„Przed końcem zimy” Bernard MacLaverty

722274-352x500„Obrócił się delikatnie, schylił, by podnieść pojemnik… i trafił w pustkę. Zaczęło się właśnie dlatego, że trafił w pustkę. Podczas gdy coś powinno ją wypełniać. Jakiś punkt oparcia. Było jednak tylko powietrze. Lot na księżyc. Kiedy trafiają na siebie dwa silne magnesy, odbijają się nawzajem, ślizgają po powierzchni. Zero kontaktu. Brak punktu oparcia. Właśnie na tej zasadzie działa kolej magnetyczna. Jedno odskakuje od drugiego. Całkiem jak jego pięta od emaliowanej wanny. Całkiem jak on i jego żona. Trwają w wiecznym poślizgu”.

Ile jest na świecie takich związków, które trwają, pomimo? Ile jest na świecie takich żon jak Stella, które chciałyby przeżyć resztę swojego życia jak najlepiej, jak najpełniej, ale boi się zmian i ważnych decyzji? Ilu jest na świecie takich mężów jak Gerry, topiących smutki i radości w alkoholu, nie zdających sobie sprawy, że to jest problem, który może przeszkadzać? Ile jest takich małżeństw na świecie, które żyją w „wiecznym poślizgu”, cierpią, chcą się rozstać, ale mimo wszystko nie potrafią żyć bez siebie? 

Stella i Garry – irlandzkie małżeństwo, już dobrze po sześćdziesiątce, dzielące wiele wspólnych wspomnień, tragedii, radości i smutków, wyjeżdża na zimową wycieczkę do Amsterdamu. Miasto zachwyca architekturą i atmosferą. Oboje, ulokowawszy się w hotelu, wychodzą na codzienne spacery, zwiedzają, czasem osobno, czasem razem, rozmyślając o swoim życiu i przeszłości, prowadząc rozmowy o niczym i o wszystkim, często podszyte sarkazmem i złośliwościami. 

Ona nagle zapragnęła wstąpić do zakonu. Wiara jest dla niej spełnieniem, a poświęcenie Bogu ukoronowaniem dojrzałości i sensu życia. On jest niewierzący i po kryjomu nadal popija whisky, nie widząc, jak bardzo zasmuca żonę swoim zachowaniem, która mówi „Chcę wykorzystać czas, który mi jeszcze został. Zrobić coś więcej, niż tylko patrzeć jak pijesz”. W tle przewijają się wspomnienia z lat 70-tych w Irlandii ogarniętej wojną domową: Krwawa Niedziela, eksplozje bomb i krew na ulicach. Ciężarna Stella postrzelona w brzuch i strach Garry’ego, białego jak ściana, jak te białe goździki, które kupił. Ich życie musiało się przenieść w inne, spokojniejsze miejsce, by trwać nadal. A teraz nagle Stella mówi, że „Źle skroiliśmy tkaninę naszego życia, więc teraz kiepsko leży. Na mnie na pewno. Co do ciebie nie jestem pewna”.

Czy faktycznie tak jest? Czy w tych wszystkich wątpliwościach na pewno nie ma już miłości, czułości, przywiązania, bliskości? Wiadomo, że każdy związek z pewnym stażem nie funkcjonuje tak samo jak na początku. Dojrzałość, upływ czasu i doświadczenia wzmacniają go, ale też czasem, gdzieś po drodze gubią się ważne szczegóły, a w codziennej rutynie przestajemy zwracać uwagę na drobiazgi. Lub też … patrzymy zbyt powierzchownie i gubimy z oczu prawdę o drugiej osobie. Jak jest w przypadku Stelli i Garry’ego? 

To piękna książka, taka naturalna w przekazie, poruszająca momentami i melancholijna. Podobała mi się. Sporo tu takich małych tęsknot, pytań, które pojawiają się przecież u każdego w jakimś momencie życia. I przede wszystkim dużo tu czułości i miłości … pomimo.

(I piękna okładka).

„Przed końcem zimy” Bernard MacLaverty, tłum. Jarek Westermark, wyd. Agora, 2019

Reklamy

marcowe książki

To wszystko co spłynęło do mnie w lutym i na początku marca. Cztery od dołu to egzemplarze od wydawnictw („Buntowniczki”, „Inkub”, „Komu bije Big Ben” i „Przed końcem zimy”) a „Podwórko bez trzepaka” od Clevery (znajomej blogerki – jeszcze raz dziękuję!). Resztę kupiłam sobie sama i co tu dużo gadać. Znów nie wiem co pierwsze czytać… ;) ps. sorry za zdjęcie, ale słońce dzisiaj bardzo ostre, choć nadciągają chmury i silny wiatr… 

DSC04288

„Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza” Dominik Szczepański

czapkins-historia-tomka-mackiewicza-b-iext53233648„Widzę chłopie, że masz dar. Są od ciebie i szybsi, i młodsi, i wytrzymalsi, ale to ty masz dar. Wyczucie swoich możliwości i ograniczeń tu i teraz. Czujesz, gdzie jest nieprzekraczalna dla ciebie granica, i często tę intuicję rozciągasz jeszcze na górę, najbliższy zakręt drogi, pogodę… Dlatego inni, patrząc z boku, mają wrażenie, że szaleńczo chadzasz po bandzie – podczas gdy ty, czując, gdzie ona jest, tylko się do niej zbliżasz. Masz dar, na który inni harują na paru, parunastu wyprawach, a i tak wielu z nich nigdy nie osiągnie takiego poziomu samoświadomości, A jeśli nawet, to u nich często jest to tylko „na główkę”, nauczone”, a u ciebie to rodzaj intuicji, „bożej iskry”. To fragment rozmowy jaką himalaista Jacek Teler przeprowadził z Tomkiem, pewnego dnia w tanim hotelu w Rawalpindi w Pakistanie. „Dla takich jak ty nie ma półśrodków. Jest albo, albo…”.

Tomek Mackiewicz pozostał na zawsze na Nanga Parbat po zdobyciu szczytu w styczniu 2018r. wraz z Elisabeth Revol. Ona sama, uratowana przez Denisa Urubkę i Adama Bieleckiego (w tym samym czasie przebywających pod K2, czyli ok. 190 km od Nanga Parbat) w słynnej akcji ratunkowej, którą śledził cały świat, nie była w stanie pomóc Tomkowi. Sama prawie zginęła. Wokół jej osoby, a także, wokół samej akcji ratunkowej i wspinaczkowej narosło wiele spekulacji, kontrowersji i krytyk. Krytykowano Elisabeth, że nie pomogła Tomkowi, krytykowano Mackiewicza, przyklejając mu różne łatki, wytykając palcem jego słabe przygotowanie i „nieodpowiedzialne wariactwo”, potem oceniano Urubkę, który jakiś czas po akcji ratunkowej, zdecydował się na samowolkę i postanowił sam wyruszyć na K2, pozostawiając polskich kolegów z ekipy wyprawy na K2 w bazie.

Koniec końców, K2 zimą nie udało się Polakom zdobyć, natomiast Nanga Parbat owszem – co w końcu zostało oficjalnie potwierdzone. Tomek Mackiewicz, wariat i ryzykant, ten który kiedyś był uzależniony od heroiny, ten który nie miał wypasionego sprzętu i nie przygotowywał się przesadnie do wypraw, uparł się na tę górę i podczas siódmej próby, tragicznej w skutkach, dokonał tego, czego pragnął. Wytrwałością i uporem można pokonać wszystko. I on to udowodnił, płacąc za to najwyższą cenę. Nie każdy to na pewno rozumie, ale mnie ten człowiek pokazał, że trzeba walczyć o swój cel. Uczyć się cierpliwości. 

Książka jest fantastycznie napisana. Czyta się ją z wypiekami na twarzy. Autor wspomagając się wieloma dokumentami, nagraniami, zapiskami, wywiadami etc, stworzył przepiękną opowieść o człowieku. Takim, który ma wady i zalety. Człowieku, który pragnie szczęśliwego życia, ale jego nadwrażliwość sprawia, że żyje w zawieszeniu między dwoma światami: rodzinnym życiem z dziećmi w mieście, a wysokimi górami, w których czuje się jak w domu i skąd nie chce wracać.

Autor nie recytuje peanów na cześć Tomka, ani też go nie krytykuje. Opiera się tylko na tym, co myśleli/ mówili o nim jego przyjaciele, koledzy, pierwsza żona Joanna Kondracka i druga żona Anna Solska – Mackiewicz, z którą łączyło go prawdziwie, głębokie uczucie, choć ich życie było bardzo trudnym doświadczeniem, bo Tomek był zwyczajnym, ale trudnym człowiekiem, który mówił o sobie: „Codziennie w górach doświadczam paradoksu, jakim sam jestem. Dlatego tak mi tu dobrze. Chyba”.

Dominik Szczepański przedstawia faktyczną historię Tomka Mackiewicza, jego wzloty i upadki, jego walkę z nałogiem w Monarze, jego wcześniejsze nastoletnie życie w Częstochowie i Działoszynie, jego pierwsze próby wspinaczkowe w Irlandii i zdobycie Mount Logan na Alasce, a potem już kolejne 7 wypraw na Nanga Parbat, górę, którą Tomek sobie w dziwny sposób ukochał, której głos „I want you” kiedyś usłyszał (czy to były omamy słuchowe, tego się nigdy nie dowiemy), i który mimo ataku terrostycznego pod Nanga Parbat w 2013r. zdecydował się na kolejną wyprawę. Coś go tam wiecznie ciągnęło, być może ta tajemnicza siła Feri, o której wspominał? 

W książce przewija się wiele nazwisk znanych wspinaczy, m.in. włoski himalaista Daniele Nardi, który aktualnie walczy o życie (choć już pewnie za późno na uratowanie go) na Nanga Parbat, usilnie próbujący po raz kolejny zdobyć górę swoją niedokończoną drogą żebrem Mummery’ego. Akcja ratownicza ciągle się przeciąga, a minął już tydzień… Nie sądzę by on i jego kolega Tom Ballard jeszcze żyli.

Sporo też słów Wojciecha Kurtyki, od zawsze traktowanego trochę jak outsidera przez PZA. Kurtyka zawsze robi wszystko po swojemu, krytykuje sponsorowane wyprawy i przez to poniekąd identyfikuje się z Tomkiem Mackiewiczem i jego podejściem do wspinaczki. Mówi: „Kilku gości obłąkanych himalajską karierą i forsowaniem jakiegoś programu posługuje się tragarzem, którego życie zostaje wycenione na tysiąc, dwa tysiace dolarów, bo tyle dostaje za swoją pracę. Co to ma wspólnego z duchem wspinania? Polskie realia wspinaczkowe są wstrętne. W tym kompletnym upadku mentalnym Tomek Mackiewicz był objawieniem, powrotem do czystych intencji czystego alpinizmu”. Można się zgadzać z tym lub nie, w ogóle można dużo mówić na temat ryzyka jakie podejmuje himalaista, ale i tak moim zdaniem do jakiejkolwiek krytyki uprawnione są jedynie osoby, które podzielają/rozumieją tę pasję. A może nawet jakąkolwiek inną pasję, która bywa niczym nałóg, która daje adrenalinę i wyzwala. Daje wolność. Tomek zawsze szukał wolności. Dusił się w mieście, w czterech ścianach, lubił przyrodę, zwierzęta, szukał przestrzeni, ale jednocześnie bał się o swoją rodzinę, szanował i kochał żonę i dzieci, wiedząc, że musi zapewnić im byt. Kolejne wyprawy na Nanga Parbat sprawiały, że dojrzewał, że inaczej rozumiał pewne sprawy, a ta wyprawa z 2018r. miała być już jego ostatnią…..

I była.

Fantastycznie napisana książka, niezwykle wciągająca. Wspaniałe przygotowanie autora do tematu. Rozdziały są okraszone kolorowymi fotografiami, przedstawiającymi głównie Tomka w różnych miejscach świata. Bardzo polecam, i tym, którzy fascynują się górami i himalaizmem, oraz tym, którzy nie rozumieją tej pasji i krytykują wspinaczy za egoizm i wariacką nieodpowiedzialność. Warto. 

„Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza” Dominik Szczepański, wyd. Agora 2019.

„Non-Oui” Lidija Dimkovska

713674-352x500Piękna książka. Wzruszająca i bardzo dobrze oddająca relacje międzyludzkie, a także przedstawiająca poczucie wyobcowania, samotności, oraz poszukiwanie swojego „właściwego miejsca we właściwym czasie”. 

Akcja dzieje się w Chorwacji, w Splicie pod koniec II wojny światowej oraz na Sycylii, w Castellamare del Golfo. Książka napisana jest w formie pamiętnika, jakby nigdy nie wysłanych listów, zwierzeń. Raz czytamy wspomnienia babci z czasów i po II wojnie światowej, a raz współczesne przemyślenia wnuczki. To jakby rozmowa pomiędzy zmarłą już babcią, która wspomina miłość swojego życia i  opowiada o emigracji, a wnuczką, która właściwie nie wie jak to jest kochać, a życie ją trochę uwiera. Obie kobiety noszą to samo imię: z chorwackiego Nedjelka, w skrócie Neda (śmiesznie, bo ‚ne’ to ‚nie’, a ‚da’ to ‚tak’ w tłumaczeniu, stąd Non-Oui (Nie-Tak) w tytule książki – imię babci przerobione przez jej francuską przyjaciółkę).

„Wszystko to opowiadam, siedząc nad jej grobem. Wiem, że słucha uważnie i czeka, kiedy będzie mogła odezwać się do mnie. Tak rozmawiamy co dzień, ja – albo w milczeniu, albo na głos, jeżeli oczywiście jestem pewna, że w domu nie ma nikogo, kto mógłby niespodziewanie wejść do ogrodu, a babcia Nedjelka – nie wiadomo jak, ale ją słyszę, jej głos brzmi tak samo jak wtedy, gdy była żywa i zdrowa. Albo mówi o tym czy owym, albo milczy całymi godzinami. A dawniej nikt nie chcial słuchać tych opowieści po sto razy, tylko ja, a także i tato, ale gdy wracał z pracy zmęczony, po prostu wolał się zdrzemnąć, niż słuchać, co babcia opowiada o wojnie, o Splicie i o Sycylii”.

Wspomnienia babci to przede wszystkim czas wojny. Ale gdyby nie wojna, nie spotkałaby ona swojego Carla, chłopca o ogromnych oczach, w kolorze morza Adriatyckiego. A on nie zobaczyłby jej czerwonego beretu, który założyła w piękny dzień, by świętować zwycięstwo nad faszystami. Oboje młodzi „pod każdym względem niewinni, a w życiu już postarzali…” zakochali się w sobie, ale ich miłość musiała przejść próbę, a także być odporną na złą energię, która aż buzowała ze strony młodszego brata babci, Krsto. Dlaczego? Wydarzyło się wiele, sytuacja zmusiła Nedę do kroku, który zmienił jej życie, ale też pozbawił pewnej przynależności.

„Wiesz, Nedo, przed Carlem byłam sama i po Carlu znówj jestem sama. Jakbym nie była żywa, ani martwa. Jakbym była ukrzyżowana. Dla każdego człowieka śmierć jest krzyżem, ale dla cudzoziemca wszystko jest krzyżem: i przeszłość, i teraźniejszość, i przyszłość. Krzyż taki ciężki, a musisz nosić go sam. Owszem, są ludzie, którzy chcą ci pomóc, ponieść go jak walizkę, ale to nie walizka, wewnątrz się znajduje, w sercu, a przecina się z duszą”. 

To najbardziej przejmujące wyznanie, jakie ostatnio przeczytałam. Ta książka jest zupełnie inna od tego, co ostatnio czytałam, to taki odmienny świat. Właściwie cała historia dotyczy prostego, zwyczajnego życia, ale w nie do końca sprzyjającycyh okolicznościach. Mnóstwo tu detali wyłuskiwanych z pamięci, a obrazujących życie rodziny Nedjelki. Bo każda przecież rodzina ma wspólne wspomnienia, anegdotki, przykre zdarzenia, kłótnie, niezręczności, opowieści przekazywane od dawien dawna, charakterystycznych w pewien sposób członków rodziny. Mimo tej zwyczajności, cała powieść bardzo mnie ujęła. Dodatkowo tło jest bardzo ciekawe zarówno pod kątem historycznym, jak i społecznym.

Ta proza zostaje na dłużej, czasem cieszy, czasem boli. Dotyka gdzieś najgłebszych strun duszy. Relacja między babcią a wnuczką jest bardzo uniwersalną relacją. Od wieków wiadomo, że młodsze pokolenie nie zrozumie nigdy do końca starszego pokolenia, ale gdzieś w głębi duszy podziwia je i dąży do tego, by być podobnym i dumnym z własnej rodziny i korzeni. Obie Nedjelki to kompletnie różne kobiety, ale łączyła je od zawsze głęboka więź, której nie zniszczy żadna wojna i żadna sycylijska mafia. I choć jedna już spoczywa pod drzewem pomarańczowym, jest nadal obecna w życiu tej drugiej, która szuka swojego miejsca i celu. Czy uda jej się przeżyć swoje życie przy otwartych okiennicach (bo te zamknięte na okładce są ważnym elementem powieści). Bardzo polecam.

„Non-Oui”, Lidija Dimkovska, tłum. Danuta Cirlić – Straszyńska, wyd. Biblioteka Słów, 2019.

„VOX” Christina Dalcher

vox-b-iext53963046„Zło triumfuje, kiedy dobrzy ludzie nic nie robią”.

Książka Christiny Dalcher pokazuje świat rządzony przez mężczyzn, świat, w którym kobiety nie mogą pracować, nie mają właściwie żadnych praw i dostępu do rozrywek, muszą zajmować się tylko domem i dziećmi i nie mogą za dużo mówić, bo gdy przekroczą normę 100 słów dziennie, metalowa bransoletka na ich ręku zaalarmuje i wywoła porażenie prądem. Nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy doszło do takiego stanu rzeczy, po prostu pewnego dnia, rząd ustanowił dekret, który zmienił rzeczywistość naszej głównej bohaterki, Jean McClellan o 180 stopni.

Jean, doktor, prowadząca kiedyś bardzo poważne badania nad serum cofającym afazję po udarze mózgu, nagle zostaje ‚uwięziona’ w domu, bez książek, z cenzurą w tv, kamerami obserwującymi każdy jej ruch. „Niektóre błahostki, z których składa się codzienność zostały niezmienione. Nadal jeżdżę samochodem, wstępuję do sklepu spożywczego we wtorki i piątki, kupuję sobie sukienki i torebki, a raz w miesiącu chodzę na czesanie do lannuziego. Nie zdecydowałam się na nową fryzurę, bo musiałabym poświęcić zbyt wiele bezcennych słów, żeby Stefano wiedział ile ma przystrzyc tu, a ile zostawić tam. Dla rozrywki mogę sobie przeczytać slogan na billboardzie reklamującym najnowszy album energetyczny, listę składników na butelce keczupu i instrukcje na metkach ubrań. Nie wybielać.”

Aby przeżyć, Jean musi się podporządkować, choć oczywiście zupełnie się z tym wszystkim nie zgadza, w duszy krzyczy o wolność i płacze patrząc na jej małą córeczkę, która, podobnie jak ona nosi metalową bransoletkę. Bo tylko 100 słów dziennie może wypowiedzieć każda kobieta, niezależnie od tego czy ma 40 lat czy 7. Sonia zwykle szczebiotliwa i ciesząca się życiem dziewczynka, nie może przekazywać swoich emocji, tak jakby chciała, rodzice starają się ją chronić przed konsekwencjami przekroczenia dozwolonej normy wypowiadanych słów, nie mówiąc jej o karze, jaką wymierza się za to, ale czy to uchroni małą przed rzeczywistością? czy takie życie w milczeniu, podstępnie wynagradzanym w szkole, nie wpłynie na jej rozwój, radość życia, postrzeganie świata? W przeciwieństwie do syna Jean, który może robić co chce i próbuje pouczać wszystkich wokoło, jak powinno się traktować kobiety (wpływ prania mózgu w szkole i tv), Sonia jest zagubiona i przestraszona, bo nie rozumie dlaczego nie może robić tego, co chłopcy.

Czy taka sytuacja będzie trwała wiecznie? Ile można tak żyć? Nie wszystkie kobiety są w stanie to wytrzymać. Niektóre się poddają i Jean nigdy nie zapomni widoku poparzonych przez prąd ciał, inne z racji odmiennej orientacji seksualnej są zsyłane do obozów pracy,  lub zamykane w celach przymusowo z mężczyznami, albo piętnowane na forum publicznym w straszliwy sposób.

Wszystkim rządzi niejaki Wielebny Carl, który podporządkował sobie ogromną zgraję polityków – fanatyków. Cały kraj tworzy peany na jego cześć i słucha go jak jakiegoś genialnego coacha – to przerażający w swojej potędze człowiek. Wystarczyłoby tylko, by zniknął…. 

Pewnego dnia, Jean zostanie zaskoczona propozycją pracy w laboratorium. Syn prezydenta dostał udaru. Należy go szybko wyleczyć a ona jest jedynym naukowcem, który może pomóc. Propozycja nie do odrzucenia, ale…. No właśnie. Co nastąpi dalej? Jak, jeśli w ogóle, Jean zawalczy o swoje życie i czy będzie mogła odzyskać swój „utracony głos”? Czy jedna kobieta będzie mogła wpłynąć na dalsze losy swojego kraju i stanąć w obronie wszystkich skazanych na milczenie kobiet? I jakim kosztem? 

Przerażająca rzeczywistość i zatrważająca perspektywa zostały przedstawione w tej książce. Czytałam z wypiekami i złością. Nie potrafiłam ‚ogarnąć’ tego świata, do którego w sumie nam niedaleko. Dobrze napisane, i nawet jeśli to tylko (narazie) fikcja to jednak boli. A książka ma wywoływać emocje. Na pewno ją zapamiętam.

„Vox” Christina Dalcher, tłum. Radosław Madejski, wyd. Muza 2019

„Mroczni ludzie” Jens Henrik Jensen

677081-352x500Druga część trylogii „Oxen” z Nielsem Oxenem, byłym żołnierzem duńskich sił specjalnych okazała się świetnym ciągiem dalszym książki „Zanim zawisły psy”, o której pisałam we wcześniejszej notce.

To wciągająca i mroczna historia sensacyjna, w której główną rolę właściwie odgrywa tajemnicza organizacja, wywodząca się jeszcze ze Średniowiecza. Czytelnik poznaje po części jej historię w pierwszym tomie trylogii i domyśla się, że to bezwzględna, niebezpieczna i bardzo złożona struktura, składająca się z bardzo ważnych w Danii osób, które pociągają za wiele sznurków, posuwają się do bardzo radykalnych czynów. Tym razem rozpoczynają polowanie na naszego głównego bohatera. Dlaczego? Czy uda im się swoimi sposobami i taktyką godną największych mistrzów szpiegostwa dorwać Oxena? Czemu tak bardzo im na tym zależy? I co ma z tym wspólnego szef PET, czyli Policyjnej Służby Wywiadowczej – Mossman, bo jemu również zależy na dorwaniu Oxena?

Mossmana poznajemy również w części pierwszej, jest szefem Margrethe Franck, wówczas partnerki Oxena w śledztwie. To człowiek, który w pewnym momencie przestaje wzbudzać w Margrethe zaufanie. Dlaczego?

W „Mrocznych ludziach” akcję rozpoczyna morderstwo znanego z poprzedniej części kustosza zamku Nyborg – Malte Bulbjerga. Policja i PET zaczynają interesować się sprawą, gdyż śmierć Malte wygląda na egzekucję. Oxen w tym czasie ukrywa się w chacie pewnego Rybaka i zupełnie nie zdaje sobie sprawy, co się dzieje w kraju, nie wie że Malte zostaje zamordowany i nie wie, że Magrethe od ponad roku próbuje go odnaleźć. Dlaczego jej tak zależy? Jak się potoczy dalsza historia Oxena i czy uda mu się ubiec tych, którzy go ścigają? A przede wszystkim, dlaczego go ścigają? 

Niespodziewane, kompletnie zadziwiające zwroty akcji sprawiały, że czytało mi się tę książkę świetnie. Mnóstwo tu analiz, wątków, wniosków, które plączą się, by w pewnym momencie wreszcie się rozwiązać. Sama postać Oxena, weterana misji wojennych ze stresem pourazowym, jest bardzo ciekawa. Tęskni za swoim nastoletnim już synem Magnusem, cierpi na bezsenność, chciałby bliskości, ale nie potrafi jej dać, jest wrażliwy ale jednocześnie twardy, odważny i momentami działa jak maszyna zaprogramowana na idealnego komandosa, asa wywiadu czy kogoś w tym stylu. 

Podobało mi się i czekam na część trzecią.

„Mroczni ludzie”, Jens Henrik Jensen, tłum. Edyta Stępkowska, wyd. Helion / Editio Black 2018