„VOX” Christina Dalcher

vox-b-iext53963046„Zło triumfuje, kiedy dobrzy ludzie nic nie robią”.

Książka Christiny Dalcher pokazuje świat rządzony przez mężczyzn, świat, w którym kobiety nie mogą pracować, nie mają właściwie żadnych praw i dostępu do rozrywek, muszą zajmować się tylko domem i dziećmi i nie mogą za dużo mówić, bo gdy przekroczą normę 100 słów dziennie, metalowa bransoletka na ich ręku zaalarmuje i wywoła porażenie prądem. Nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy doszło do takiego stanu rzeczy, po prostu pewnego dnia, rząd ustanowił dekret, który zmienił rzeczywistość naszej głównej bohaterki, Jean McClellan o 180 stopni.

Jean, doktor, prowadząca kiedyś bardzo poważne badania nad serum cofającym afazję po udarze mózgu, nagle zostaje ‚uwięziona’ w domu, bez książek, z cenzurą w tv, kamerami obserwującymi każdy jej ruch. „Niektóre błahostki, z których składa się codzienność zostały niezmienione. Nadal jeżdżę samochodem, wstępuję do sklepu spożywczego we wtorki i piątki, kupuję sobie sukienki i torebki, a raz w miesiącu chodzę na czesanie do lannuziego. Nie zdecydowałam się na nową fryzurę, bo musiałabym poświęcić zbyt wiele bezcennych słów, żeby Stefano wiedział ile ma przystrzyc tu, a ile zostawić tam. Dla rozrywki mogę sobie przeczytać slogan na billboardzie reklamującym najnowszy album energetyczny, listę składników na butelce keczupu i instrukcje na metkach ubrań. Nie wybielać.”

Aby przeżyć, Jean musi się podporządkować, choć oczywiście zupełnie się z tym wszystkim nie zgadza, w duszy krzyczy o wolność i płacze patrząc na jej małą córeczkę, która, podobnie jak ona nosi metalową bransoletkę. Bo tylko 100 słów dziennie może wypowiedzieć każda kobieta, niezależnie od tego czy ma 40 lat czy 7. Sonia zwykle szczebiotliwa i ciesząca się życiem dziewczynka, nie może przekazywać swoich emocji, tak jakby chciała, rodzice starają się ją chronić przed konsekwencjami przekroczenia dozwolonej normy wypowiadanych słów, nie mówiąc jej o karze, jaką wymierza się za to, ale czy to uchroni małą przed rzeczywistością? czy takie życie w milczeniu, podstępnie wynagradzanym w szkole, nie wpłynie na jej rozwój, radość życia, postrzeganie świata? W przeciwieństwie do syna Jean, który może robić co chce i próbuje pouczać wszystkich wokoło, jak powinno się traktować kobiety (wpływ prania mózgu w szkole i tv), Sonia jest zagubiona i przestraszona, bo nie rozumie dlaczego nie może robić tego, co chłopcy.

Czy taka sytuacja będzie trwała wiecznie? Ile można tak żyć? Nie wszystkie kobiety są w stanie to wytrzymać. Niektóre się poddają i Jean nigdy nie zapomni widoku poparzonych przez prąd ciał, inne z racji odmiennej orientacji seksualnej są zsyłane do obozów pracy,  lub zamykane w celach przymusowo z mężczyznami, albo piętnowane na forum publicznym w straszliwy sposób.

Wszystkim rządzi niejaki Wielebny Carl, który podporządkował sobie ogromną zgraję polityków – fanatyków. Cały kraj tworzy peany na jego cześć i słucha go jak jakiegoś genialnego coacha – to przerażający w swojej potędze człowiek. Wystarczyłoby tylko, by zniknął…. 

Pewnego dnia, Jean zostanie zaskoczona propozycją pracy w laboratorium. Syn prezydenta dostał udaru. Należy go szybko wyleczyć a ona jest jedynym naukowcem, który może pomóc. Propozycja nie do odrzucenia, ale…. No właśnie. Co nastąpi dalej? Jak, jeśli w ogóle, Jean zawalczy o swoje życie i czy będzie mogła odzyskać swój „utracony głos”? Czy jedna kobieta będzie mogła wpłynąć na dalsze losy swojego kraju i stanąć w obronie wszystkich skazanych na milczenie kobiet? I jakim kosztem? 

Przerażająca rzeczywistość i zatrważająca perspektywa zostały przedstawione w tej książce. Czytałam z wypiekami i złością. Nie potrafiłam ‚ogarnąć’ tego świata, do którego w sumie nam niedaleko. Dobrze napisane, i nawet jeśli to tylko (narazie) fikcja to jednak boli. A książka ma wywoływać emocje. Na pewno ją zapamiętam.

„Vox” Christina Dalcher, tłum. Radosław Madejski, wyd. Muza 2019

Reklamy

przyfrunęły

„Farerskie kadry” i „Hektor Berlioz. Pamiętniki” od wydawnictwa Poznańskie (dziękuję pięknie, również za gadżety!), a reszta to zbieranina z ostatnich tygodni. Będzie co czytać :)

DSC04275

DSC04274

DSC04277

„Mroczni ludzie” Jens Henrik Jensen

677081-352x500Druga część trylogii „Oxen” z Nielsem Oxenem, byłym żołnierzem duńskich sił specjalnych okazała się świetnym ciągiem dalszym książki „Zanim zawisły psy”, o której pisałam we wcześniejszej notce.

To wciągająca i mroczna historia sensacyjna, w której główną rolę właściwie odgrywa tajemnicza organizacja, wywodząca się jeszcze ze Średniowiecza. Czytelnik poznaje po części jej historię w pierwszym tomie trylogii i domyśla się, że to bezwzględna, niebezpieczna i bardzo złożona struktura, składająca się z bardzo ważnych w Danii osób, które pociągają za wiele sznurków, posuwają się do bardzo radykalnych czynów. Tym razem rozpoczynają polowanie na naszego głównego bohatera. Dlaczego? Czy uda im się swoimi sposobami i taktyką godną największych mistrzów szpiegostwa dorwać Oxena? Czemu tak bardzo im na tym zależy? I co ma z tym wspólnego szef PET, czyli Policyjnej Służby Wywiadowczej – Mossman, bo jemu również zależy na dorwaniu Oxena?

Mossmana poznajemy również w części pierwszej, jest szefem Margrethe Franck, wówczas partnerki Oxena w śledztwie. To człowiek, który w pewnym momencie przestaje wzbudzać w Margrethe zaufanie. Dlaczego?

W „Mrocznych ludziach” akcję rozpoczyna morderstwo znanego z poprzedniej części kustosza zamku Nyborg – Malte Bulbjerga. Policja i PET zaczynają interesować się sprawą, gdyż śmierć Malte wygląda na egzekucję. Oxen w tym czasie ukrywa się w chacie pewnego Rybaka i zupełnie nie zdaje sobie sprawy, co się dzieje w kraju, nie wie że Malte zostaje zamordowany i nie wie, że Magrethe od ponad roku próbuje go odnaleźć. Dlaczego jej tak zależy? Jak się potoczy dalsza historia Oxena i czy uda mu się ubiec tych, którzy go ścigają? A przede wszystkim, dlaczego go ścigają? 

Niespodziewane, kompletnie zadziwiające zwroty akcji sprawiały, że czytało mi się tę książkę świetnie. Mnóstwo tu analiz, wątków, wniosków, które plączą się, by w pewnym momencie wreszcie się rozwiązać. Sama postać Oxena, weterana misji wojennych ze stresem pourazowym, jest bardzo ciekawa. Tęskni za swoim nastoletnim już synem Magnusem, cierpi na bezsenność, chciałby bliskości, ale nie potrafi jej dać, jest wrażliwy ale jednocześnie twardy, odważny i momentami działa jak maszyna zaprogramowana na idealnego komandosa, asa wywiadu czy kogoś w tym stylu. 

Podobało mi się i czekam na część trzecią.

„Mroczni ludzie”, Jens Henrik Jensen, tłum. Edyta Stępkowska, wyd. Helion / Editio Black 2018

„Zanim zawisły psy” Jens Henrik Jensen

624660-352x500Sam tytuł nie zachęcał mnie do lektury, bo jako wielbicielka psów nie wyobrażam sobie takiego okrucieństwa, choć wiem, że niestety istnieje. Niemniej jednak sięgnęłam zaciekawiona kolejnym duńskim autorem.

Lubię książki Egholm czy Adlera Olsena, zatem czemu nie poznać Jensena? Tym bardziej, że „Zanim zawisły psy” to pierwsza część trylogii z Nielsem Oxenem, byłym żołnierzem duńskich sił specjalnych, wielokrotnie odznaczanym za odwagę (co autor dość często podkreśla). Oxen ma swoje tajemnice i mroczne sekrety z przeszłości, nie wiadomo tak naprawdę, jakim człowiekiem był zanim wstąpił do policji, a potem do wojska. Misje w krajach ogarniętych wojną wpływają mocno na psychikę Oxena. Po powrocie z Afganistanu, cierpiąc na syndrom stresu pourazowego, chce mieć już jedynie święty spokój.

Ma pięknego białego psa, który wabi się Mr. White, i po dłuższym czasie wegetowania i zbierania butelek w Kopenhadze, postanawia wyruszyć na Jutlandię, by po prostu zamieszkać w lesie. Odciąć się od ludzi, z którymi i tak nie lubi rozmawiać, od hałasu wielkiego miasta i od koszmarów sennych.

Poza towarzystwem psa, trawki i butelek whisky, Niels Oxen nie ma z nikim kontaktu. Żyje, ale jakby nie istniał. Nie ma stałego adresu, pracy, ubezpieczenia, śpi na gałęziach pod plandeką, łowi ryby, pije i walczy z Siódemką najstraszniejszych koszmarów. Pewnej nocy, przypadkiem, znajdzie się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie i stanie się głównym podejrzanym w sprawie o zabójstwo znanego polityka. Aby się z tych podejrzeń wyplątać, będzie musiał pomóc policji w śledztwie, bo nie skończy się na jednej ofierze. Pojawi się wiele wątków, morderca najpierw wiesza psy właścicieli, którzy później giną.. Dlaczego? Czy jest coś innego, co łączyło ofiary, niż tylko to, że każda z nich miała psa?  

Niels Oxen i agentka Margrethe Franck, odważna i lojalna kobieta, okaleczona brutalnie w przeszłości, nazwana raz przez Oxena złośliwie „Larą Croft bez nogi”, będą musieli wgryźć się bardzo głęboko w analizę zdarzeń i okoliczności, by zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego giną politycy? Kto może być jeszcze zagrożony? Co się wydarzyło w starym zamku, którego właścicielem była ofiara? Jak nie dopuścić do kolejnych morderstw i dlaczego, do cholery, ktoś wiesza na drzewach bezbronne psy? 

Oxen to ciekawa postać. Mroczna, typowa dla tych kryminałów z Północy Europy. Widać, że duński pisarz również czerpie z tego typowego dla Skandynawów klimatu. Równie ciekawą postacią jest Margrethe. Bardzo interesuje mnie, jak ułoży się jej relacja z Oxenem. Póki co, chyba się polubili i zaufali sobie na tyle, by móc razem pracować. Ale jak będzie dalej, to się okaże. Zaraz zabieram się za właśnie za drugą część „Mrocznych ludzi”, która premierę miała 30.01.2019.

Ze swojej strony polecam „Zanim zawisły psy”, to dobry kryminał, a właściwie dobra sensacja, z ciekawymi bohaterami i jak dla mnie, z ekscytującą i zaskakującą ze strony na stronę akcją. Bardzo mi się podobało, choć opinie o tej książce widziałam różne – od nudnej po beznadziejną. Nie wiem, może ja się nie znam? ;) Czytało mi się przecież super. A to chyba najważniejsze….

„Zanim zawisły psy” Jens Henrik Jensen, tłum. Edyta Stępkowska, wyd. Helion / Editio Black 2018

stosik zaległy

DSC04273

Po lewej, niższa kupka, to moje zaległe zakupy, jeszcze z grudnia i kilka nowo-złapanych nowości w jakiejś przedsprzedaży, a z prawej to wszystko egzemplarze od wydawnictw. O „Ciszy białego miasta” i „Jednostce” już pisałam, przez „Celownik” wiem, że nie przebrnę, więc odpuszczam narazie, natomiast reszta czeka. Z wszystkich pozycji się bardzo cieszę i oczywiście już w kolejnych zapowiedziach na stronach wydawnictw widzę książki, które mnie interesują… Końca nie ma :) Pozdrawiam zaglądających :)

„Cisza białego miasta” Eva García Sáenz de Urturi

708969-352x500„- Ja zadbam o ciebie, ty zadbasz o mnie. Razem jesteśmy nie do pokonania. Musimy się tylko skupić i trzymać nasze trupy w szafie”. Nie odpowiedziałem. Byliśmy słabi, byliśmy dwiema kulawymi ławkami, które muszą się opierać jedna o drugą, żeby się nie przewrócić”.

Tacy są nasi główni bohaterowie: Estibaliz Ruiz de Gauna, pani inspektor Wydziału Kryminalnego w mieście Vitoria w północnej Hiszpanii, czyli de facto w kraju Basków, oraz profiler Unai Lopez de Ayala, pseudonim Kraken. Oboje po przejściach, oboje z przeszłością, która gdzieś tam odbija swoje piętno, ale oboje skuteczni i darzący się zaufaniem. Pracuje im się razem świetnie, znają się bardzo dobrze, wiedzą o sobie prawie wszystko. Nie są parą, są partnerami w pracy. Muszą się wspierać, muszą działać według różnych metod bo „Świat potrzebuje złych ludzi, żeby strzegli go przed tymi gorszymi”. 

Historia, jaką poznajemy opowiadana jest przez Unai, który właściwie już na początku książki informuje czytelnika, że leży w śpiączce z kulą w mózgu. Czy przeżyje? Tego nie wiemy. Wiemy, że wydarzyło się coś potwornego, co doprowadziło go do takiego stanu. Unai wyznaje, że stał sie ostatnią ofiarą seryjnego mordercy. Jak do tego doszło? Kim jest morderca i dlaczego zabija przypadkowo wybrane osoby, które łączy tylko wspólny wiek. Para dwudziestolatków, para piętnastolatków itp… Ofiary się nie znają. Morderca natomiast jest bardzo, ale to bardzo inteligentny. Do zabójstw używa pszczół, a ofiary znajdowane są w różnych zabytkowych, charakterystycznych dla baskijskiego miasta Vitoria, miejscach: budynkach – katedrach itp. Ułożenie ciał również jest zawsze charakterystyczne i dziwne. 

Nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy uderzy morderca, choć policja zaczyna przypominać sobie podobne morderstwa sprzed wielu lat, których dopuścił się inny seryjny morderca. Sęk w tym, że on nadal odbywa karę w więzieniu. Unai de Ayala próbuje wszystkich możliwości, by zrozumieć sytuację i jak najszybciej schwytać człowieka terroryzującego miasto. Dodatkowe wiadomości na Twitterze oznaczone hasztagiem Kraken mają go naprowadzić na prawdę. Kto je wysyła? Czy wspomniany wyżej więzień zabija zza krat? czy może ma naśladowcę? czy będzie mógł pomóc naszemu profilerowi w zatrzymaniu psychopaty? A może sprawa okaże się bardziej skomplikowana i nie taka, jak się wydawała na początku? 

Ta historia tak wciąga, że 570 stron pochłonęłam bardzo szybko. Dzieje się tu wiele. Akcja nabiera rozpędu, tropy są bardzo różne, zaskakujące i interesująco przedstawione. Akcja współczesna miesza się z ciekawą historią z 1970r. Wszystko jest poprowadzone bardzo logicznie i ma mroczny klimat.

Dodajmy jeszcze fantastyczne tło, jakim jest miasto Vitoria. Wszystko praktycznie konfrontowałam z interenetem podczas lektury. Dobrze było zobaczyć ulice, pomniki, zabytki Vitorii o których pisze autorka i w których dzieje się akcja. Genialnie zostały też przedstawione różne lokalne święta w Vitorii (obchody Dia del Blusa- święta bractw „blusas”, albo obchody Virgen Blanca, czyli Białej Panienki, najbardziej huczne w mieście). Fragmenty związane z samym miastem czytałam naprawdę z ogromną ciekawością, nabrałam ochoty na zwiedzanie:

„Ruszyłem ulicą San Francisco, przeszedłem pod arkadami, które tego dnia wypełnili sprzedawcy czosnku. Powietrze przesiąkło przenikliwym zapachem siarki, chodnik pokrywała warstwa białych łusek. Rzesze emerytów w kraciastych koszulach i beretach wracały zadowolone do domów z długimi warkoczami czosnku przewieszonymi przez ramię. Tak było od zawsze – pamiętałem z dzieciństwa, że w dniu świętego Jakuba dziadek specjalnie zabierał nas do Vitorii po zapach czosnku na cały rok”.

Świetna książka – to pierwsza część Trylogii Białego Miasta, „pełnej mrocznych rodzinnych tajemnic, baskijskiej kultury i tradycji”, jak napisane jest na okładce. Premiera książki jest 27 lutego, a ja miałam okazję przeczytać egzemplarz przedpremierowy i szczerze mówiąc chciałabym, aby wyszły już dwa pozostałe z tej trylogii. Warto. Polecam i zachęcam do lektury. Bardzo mi się podobało!

„Cisza białego miasta” Eva García Sáenz de Urturi, tłum. Joanna Ostrowska, wyd. Muza 2018.

„Jednostka” Ninni Holmqvist

699897-352x500Zaczę od tego, że ogromnie podoba mi się ta minimalistyczna okładka, jej kolor i projekt.

Sama powieść, wbrew kilku już opiniom niezbyt pozytywnym, podobała mi się. Nie jest to może  poważna i ambitna lektura z tematyką dystopijnej rzeczywistości i porównywanie jej do „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood, czy książek Orwella i Huxleya chyba jest nadinterpretacją. Natomiast, czytało mi się tę książkę bardzo dobrze. 

Momentami czułam się niekomfortowo, bo sama rzeczywistość przedstawiona w historii Dorrit jest dość przerażająca. Autorka pokazuje świat, w którym jest podział ludzi na potrzebnych i zbędnych. Kobieta w wieku 50 lat i mężczyzna w wieku 60 lat, bezdzietni, są klasyfikowani jako zbędni dla społeczności. Muszą udać się do Banku Rezerw, do tak zwanych Jednostek, w których będą żyć dopóty, dopóki ich organizmy będą potrzebne do jakichś celów: testów, badań, eksperymentów, często wyniszczających organizm, donacji organów, aż wreszcie donacji końcowej, czyli de facto śmierci dla dobra innych. Szkoda, że nie jest wyjaśnione dlaczego takie Jednostki powstały, co się wydarzyło, że rządzący tak zdecydowali. Ale właściwie, czy coś musiało się wydarzać? Ktoś, gdzieś na górze zdecydował. To tak jak teraz. Z dnia na dzień zmieniają się regulacje prawne, powstają nowe ulgi dla matek z dziećmi, utrudnienia dla bezdzietnych. Perspektywa takiej przyszłej rzeczywistości, jak w książce Holmkvist, wcale nie jest dla mnie czymś zaskakującym, szczerze mówiąc. Bo dokąd zmierza świat? Jeśli ludzkość nie przetrwa, wszystko inne nie będzie miało sensu.

Każdy z przybyłych do Jednostki wie, co go czeka, jest przerażony, ale zapewnione ma z góry życie w ogromnym komforcie: bardzo dobre jedzenie, butiki z drogimi ubraniami, za które nie trzeba płacić, różnego rodzaju atrakcje i rozrywki. Jednostka, mimo tych wszystkich wygód, jest tak naprawdę więzieniem, z pokojami bez okien, z tarasem pod szklaną kopułą, z brakiem dostępu do świeżego powietrza, światem, z którego nie ma wyjścia. A może jest?  

„Pensjonariusze” tęsknią za swoim dawnym życiem. Prawdziwym, WOLNYM, normalnym. Dorrit śni o swoim psie i spacerach po plaży. Kobiety, które poznała, próbują ją oswoić z życiem tu i teraz, co łatwe nie jest.
„Jesteśmy jak wesołe świnki albo kury wolnego chowu. Jedyna różnica to taka, że świnie i kury nie są, miejmy nadzieję, świadome niczego innego niż chwila obecna”. 

Dorrit w Jednostce odnajdzie miłość, poczuje się potrzebna i kochana. Niestety do czasu. Co takiego się wydarzy? „Kiedyś chyba myślałam, że życie jest moją własnością. Czymś, czym mogę swobodnie dysponować i nikt nie ma prawa zgłaszać do niego roszczeń ani go oceniać. Ale teraz zmieniłam zdanie. Nie jestem posiadaczką mojego życia, ono należy do innych. – Do kogo – zapytał Arnold. Wzruszyłam ramionami: – Do tych, co mają władzę, jak sądzę”.

„Życie i egzystencja nie maw sobie żadnej wartości. Nic nie znaczymy, nawet potrzebni nic nie znaczą. Jedyną rzeczywistą wartością jest to, co wytwarzamy. A co takiego dokładnie wytwarzamy, to odgrywa już mniejszą rolę, najważniejsze, żeby dało się to sprzedać albo zarchiwizować. A najlepiej jedno i drugie”.

Na pewno ta książka byłaby dużo lepsza, gdyby nie nadmiernie przeciągnięty wątek romansu Dorrit z Johannesem. Troszkę powiało mi tanim harlequinem, ale… nie narzekam. Zakończenia się w sumie spodziewałam, choć podświadomie miałam nadzieję na inne.

Podsumowując: interesująca tematyka, która zmusza do postawienia sobie paru pytań, oraz do zastanowienia się nad światem, który z dnia na dzień się zmienia. Nie należy się tu skupiać na tej rozbuchanej miłości między Dorrit a Johannesem, ale na odpowiedzi na pytanie: w jakim stopniu możemy o sobie jeszcze decydować? 

Premiera książki 12 lutego. 

„Jednostka”, Ninni Holmqvist, tłum. Alicja Rosenau, wyd. Editio 2018.