Agaty i Mateusza Matysiaków. Zawiśnie u mnie na ścianie w styczniu oczywiście. Fotografie są piękne, bo i ptaki to urocze stworzenia, które zachwycają ubarwieniem, śpiewem czy ogólną prezencją.

Słowo o autorze? Jacek Karczewski ma niesamowity dar przekazywania swoich obserwacji i jego ptasie opowieści urzekają detalami, humorem i obrazowością. Jest, jak napisano na stronie jestemnaptak.pl: „Całym sercem oddany idei ochrony przyrody. Sam o sobie mówi,  że ma „odlot na punkcie ptaków”. Kaszub, najprawdopodobniej urodzony w gęsim gnieździe”. Uwielbiam ludzi, którzy potrafią z czułością i miłością mówić o zwierzętach, którzy interesują się ich losem, przejmują się środowiskiem i robią wszystko, by chronić przyrodę. Świetnie mi się tę książkę czytało, nie spodziewałam się, że aż tak miło spędzę czas przy lekturze. 

Zawarto tu ogrom ciekawostek, smakowitych przykładów ptasiej mądrości, a także wiele danych, które oszałamiają, bo czymś niesamowitym dla mnie jest wiedza, ile par ptaków z danego gatunku żyje w danym obszarze, ile lat ze sobą są, jakie mają potomstwo, kiedy odlatują do ciepłych krajów i czy wracają w tym samym składzie, jaki jest ich szlak lotu, czy odpoczywają po drodze, czy nie. To lata cierpliwych obserwacji, doświadczeń i odważnych przedsięwzięć (tu przykład Sachy Dench i jej podróży paralotnią podczas której śledziła migrację łabędzi z Wielkiej Brytanii do Rosji), które Jacek Karczewski opisuje, wspominając ludzi z brytyjskiej organizacji WWT (założonej przez Petera Scotta w celu ochrony mokradeł dla dzikiej przyrody i ludzi), czy ornitologów zjeżdżających się nad Biebrzę czy na Farne Islands.

Opisy różnych gatunków i zachowań ptaków czyta się jak dobrą powieść okraszoną humorem i często ciekawymi przypisami. „Bo jak nie wzruszyć się na widok mknącego niemal na wyciągnięcie ręki maskonura? Przecież on sam wygląda, jakby był wzruszony. Jeśli jest jakiś ptak, do którego ma się ochotę podejść i przytulić, to jest to właśnie maskonur”. Dokładnie tak :) Albo : „Bąk, tajemniczy kuzyn czapli, to ptak, którego całym światem jest trzcinowisko, a jedynym życiowym celem – dobrze się w nim ukryć. Sam wygląda jak trzcina. Zobaczyć go możemy, tylko gdy się porusza. Gdy się zatrzyma, to tak jakby się rozpłynął”. Czy wiedzieliście w ogóle, że istnieje taki ptak jak bąk?? 

To tylko niewielki wycinek… Ptaków są niezliczone ilości. Są łabędzie, oczywiście tytułowa gęś, cietrzewie, gołębie, czaple, nurzyki, kawki, sójki, które wcale za morze nie latają, dzięcioły, które wystukują swoje dziuple nie zwracając uwagi na mizdrzące się do nich samice, przepiękne, malutkie biebrzańskie wodniczki rekordzistki, głuptaki, wróbelki, wiele gatunków kaczek, edredony, których puch zbiera się tonami, mewy, świergotki, remizy, słowiki, które śpiewają najpiękniej, cudne szpaki i łyski.. etc. Wielu ptakom ornitolodzy nadają imiona, tworzą one przeważnie pary hetero, ale bywają i pary homo wysiadujące jaja. Opisy treli mogą zwieść niejednego ornitologa, bo ptaki, jak się okazuje, potrafią naśladować inne ptaki. Niektóre żyją krócej, inne ponad 30 lat, przemierzają tysiące kilometrów podczas swoich migracji, niektóre giną zastrzelone bezsensownie przez myśliwych, inne tracą pisklęta w szponach drapieżników. Jak się rozpoznają? Jak trafiają w odpowiednie miejsce lęgowe? Co przekazują sobie swoim śpiewaniem, chrząkaniem, skrzeczeniem, mową ciała, ubarwieniem piór? Ciekawostek jest tu mnóstwo i mogłabym pisać o nich jeszcze długo…

Ta książka to skarbnica wiedzy o ptakach, podana w przystępny sposób, bez naukowego zadęcia, z humorem, ale to też pozycja, która unaocznia nam, jak ważna jest przyroda dla człowieka. Jak bardzo trzeba dbać o otoczenie, w którym żyjemy i chronić gatunki, które jeszcze mogą na naszej planecie zrobić wiele dobrego dla środowiska. Pięknie wydana książka, ale i pełna mądrości z otaczającego nas świata przyrody. Cenna wiedza. Bardzo polecam.

„Jej wysokość gęś. Opowieści o ptakach” Jacek Karczewski, wyd. Poznanskie, 2019.

„Łańcuch” Adrian McKinty

DSC06883O tym thrillerze jest ostatnio głośno. Miał dość „intensywną” promocję w internetach, nakręcono nawet krótki trailer zapowiadający książkę, który możecie obejrzeć TUTAJ.

Czy faktycznie książka Adriana McKinty’ego jest dobrym thrillerem? Jest. Podobało mi się. Czyta się bardzo szybko, akcja pędzi, szczególnie w pierwszej części, sam główny wątek tytułowego „łańcucha” jest dość nietuzinkowy, fajnie przemyślany i zaskakujący. Czy można domyślić się kto jest kim w tej morderczej akcji o życie? Owszem. Domyśliłam się w drugiej części książki bardzo szybko, ale nie umniejszyło to mojego zadowolenia z lektury.

Rachel, chora na raka piersi, prawdopodobnie ma wznowę choroby. Nie czuje się zbyt dobrze. Musi udać się na konsultacje, ale jej 13-letnia córka Kylie zostaje nagle uprowadzona ze szkolnego przystanku. Rachel, by ją odzyskać całą i zdrową, musi zrobić coś potwornego, coś, co nawet nie chce jej przejść przez myśl. Nie ma jednak wyjścia, ponieważ następstwem niewykonania tej czynności może być coś jeszcze gorszego. Rachel poniekąd zostaje wybrana. Do czego? Nie może zgłosić porwania na policję. Nie może właściwie nic, poza tym, że musi się zgodzić. Na co? Łańcuch nie może zostać naruszony. Nie może się zerwać, bo ucierpi wiele osób. Czym jest łańcuch? Co należy zrobić, by go nie przerwać? Jak wybrnie z tego koszmaru Rachel?

Nie mogę za wiele zdradzić, bo nie miałoby to sensu. Powiem tylko, że to naprawdę świetna historia, która zapada w pamięć. Nadwyręża wszelkie etyczne i moralne normy, jakie sobie w życiu ustalamy. Wydaje nam się, że czegoś nigdy nie zrobimy. Nieprawda. Wydaje nam się, że nie jesteśmy do czegoś zdolni, albo że nie jesteśmy wystarczająco silni. Nieprawda. Wydaje nam się, że nasze życie jest tylko nasze. Też nieprawda. Z małych detali wyłuskanych na naszych profilach na Facebooku czy Instagramie, ktoś może złożyć sobie pełen obraz tego, kim jesteśmy, gdzie mieszkamy, co robimy, gdzie przebywa aktualnie nasz mąż, żona, dziecko. W rzeczywistym świecie niewielu chroni swoją prywatność, większość dzieli się każdą minutą ze swojego życia i nie spodziewa się, że kiedyś, ktoś może to wykorzystać.

„Zatrważająca liczba ludzi zamieszcza publiczne wpisy, które może obejrzec każdy. George Orwell się mylił, myśli. W przyszłości to nie państwo będzie wszystkich monitorować. Ludzie zrobią to sami. Odwalą robotę za aparat nadzoru, nieustannie informując o swoim miejscu pobytu, zainteresowaniach, wyborach żywieniowych, ulubionych restauracjach, poglądach politycznych i zainteresowaniach poprzez Facebooka, Twittera, Instagram i inne serwisy społecznościowe. Jesteśmy naszą własną tajną policją. Odkrywa, że niektórzy aktualizują dane na Facebooku i Instagramie co kilka minut, oferując potencjalnym porywaczom albo włamywaczom konkretne dane o swoim położeniu”.

Bądźmy ostrożniejsi. Ten świat jest pełen psychopatów. Możemy kiedyś trafić na jakiegoś. Może przesadzam, ale bardzo mnie to irytuje, kiedy ktoś na swoim profilu wywala o sobie wszystko jak leci, nie myśląc o konsekwencjach. To jeden z ważniejszych wątków tej książki, tak w ogóle, która może być taką małą przestrogą. Poza tym to bardzo dobrze napisany thriller. Druga część już tak nie pędzi, za to bardziej opisuje psychologiczne aspekty charakterów pewnych osób, które poznajemy właśnie dopiero w drugiej części książki. Cofając się do czasu ich dzieciństwa, widzimy jak przeszłość wpływa na przyszłość, jak traumy wychowawcze odbijają się na psychice ludzkiej, i jak dorośli już ludzie czerpią przyjemność z wyrządzania zła, mszcząc się za zło wyrządzone im kiedyś. 

Jeśli lubicie dobre thrillery, to polecam. Jeden czy dwa wieczory będziecie mieć z głowy. Nawet sam Remigiusz Mróz powiedział (co jest napisane na okładce), że „Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale ta książka wciąga tak, że zapomniałem o pisaniu”. Rozbawiło mnie to bardzo :-) 

„Łańcuch” Adrian McKinty, tłum. Dariusz Żukowski, wydawnictwo Agora, 2019

„Nasza planeta” Alastair Fothergill, Keith Scholey

DSC06900

Razem z albumem „Nasza planeta” dostałam od wydawnictwa Rebis nasiona akacji srebrzystej. Pomyślicie, cóż to takiego, takich kilka nasionek. Otóż, nie. To jest coś niezwykłego, bo po lekturze tej przepięknie wydanej książki, dociera do człowieka, że tych kilka nasion może mu kiedyś uratować życie. Bez przyrody jesteśmy niczym.

To nie jest tylko album z pięknymi zdjęciami i naukowymi danymi dotyczącymi różnych kwestii związanych z naturą naszej planety. To również wołanie o pomoc. Te piękne zdjęcia nie mają w nas wywoływać tylko zachwytu nad tym, co istnieje, czego nie widzieliśmy, a mamy okazję zobaczyć na fotografiach. Te zdjęcia mają nam powiedzieć: „Hej, człowieku, tego za chwilę może nie być, jeśli się nie ogarniesz”.

DSC07756DSC07750DSC07751DSC07752DSC07753DSC07754DSC07755

Jestem zachwycona tym albumem. Nie dość, że pokazuje dobitnie jak funkcjonuje nasza planeta, co jest ważniejsze i mniej ważne, co od czego zależy i jak my w tym całym łańcuchu zależności się odnajdujemy, to jeszcze jest przeciekawy. Tylu ciekawostek przyrodniczych nie znalazłam wcześniej nigdzie. Wiecie, że w Namibii jest chrząszcz, który żyje na pustyni, gdzie wdrapuje się na najwyższe wydmy (bo tam jest wilgotniejsze powietrze) i staje na głowie (!), by chłonąć wilgoć z powietrza, która spływa po jego ciele aż do otworu gębowego? Albo na przykład, że w Kambodży jest rzeka, która sama zmienia swój nurt i bywa, że płynie pod prąd? Albo, że istnieją grzyby gmachówki, które atakują mrówki, przejmując nad nimi kontrolę, wrastając w ich układ nerwowy, tak, że praktycznie zmieniają je w zombi? 

Album podzielony jest na działy dotyczące: lodowych krain, słodkich wód, obszarów trawiastych, pustyń, lasów i lasów deszczowych, mórz przybrzeżnych i otwartych. Każdy z nich szczegółowo opisuje funkcjonowanie danego terenu, symbiozę między fauną i florą. Bo każdy nawet najmniejszy organizm ma swoją funkcję, o których w ogóle nie mamy pojęcia. Gdyby nagle go zabrakło, inny organizm, który czerpie z niego jakąkolwiek korzyść, mógłby zachorować, albo wyginąć. Wszystko jest powiązane. Człowiek na szczycie tego łańcucha zależności natomiast, zamiast dbać o to, co daje mu życie, wyłącza myślenie i dba tylko o pieniądze i interesy. Świadomość niszczenia środowiska i tego, że znajdujemy się w punkcie zwrotnym, jest co prawda coraz większa. Zaczynamy walczyć z tonami plastiku, ograniczamy zakupy, wolimy szczoteczkę  do zębów bambusową od plastikowej, oszczędzamy wodę, wprowadzamy „zero waste”, segregację odpadów itp. Bardzo dobrze. Nie jest to oczywiście coś, co nagle odwróci losy Ziemi, ale przynajmniej daje nadzieję. Każdy mały krok się liczy. Powinniśmy zmieniać swoje zachowanie i sposób konsumpcji, choć i tak nie cofniemy już tego, co się stało, ale chociaż możemy zapobiec dalszemu niszczeniu naszego, pięknego i naprawdę fascynującego świata. 

Książka opatrzona jest wstępem Sir Davida Attenborough, którego wszyscy znamy jako popularyzatora wiedzy przyrodniczej na świecie. W 2018 otrzymał nagrodę Emmy w kategorii „najlepszy narrator” za dokument „Blue Planet II” , natomiast w 2019 za „Our Planet”, czyli dokumentalną serię na Netflixie, na bazie której powstał właśnie, ten scalający całą wiedzę z serialu, album „Nasza planeta”. 

Mogłabym o tym wydawnictwie pisać bardzo dużo, bo naprawdę jest tu ogrom wiedzy. Co na przykład? Choćby to, że dowiedziałam się, dlaczego wypala się lasy, że natura potrafi odrodzić się nawet w radioaktywnej strefie Czarnobyla, że na Sumatrze i Nowej Gwinei występuje największa produkcja oleju palmowego (niezdrowego bardzo skądinąd) i papieru do drukarek, co niszczy oczywiście występujące tam lasy deszczowe, że najgłębsza strefa oceanu to hadal (od Hadesa) i że na głębokości 8 km żyje sobie półprzezroczysta rybka zwana donnikiem mariańskim, że niektóre kałamarnice mają 18-sto metrowe macki (brr!). Dowiedziałam się również o tym, że używa się cyjanku do niszczenia raf koralowych, że niedźwiedzie polujące na łososie na Alasce użyźniają tym samym lasy łęgowe. Jak? Ha, przeczytajcie. Warto też poczytać o topnieniu lodowców, wysychaniu rzek i wód poddziemnych, o równinie Pantanel w Brazylii i jeziorze Tanganika w Afryce, powstałym 12 milionów lat temu i tak dalej, i tak dalej…

Mnóstwo, mnóstwo ciekawostek – niebywale fascynująca książka, do której na pewno będę wracać! Warto, bardzo polecam! Nie tylko dla ciekawostek i zdjęć, ale przede wszystkim ku przestrodze i dla zastanowienia się, co ty, mały, pojedynczy człowieku, możesz zrobić jeszcze dla świata: dla zwierząt,  roślin, ogólnie środowiska.

DSC07757

„Nasza planeta” Alastair Fothergill, Keith Scholey, przekład: Magdalena Hermanowska, wyd. Rebis 2019

„Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall

DSC07758

„Zima. Odrobina śniegu, która nadaje Anglii starszy, spokojniejszy wygląd. Ona nie wraca. On martwi się o zimno, co się z nią stało tam, na zewnątrz. W nocy słyszy odległe krzyki, jakby dręczonej kobiety – czy to ona? W ogrodzie szuka śladów, odcisków w świeżej skórce lodowej, jej odchodów. Ludziom mówi, że po prosru się rozstali. Sąsiedzi nie zadają pytań. Z jej biura przychodzi list z informacją o rozwiązaniu umowy. Przez cały czas dręczy go ogrom tego, co się stało. Ta wiedza może doprowadzić do szaleństwa, tak sądzi. Któregoś dnia zdejmie ubranie, położy się na ulicy i zacznie okładać pięściami po głowie, śmiać się, jakby się dławił. Przyzna, że ją zabił, będzie błagał o więzienie, choć jej ciała nikt nigdy nie znajdzie”.

„Madame Zero i inne opowiadania” to zbiór opowiadań publikowanych m.in. w „The Guardian”, „Royal Academy Magazine” czy w „BBC Radio 4” i wszystkie są dość dziwne, mroczne, niektóre podobały mi się mniej, inne bardziej. Powyższy cytat pochodzi z otwierającego ten zbiór opowiadania „Pani Lis”, które podobało mi się najbardziej. Pewnego dnia kobieta zmienia się w lisicę i ucieka do lasu, zostawiając swoje dotychczasowe życie, męża i pracę. Woła ją zew natury, nieokiełznana dzikość przyrody i cheć wolności. Jak zreaguje mąż? 

Są tu opisane ludzkie historie, głównie o samotności, o tym, czego pragniemy, jak bardzo nie panujemy nad własnym życiem, jak czasem bywamy obojętni na to, czego doświadczamy, czy widzimy. Jest na przykład historia chłopca, nieprzystosowanego do życia, który uciekł z komuny, jest historia kobiety- anestezjolog i jej codziennej pracy w szpitalu, gdzie już mechanicznie wykonuje się  ważne operacje. Jest też opowieść o pokonywaniu lęku wysokości i strachu przed ekspozycją, kiedy to grupa nastolatków przechodzi przez stary, wysoki i wąski most. Niepokojące doświadczenie, które wywołało ciarki, kiedy o tym czytałam, może dlatego, że sama mam te lęki i wiem dokładnie, co czuła dziewczyna. Ciekawa jest też historia mężczyzny, żyjącego w mieście, jakby po przejściu apokalipsy, gdzie wieje tak silny wiatr, że nie ma jak wyjść na zewnątrz, ale on w swoim uporze pokonuje każdy metr ulicy, by znaleźć brakujące kartki z ważnej dla niego książki. 

To wszystko zadziwia, porusza, miesza rzeczywistość z surrealizmem, delikatność z surowością zarówno uczuć jak i natury. Sarah Hall wchodzi często w mroczne otchłanie umysłu, w których skrywają się myśli, takie jak: „Prawda śmierci to coś wyjątkowego. Bo kiedy najbliżsi nas opuszczają, to jakby nigdy ich nie było. Znikają z tej ziemi i z powietrza. Zostają wrzosowiska i góry, prawdziwy świat, w którym istniejemy i w którym rządzimy. To my jesteśmy wilkami. To my jesteśmy lwami”.

To kolejna książka z wydawnictwa Pauza, która zaskakuje, stawia pytania, zasmuca, zachwyca. Do niektórych opowiadań na pewno wrócę, by je lepiej zrozumieć, bo rzadko czytam krótkie formy i czasem ciężko mi jest je „ogarnąć”, ale polecam jak najbardziej ten zbiór.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

Madame Zero i inne opowiadania” Sarah Hall, tłum. Dobromiła Jankowska, wyd. Pauza 2019.

„One płoną jaśniej” Shobha Rao

DSC07749-001

„Ależ z nas idiotki. Z nas, dziewcząt. Bojących się niewłaściwych rzeczy w niewłaściwych momentach. Bojących się spalonych twarzy, kiedy na zewnątrz czekają na ciebie ognie, których nie potrafisz sobie wyobrazić. Mężczyźni trzymający zapałki przy twoich tęczówkach z benzyny. Płomienie, wokół ciebie wszędzie płomienie, liżące twoje świeżo rozkwitłe piersi, twoje pierwszomiesięczne ciało. I czeluście piekieł. Piekieł rozległych jak świat. Czekających, by cię obedrzeć, by zmienić cię w popiół i nawet wiatr, nawet wiatr…. Nawet wiatr, moja miła, pomyślała, patrzy jak płoniesz, chce tego, przelatuje nad tobą i przez ciebie. Rozsypując cię, bo jesteś dziewczyną i jesteś popiołem”.

Ta książka mnie trochę „przeciorała” emocjonalnie, zabolało mnie całe moje wnętrze. Bo źle się czyta o bólu młodych kobiet, o ich złym traktowaniu: poniżaniu, wykorzystywaniu, a nawet okaleczeniu dla własnego interesu, który i tak nie wychodzi. Straszne rzeczy przydarzyły się dwóch bohaterkom z indyjskich, biednych wiosek, ale ta opowieść to mimo wszystko historia pełna nadziei i wszystko zwyciężającej siły uporu i przyjaźni.

Purnima kocha tkać. Sawitha również. Obie pochodzą z wioski, w której głównie tak zarabia się na życie. Obie spotykają się i poznają, kiedy ojciec Purnimy zatrudnia w swojej małej tkalni Sawithę. Sawitha chce pomóc swojej rodzinie, żyjącej w bardzo złych i skromnych warunkach, dlatego musi zacząć pracować. Purnima będzie czerpać siłę i odwagę z tej relacji, bo Sawitha jest inna. Silna, jaśnieje dumą i mimo młodego wieku, potrafi walczyć o siebie, ciężko pracować, postawić się zaczepiającym ją mężczyznom, odważnie, z błyskiem w oku, pójść dalej zostawiając ich zaskoczonych. A to nie do przyjęcia przecież, by kobieta stawiała się mężczyźnie. Nie w kraju, w którym kobieta jest nikim, w którym małżeństwa są aranżowane, a gdy rodzi się dziewczynka, to często ojciec myśli o tym, że jakby tak postawić małą nad przepaścią, to wystarczyłoby lekko pchnąć. 

Purnima niedługo będzie musiała wyjść za mąż. Taka tradycja. Oczywiście nie zna przyszłego męża. Sawitha zacznie tkać dla niej ślubne sari, ale wydarzy się coś, co zmieni życie obu dziewczyn. Coś co sprawi, że będą musiały się rozstać. I od tej pory będziemy śledzić historię dwutorowo. Sawitha będzie uciekać. Purnima jej szukać. Dlaczego? Co sie wydarzy? Czy ich przyjaźń będzie miała szansę trwać dalej? Jak potoczą się ich losy? 

Tę powieść czyta się bardzo szybko, nawet mimo tego bólu i smutku, jaki płynie z historii obu dziewczyn. To sprawnie napisana książka o tym, jak ciężko jest być kobietą, w świecie, gdzie seksizm, przemoc domowa, czy opresyjne tradycje kraju niszczą wpływają na charakter kobiety. „[…] zrozumiała, że ona jest tą spłowiają, pozbawioną koloru częścią. Była tym, co wchłaniało brud i cierpienie. Tym, co jest zmęczone słońcem, Co niczym ręka zasłania jasność”. Ale to tylko od niej zależy, czy jej wewnętrzny blask przetrwa, czy będzie się tylko tlił, czy też jarzył pięknym, jasnym płomieniem.

To powieść o tym, że kobieta wiele może znieść, że jest bardzo silna, nawet jeśli tak o sobie nie myśli. Bo warto walczyć o siebie. Być ambitnym, upartym, świadomym własnej wartości. Wtedy nic nie jest w stanie tego zniszczyć, żaden kamień, żaden nóż, żaden kolejny gwałt, żaden kolejny policzek. Czytajcie. Zostaje w pamięci.

(Recenzja powstała we współpracy z księgarnią Tania Książka. Książkę możecie nabyć w dziale Nowości)

One płoną jaśniej” Shobha Rao, tłum. Joanna Jurewicz, wyd. Otwarte 2019.