Archiwum autora: Mary

Stosik

Takie nowości ostatnie na moich półkach, a właściwie już na podłodze ;) Bater, wiadomo, świetny reporter wojenny i dziennikarz, bardzo go lubiłam i ceniłam i cały czas mi go brakuje. „Apartament w hotelu wojna”, bo Donbas roku 2014, podobnie jak „Córeczka” (szczerze mówiąc boję się je czytać). Dalej coś przyjemniejszego, bo o Bieszczadach, do tego kolejny reportaż autorki z mojego miasta „Kobiety, których nie ma”, czyli o kobietach bezdomnych, ponoć niezły. No i coś o psychopatach, czyli najnowsza książka Mieczysława Gorzki i reportaż true crime w wykonaniu Douglasa, profilera FBI o ile dobrze pamiętam. Taki rozrzut tematyczny.

Te dni obfitują w kolejne premiery, a już nie myślę nawet o majowych… Masakra, ile tego wyłazi :) Za dużo, za dużo ;) ale to dobrze.

„Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak

Całkiem niezły thriller, choć nie tak dobry jak poprzednie książki autorki z cyklu „Kolory zła”. Nie powiem, że czytało mi się źle, bo całkiem wciągnęło i w sumie było okey, ale trochę irytowała mnie główna bohaterka. Alicja Górska jest dziennikarką, ale pracuje w dość podrzędnej gazecie i pisze takie se artykuliki, bardziej porady na różne tematy, zapchajdziury i generalnie nudne rzeczy. Nie jest to zbyt ambitne, z czego dobrze sobie zdaje sprawę i podskórnie pragnie tematu, który stałby się sensacją. Niestety, póki co nie może na to liczyć. Dodatkowo jej życie prywatne jest dość skomplikowane. Alicja zachowuje się trochę jak taka femme fatale: przygodny seks (który tu według mnie zupełnie nie był potrzebny), faceci na chwilę, zapomnienie w mrocznych klubach to część jej natury – okey, ale…. dla mnie było tak wkurzające, że uch.

Szef gazety pewnego dnia zleca Alicji przetestowanie aplikacji Place to Rest, która naprowadza człowieka na ciekawe miejsca, mające w zamyśle dać mu wytchnienie od codzienności. Co dziwne i raczej nierealne (wydawałoby się) aplikacja ta podobno prawie że czyta w myślach i dostosowuje te miejsca do fantazji poszukującego, odkrywając jego najgłębsze pragnienia. Cóż, Alicja nie ma wyjścia, z braku laku bierze temat i zaczyna test, który poprowadzi ją w jej najmroczniejszą przeszłość.

Co takiego się wydarzy? Pojawią się zwłoki zamordowanej studentki – tu śledztwo prowadzi niejaki Oskar Korda. Mężczyzna zna Alicję, spotkają się teraz przypadkiem, po latach. Ale.. czy to faktycznie przypadek? Co morderstwo studentki ma wspólnego z aplikacją testowaną przez Alicję? Czy zginie ktoś jeszcze? Co kryje przeszłość Górskiej? I co to za tytułowy szelest?

Narracja dwutorowa, dwie płaszczyzny czasowe, wciągająca akcja i sekrety – wszystko to sprawia, że jest ciekawie. Wciągnęłam się w to stopniowe odkrywanie przeszłości Alicji, zaskoczyła mnie końcówka, bo typowałam kogoś innego na mordercę. Wszystkie wątki się dość sprawnie połączyły, no jedynie te zapędy z seksem mnie nieco denerwowały…. Górska nie jest postacią, którą polubiłam. Korda za to wydaje się być bardziej interesujący i liczę na więcej jego obecności w dalszych perypetiach (o ile takowe będą). Pojawiły się tu też postaci z trylogii „Kolory zła”, co było miłym akcentem. No i akcja książki dzieje się w Trójmieście, które tworzy fajny klimat. Podsumowując, całkiem niezła rozrywka kryminalno-thrillerowa ;)

„Szelest” Małgorzata Oliwia Sobczak, Wydawnictwo W.A.B., 2021

„Piękno ludu” Merete Pryds Helle

„- Przecież uśmiech nic cię nie kosztuje -mawiał, kiedy się żaliła. Ale to nie była prawda. Bycie miłą i uśmiechniętą od rana do wieczora kosztowało ją sporo sił. Uśmiech dla Gitte i małej Merete, gdy wypluwały jedzenie, sikały w spodnie, pieluchy i do łóżka, czy gdy płakały i wrzeszczały bez powodu. Uśmiech, gdy spędzała czas w pralni. Uśmiech dla Ottona, gdy wracał do domu i prawie nie zamieniał z nią słowa. Uśmiech, gdy zmywała, uśmiech, gdy wzdychał nad rozliczeniami podatkowymi, uśmiech, gdy stawiała przed nim kawę, mówiąc: jesteś taki zdolny. Uśmiech, gdy prasowała koszule Ottona, jego majtki, ścierki, szmatki oraz to wszystko, co musiało zostać poukładane w równiutkich rzędach w szafach, które z uśmiechem powinna przecierać co poniedziałek. Uśmiech, gdy musiała wymyślić, co będą jedli na kolację. Uśmiech i chwalenie Ottona, gdy domagał się swoich praw, niezależnie od tego, jak bardzo czuła się zmęczona. I prosiła go, aby zgasił światło, by nie zauważył, jak uśmiech zastyga jej na twarzy. Bo kochał ją tylko wtedy, gdy była miła, a to stawało się coraz trudniejsze”.

Co za wspaniała powieść, piękna ale mocna i przerażająco smutna. Bardzo boli jej lektura, bo bardzo boli sytuacja, w jakiej od dzieciństwa stawiana jest nasza bohaterka: Marie. Życie na biednej, duńskiej wsi jest niezwykle surowe, podporządkowane boskim przykazaniom i temu co, powie ojciec, któremu nie można się przeciwstawić. „Piekło to bycie kobietą”, powiedziała kiedyś matka do Marie i miała rację. Przez pryzmat dorastania Marie, jej pracy w gospodarstwie, jej pierwszych relacji z chłopcami (również z braćmi, czy ojcem) widzimy jak strasznie niesprawiedliwe było wówczas/ jest życie kobiety. Niby jest XX wiek, ale czasy II wojny światowej, a potem druga połowa wieku to cały czas walka o lepszy los, pozycję w społeczeństwie, pozycję w małżeństwie. Kiedy Marie wyjdzie za Ottona, jej życie zmieni się na lepsze, ale tylko w sensie materialnym. Surowa egzystencja na duńskiej wsi w porównaniu do mieszczańskiej Kopenhagi z wodą w kranie i pierwszym samochodem, wypadnie niezwykle blado. Dla Marie szczęściem byłoby życie bez przemocy, bez tego poczucia beznadziei i toksyczności. Byłoby, ale czy kobieta ma wystarczającą siłę, by się wyzwolić? Czy jest na to gotowa, czy po prostu ma wiarę w to, że można żyć inaczej, bez ciągłych upokorzeń i braku poczucia własnej wartości? „Poczuła, jakby dotychczas kroczyła szeroką, oświetloną słońcem wiejską drogą, a gdy się odwróciła, jej oczom ukazała się tylko wąska, żwirowa ścieżka, prowadząca donikąd”.

Fabuła tej powieści jest gęsto spleciona z różnych sytuacji, wątków i postaci, które silnie na siebie oddziałują. W centrum wszystkiego jest oczywiście Marie, ale wszystko co poboczne, ma również swoje miejsce i nie jest przypadkowe i nieważne. Każda z postaci ma swoją rolę do odegrania, każda również ma wpływ na ukształtowanie osobowości Marie. Bywają sytuacje bardzo ciężkie do przyjęcia, po których na chwilę odkładałam książkę, bo nie mogłam tego ogarnąć. Wiele opisów jest dosadnych i często bardzo naturalistycznych, takich, po których brakuje oddechu. Ta książka dosłownie boli, ale to jest ból warty poznania. Zdecydowanie.

„Piękno ludu” to również wspaniały obraz społeczeństwa, ludu ciężko pracującego na swój dobrobyt, ludu żyjącego dla Boga, ale też w zgodzie z naturą i swoimi przekonaniami, jakie by one nie były. Atmosfera tamtych czasów jest oddana wręcz malarsko, przy użyciu zarówno wielu kontrastów, jak i dosłownie, symbolicznego obrazu powieszonego na ścianie domu Marie. To również niestety obraz kobiet, które nie potrafią czuć się sobą. Czekają na miłość, spełnienie, a dostają ból, samotność i często w twarz. Ich marzeniem jest wypełnienie braków, tyle że, by to zrobić, potrzebne są jakieś wzorce, umiejętności, wsparcie.. a tego nie ma.

Bardzo polecam!

„Piękno ludu”, Merete Pryds Helle, tłumaczenie Justyna Haber – Biały, wydawnictwo Marpress, 2022

„Kłamczuch” Jędrzej Pasierski

Lubię kryminały Pasierskiego. Nie są one może idealne dla mnie, bo z reguły wolę coś bardziej mrocznego i powiedzmy, brutalniejszego (jakkolwiek by to nie brzmiało), ale sympatyzuję ogromnie z kobiecą bohaterką, jaką stworzył w swoich kryminałach autor. Nina Warwiłow – komisarz z Warszawy, która w życiu osobistym szczęścia nie ma, ale za to ma cudną córeczkę, którą stara się za wszelką cenę chronić, oraz niezwykły zmysł dostrzegania szczegółów w prowadzonych przez siebie śledztwach. Na tych szczegółach mało kto się skupia, ona jednak ma ten talent do łączenia kropek i jej dedukcja prowadzi zawsze do rozwiązania sprawy i pomyślnego zakończenia. Często bywa to bardzo spektaktularne, jak choćby finał „Kłamczucha” właśnie.

Tym razem Nina z córeczką udaje się na urlop do małej wioski Pyrowa w Beskidzie Niskim. Wszyscy się tu znają, nie ma zbyt wielu atrakcji, ale czyste powietrze i widoki są czymś, co pozwala na chwilę zapomnieć o hałaśliwej i brudnej stolicy. Wioska jest maleńka, mieszkańcy spokojni, aczkolwiek skrywający swoje tajemnice, jak to zwykle bywa w małych społecznościach. Historia dawnych przesiedleń ludności łemkowskiej, akcji „Wisła”, a także tragiczne i brutalne, wojenne wspomnienia łączą się tutaj z morderstwem miejscowego „kłamczucha”. Kim był i co takiego wygadywał? czym zasłużył sobie na takie miano, no i kto mógłby mieć powód do pozbawienia go życia? Mieszkańcy są dość powściągliwi w zeznaniach. Każda z osób z którą rozmawia Nina niby mimochodem, bo przecież nieoficjalnie, wydaje się coś ukrywać… a ona, jak to ona, nie wytrzymuje. Mimo, że jest na urlopie, zaczyna dość skutecznie węszyć i wraz z policją z Gorlic próbuje (trochę na własną rękę) dojść do prawdy, która okaże się mocno zaskakująca. Sama Nina jednak nie zostanie „ulubioną” przez mieszkańców turystką… Dlaczego? Czy będzie w niebezpieczeństwie? a musi przecież pamiętać, że nie przyjechała na ten urlop sama, tylko z dzieckiem.

To dobra książka, wciągająca, przystępnie napisana, jak wszystkie wcześniejsze pozycje Pasierskiego. Czysta rozrywka z umiejętnie prowadzoną fabułą. Dość przewidywalna w schemacie. Oczywiście, pewnie niedługo o niej zapomnę, ale przyznaję, że z tomu na tom, w serii z Niną Warwiłow, Pasierski jest coraz lepszy. Tak przynajmniej mi się wydaje. Poza tym bardzo ciekawie został przedstawiony region, w którym dzieje się akcja.

Pozostał mi na półce jeszcze niedawno wydany, szósty tom pod tytułem „Gniazdo”. Pewnie niebawem sięgnę, jak będę potrzebować odprężenia.

„Kłamczuch” Jędrzej Pasierski, wydawnictwo Czarne, 2021.

stosik

Kolejne moje zdobycze książkowe dotarły przed Świętami. Wszystko kupione, żadna współpraca (już właściwie żadnych nie mam…). Sam Kean, bo nikt nie pisze tak ciekawie o ludzkim ciele, Christina Lamb, bo Pulitzer i ważna książka o krzywdach kobiet podczas wojen (brakuje tylko rozdziału o Ukrainie, gdzie również gwałty i okaleczenia na porządku dziennym. Bycie kobietą w tych czasach jest naprawdę okrutne). Jedna powieść o dorastaniu „Hard Land” i reportaż o Wyspach Owczych, dwie niepokojące (na pewno) książki od Pauzy. Nad „Wizytą” się zastanawiałam, bo kiedyś gdzieś powiedziałam, że po recenzjach nie zamierzam czytać, ale jednak to było bez sensu – trzeba sobie wyrobić własne zdanie, a nie… No i kolejna część Enoli Holmes dla rozluźnienia, a malutki esej Murakamiego z sentymentu dla jego powieści, być może da mi to większy ogląd dla jego wyobraźni i realizmu magicznego, który stosuje.

Wszystkim życzę dobrego czasu/weekendu/Świąt – w zależności jak Wam pasuje. I odpoczynku. No i ciekawych lektur 🙂

„Czerwony świt” Jędrzej Pasierski

To trzeci tom kryminałów z komisarz Niną Warwiłow. Pierwszy „Dom bez klamek” i drugi „Roztopy” dały mi świetną rozrywkę. Ten również, choć minimalnie był słabszy od poprzednich, sama właściwie nie wiem z jakiego powodu, może dlatego, że troszkę mi się dłużył, nie było w nim aż takiego napięcia, jakiego oczekiwałam. Ale, ponoć z tomu na tom jest coraz lepiej, przede mną jeszcze dwa.

Tutaj mamy do czynienia ze śledztwem w sprawie śmierci młodej aktorki Sary Kosowskiej. Piątka przyjaciół spotyka się w warszawskim mieszkaniu Sary, by po nocnych klubowych eskapadach obejrzeć poranne zaćmienie słońca. Razem z nimi jest właśnie Sara. Wszyscy piją drinki, zbierają się na balkonie, ale Sara źle się czuje, idzie się położyć. No i niestety już nie wstaje.

Przyjaciele Sary zeznają przed policją, że kompletnie nie wiedzą co mogło się zdarzyć. Czy ktoś nasypał jej czegoś do drinka? Niemożliwe. Czy miała wrogów? nic nie wiadomo. Czy może to samobójstwo? Nie! Absolutnie. Każdy z paczki wydaje się być niewinny, ale Nina Warwiłow przydzielona do tej sprawy nie wierzy im. Czuje podskórnie, że coś jest nie tak, tym bardziej, że jak się okazuje, w mieszkaniu był ktoś jeszcze. Kto? I dlaczego parę dni później zostaje znaleziony martwy jeden z przyjaciół Sary, który był wtedy w mieszkaniu? Kto będzie następny?

Śledztwo idzie swoim torem, tropów jest niewiele, ale krok po kroku komisarz Warwiłow dociera do sedna sprawy. Podobała mi się ta kryminalna intryga. Lubię, kiedy osoby prowadzące śledztwo w książkach mają ten dodatkowy instynkt, który pozwala na skupieniu się na początkowo nic nie znaczącym drobiazgu, który potem jednak okazuje się być doskonałą wskazówką. Zabrakło mi tu jednak, jak pisałam, trochę większego napięcia, jakiegoś pazura. Było okey, ale przykładowo poprzednia część: „Roztopy” jakoś mocniej przykuła moją uwagę.

Jak to zwykle w kryminałach współczesnych, śledzimy też prywatne życie głównego bohatera. Nina samotnie wychowuje córkę. Łatwo jej nie jest, jej relacje z mężczyznami, w tym z jednym współpracownikiem, nie są do końca proste i wyjaśnione. Ojciec Niny, alkoholik, z tajemniczą przeszłością, aktualnie jest w szpitalu. Ich relacje też nigdy nie były zbyt poukładane, co widać już w poprzednich częściach, ale tu wydaje się, że pojawia się chęć ich poprawy. Czy się to uda?

W sumie dobry kryminał z niebanalną, kobiecą postacią. Dwa kolejne tomy już czekają na lekturę.

„Czerwony świt” Jędrzej Pasierski, wydawnictwo Czarne, 2020.

„Gra w kłamstwa” Ruth Ware

„Gra w kłamstwa” to kolejna niepokojąca książka Ruth Ware, którą przeczytałam. Nie umywa się ona do „Pod kluczem” czy „Śmierć pani Westaway”, ale i tutaj tajemnice, które przez lata skrywane są przed światem w pewnym momencie wychodzą na jaw i burzą spokój bohaterek: czterech przyjaciółek z lat szkolnych.

Isa, Fatima, Thea i Kate poznały się lata temu, kiedy uczęszczały razem do szkoły z internatem w Salten. Isa – narratorka powieści – najpierw poznaje Kate. Kiedy w pociągu do Salten dołączają do nich Thea i Fatima, dziewczęta są już wydaje się połączone cienką nitką jakiejś energii, która nie pozwoli im się szybko rozstać. Stają sie przyjaciółkami, paczką, do której nikt nie ma dostępu, wszędzie razem, na zawsze i za każdą cenę. „Wzięłam głęboki wdech i skinęłam głową. Czułam się tak, jakbym miała skoczyć z bardzo wysokiej trampoliny. Gdy dźwignęłam walizkę i ruszyłam za oddalającą się Theą, nie miałam pojęcia, że ta jedna niepozorna decyzja na zawsze odmieni moje życie”. Tytułowa gra w kłamstwa, początkowo traktowana jako zabawa polegająca na okłamywaniu innych (ale nie siebie nawzajem) i punktacji w zależności od rodzaju kłamstwa, przerodzi się w grę, która okaże się tragiczna w skutkach i zwiąże dziewczyny sekretem na długie lata.

Kiedy jednak po wielu latach w Salten, niedaleko Młyna (domu Kate, tak niegdyś nazywanego) pewna kobieta natrafi na szczątki ludzkich zwłok, a Kate wyśle do przyjaciółek sms „potrzebuję was”, wówczas każda z nich nie bacząc na swoje osobiste plany, sytuację spakuje się i przyjedzie, bo to sygnał, że coś się zaczęło dziać. Coś co może byc bardzo niebezpieczne w skutkach dla przyszłości kobiet. Isa bierze dziecko pod pachę, zostawia męża kłamiąc, że jedzie na spotkanie absolwentów szkoły, pozostałe kobiety również rzucają wszystko, by zjawić się u Kate, która jest przerażona. Czyje zwłoki zatem odkryto? Co takiego wydarzyło się przed laty i jaki będzie finał historii?
Nie muszę mówić, że autorka umiejętnie prowadzi nas przez całą fabułę, dzięki narracji Isy, która wspomina życie w internacie i wszystko to, co się wówczas wydarzyło. Stopniowo dochodzimy do rozwiązania sekretu, a w finale i tak nasze przypuszczenia biorą w łeb. Zaskakujące zwroty akcji to specjalność Ruth Ware, powolne dogrzebywanie się do prawdy również – cenię to bardzo, bo czytało się dzięki temu, tę książkę wyśmienicie.

Świetnie pokazana jest tutaj zbiorowa odpowiedzialność za czyn, to, jak bardzo wpływa ona na późniejsze życie, jakie konsekwencje wywołuje, w tym jak wielkie jest przerażenie przed ujawnieniem prawdy. Dodatkowo widzimy jak lojalność, która początkowo doskonale jest podtrzymywana w relacjach między kobietami, zostaje nadwątlona zupełnie niespodziewanie. Gra w kłamstwa już nie jest grą. Staje się walką o przetrwanie, a prawda okaże się kompletnie inna, niż przypuszczano.

Polecam, to dobra książka, choć zdecydowanie bardziej podobały mi się wspomniane na początku tytuły, a niebawem zabieram się za najnowszą powieść „Jedno po drugim”, którą już mam na półce.

„Gra w kłamstwa” Ruth Ware, tłumaczenie Ewa Kleszcz, wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2019.