WTK 19.05.2018

DSC02460

Z Targów przywiozłam cztery książki: Jo Nesbo „Macbeth” (26zł), Kurt Diemberger „Duchy powietrza” (wieki tego szukałam! choć bywa na allegro, ale ja o allegro zapominam ostatnio – 20 zł), „Stracony poranek” Gabriela Adamesteanu (9.99zł), „Latawiec z betonu” Monika Milewska (15zł). Na zdjęciu jest też zapowiedź książki „Anatomia Góry”, której autorem będzie Rafał Fronia – twórca cudownych dzienników z wyprawy na K2. No i to jest dla mnie najcudowniejsza wiadomość. 

Wypatrzyłam również książkę o Arturze Hajzerze, ale była troszkę droga, więc sprawdzę ile kosztuje w necie. Nie wypatrzyłam za to żadnych blogerów/ znajomych – albo jestem ślepa, albo mijaliśmy się, a w tłumie ciężko się rozglądać. Do niektórych wydawnictw nie dało się podejść, ze względu na kolejki po autografy.

Następnym razem chciałabym mieć trochę więcej czasu między pociągami i więcej szczęścia do spotkania kogoś ze znajomych. Ale i tak było fajnie :)

Aaaa… i widziałam P. Krzysztofa Wielickiego !!! i tę mega kolejkę po autografy…

Reklamy

„Toń” Marta Kisiel

656483-352x500To moje pierwsze (w ogóle) spotkanie z twórczością Marty Kisiel. Czy udane? Tak, jak najbardziej. Było zabawnie, czasem wręcz śmiesznie, czasem poważnie i groźnie, a przede wszystkim książka zapewniła mi świetną rozrywkę.

Justyna Stern (Dżusi), totalna wariatka, roztrzepana, szalona blondyna, jej siostra Eleonora Stern – spokojna, pedantyczna, szara myszka bibliotekarka, oraz ich ciotka Klara Stern są trzema głównymi bohaterkami, żyjącymi według dawno już ustalonych reguł: nie mogą mówić o przeszłości, a dodatkowo pod nieobecność ciotki nie mogą zostawiać domu bez opieki i nie mogą kategorycznie wpuszczać nikogo obcego do środka.

Dżusi oczywiście łamie jeden z zakazów i od tej pory historia nabiera rozpędu. Pojawia się dziwny mężczyzna, o dziwnym imieniu: Ramzes, który zabiera coś z mieszkania ciotki. Ciotka natomiast, nie może się o tym dowiedzieć, bo jak się dowie, to nogi z dup dziewcząt powyrywa, a siostry znając jej lodowatą osobowość i czując wobec niej spory respekt, postanawiają odzyskać to, co zostało zabrane, tylko, że nie wiedzą co to było. I tu jest problem. Jednak Dżusti, która jest sprytna i odważna, zaczyna działać. Co wymyśliła? Dodam, że jej wycieczka po antykwariatach będzie miała dość poważne konsekwencje, a mężczyzna, zegarmistrz Gerd, jaki potem pojawi się pod drzwiami dziewcząt, nieźle namiesza i również odegra sporą rolę w całej powieści. 

Na początku pomyślałam sobie, że to będzie kryminał, ale w miarę jak rozkręcała się historia i doszły podróże w czasie (!) do Wrocławia w roku 1945, to stwierdziłam, że się zaczyna dziać! I faktycznie: Klara, ciotka dziewcząt okazała się być tak zwanym „psychopompem” czyli przewodnikiem dusz, przeprowadzającym te dusze na tamten świat. „No więc, taki psychopomp może nie przeprawiać się dosłownie z jednego brzegu na drugi, za to umie się zanurzyć w czasie na praktycznie dowolną głębokość, tak jak nurek w rzece, a potem wrócić bezpiecznie na powierzchnię. Sam lub z kimś.” Ważne jest, by nie przedobrzyć, głębokość nie ma znaczenia, ALE „trzeba wiedzieć, kiedy zacząć się wynurzać, rozpoznawać sygnały, jakie daje organizm człowiekowi”, inaczej „Twoja dusza przeistacza się w błędną marę. Twoje ciało tu, po naszej stronie, staje się przejrzyste, aż w końcu rozwiewa się jak dym. Nieodwracalnie. Był człowiek – nie ma człowieka”. Okazało się również, że Eleonora ma chyba podobny dar i będzie zmuszona z niego skorzystać, by komuś nie stała się krzywda. I się zacznie…. 

To ciekawa opowieść, bo nie służy tylko rozrywce. Pewne sytuacje opisane w książce to dowód na to, że czasem to, co początkowo wydaje się dla nas trudne, tak naprawdę okazuje się czymś prostym. Sama podróż w czasie, to dla mnie metafora takiego skoku na głęboką wodę w normalnym życiu. Czasem ktoś powinien powiedzieć nam (jak jak Eleonorze) „Toń. Chyba potrafisz”. Zanurz się głębiej, zmień coś, nie siedź na brzegu czy na mieliźnie, spróbuj wejść w to życie mocniej i głębiej. Zmień szary płaszcz na turkusowy. 

Ciekawe postaci (listonosz Mądrzywołek ;) na przykład, lub Karolek – bardzo pozytywna postać, sama Dżusti i jej przykładowy tekst typu: „Zawsze powtarzam, że nie wolno ufać niskim ludziom, bo im się serce w gównie macza”. Padłam!), świetnie przedstawiony Wrocław, nieco jego historii, dodatkowo humor tam, gdzie trzeba, powaga i groza również tam gdzie trzeba. Fajna książka, po prostu :)

„Toń” Marta Kisiel, wyd. Uroboros, premiera 23.05.2018

majówkowy stosik

Nadrabiam majowo lektury, czytam, piszę, ale nowe książki też przybyły. Teraz czekam do Targów Książki w Warszawie, co by ewentualnie coś przywieźć stamtąd, jeśli uda się pojechać. A oto ostatnie pozycje, jakie dotarły do mnie. Jestem już w połowie lektury książki Marty Kisiel „Toń” – (zabawna historia :)) a reszta poczeka na swoją kolej. Cieszą mnie wszystkie książki z tego stosu (kilka kupionych, kilka recenzenckich), a najgorsze (dla mojego portfela) jest to, że jeszcze tyle fajnych nowości się zapowiada! Ręce opadają :D

DSC01908

„Zapytaj astronautę” Tim Peake

Zapytaj-astronaute-72W ogóle nie czytam takich książek, nie wiem co mnie podkusiło, by wybrać z propozycji kilku tytułów ten właśnie egzemplarz recenzencki?! (wada: literówki, czasem gramatyka – urok egzemplarzy przed korektą… wrr ).

Przeczytałam tę książkę wczoraj wieczorem i jestem bardzo zaskoczona faktem, jakie to wszystko było dla mnie interesujące!
Tim Peake – pilot i astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) pochodzi z Wielkiej Brytanii, w książce mówi o 186 dniach spędzonych na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Od lat jest ambasadorem brytyjskiej nauki i kariery w przestrzeni kosmicznej. W tej książce odpowiada na wiele pytań, często bardzo dziwnych, o to jak pracuje się w kosmosie, co trzeba zrobić, by zostać astronautą, jak wyglądają proste czynności w stanie nieważkości, czy przerażający jest spacer kosmiczny, co zrobić, gdy na stacji kosmicznej wybuchnie pożar, jak wraca się na ziemię, jaki zapach ma kosmos? 

Dowiedziałam się wielu ogromnie ciekawych rzeczy: m.in. tego, że lot Sojuzem ze stacji Bajkonur w Kazachstanie na orbitę trwał 8 minut i 48 sekund, że kosmonauci w czasie lotu przebywają w dość niewygodnej pozycji, prawie że embrionalnej, w dopasowanych dla swojej postury fotelach. Co dziwne, astronautą może zostać każdy: „nauczyciel, inżynier, lekarz medycyny lub osoba wykonująca inny zawód. Jeden z ostatnich kandydatów przyjętych przez NASA zajmował się wykonywaniem odwiertów w lodzie i był zawodowym rybakiem” :) To mnie rozbawiło. Niemniej jednak wiadomo, że osoba decydująca się na ten zawód i mająca w planach loty w kosmos, musi być wyjątkowo zdrowa, ale co najważniejsze musi umieć się zdyscyplinować, by codziennie trenować, ćwiczyć (wirówka, by oswoić się z przeciążeniami, praca pod wodą, by oswoić się z podobnym do nieważkości stanem, kursy jaskiniowe, nauka języka rosyjskiego, bo wszystkie procedury, instrukcje, karty kontrolne są na ISS po rosyjsku!) umieć pracować w zespole, być zdeterminowanym i spokojnym, na tyle, by w sytuacjach stresogennych podejmować racjonalne i wyważone decyzje.

Tim Peake ma ogromną wiedzę – czy to z zakresu chemii, fizyki, procesów zachodzących w organizmie, zjawisk, jakie mają miejsce w przestrzeni kosmicznej, z zakresu funkcjonowania statku kosmicznego, wszystkich jego paneli czy też modułów ISS. Taka wiedza jest dla mnie nie do ogarnięcia, dlatego podziwiam tego człowieka, i każdego kto decyduje się na bycie astronautą. 

Sama Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) jest tworem niezwykłym. Konstruowana stopniowo, modułami, już na orbicie, jest według Peake’a największym dziełem zaawansowanej techniki. Jej wielkość to mniej więcej jedno boisko do piłki nożnej, waży około 400 ton, porusza się z prędkością 27 600 km/h, czyli przebywając na ISS okrąża się ziemię co 90 minut, przeżywając 16 wschodów i zachodów Słońca. NIESAMOWITE! Peake opowiada o swoim życie na stacji, o codziennych czynnościach typu: jedzenie, toaleta, spanie nie pomijając żadnych, nawet tych bardziej wstydliwych drobiazgów. Opisuje euforię jakiej doświadczył podczas pierwszego spaceru kosmicznego, który wymaga ogromnej odwagi i uwagi. bo wszystkie ruchy, „kroki” muszą być dobrze przemyślane. Naprawa jakiejś części na zewnątrz wymaga niesamowitego skupienia. Peake opowiada o warunkach panujących poza stacją kosmiczną, o skafandrach i ubiorze ogólnie, o tym co wolno, a czego nie, podczas takiego spaceru, ale przede wszystkim co czuł:

 „Mogłem się obrócić w każdą stronę, w jednej chwili podziwiając kruche piękno Ziemi, która z gracją przesuwała się w cień, a w drugiej przeżywając onieśmielenie ogromną, rozciągającą się w nieskończoność czernią kosmosu. Z pewnością nadało to nowy sens słowu „perspektywa”. Nieskrępowany działaniem grawitacji, nie odczuwając ciężaru skafandra kosmicznego i nie dostrzegając cienkiej osłony przed oczami, czułem się całkowicie oderwany – kompletnie oddzielony od Ziemi, cywilizacji i stacji kosmicznej. Miałem wrażenie, jakbym był mikroskopijnym obserwatorem w niezmierzonej przestrzeni wszechświata. Było to najbardziej niezwykłe i uczące pokory doświadczenie mojego życia”.

Książka jest niezwykle wciągająca, napisana prostym językiem, opatrzona ilustracjami, co prawda czarno białymi, ale wyjaśniającymi niektóre, trudniejsze zagadnienia, jest też kilka zdjęć zrobionych przez autora. To on jako pierwszy, zrobił sobie kosmiczne selfie – co widać powyżej, a co czytał, w kosmosie? Książkę Jurija Gagarina „Droga w Kosmos”.

Świetna pozycja dla tych, którzy w przystępny sposób chcą dowiedzieć się czegoś więcej o kosmosie. 

„Zapytaj astronautę” Tim Peake, tłum. Zbigniew Kościuk. Wyd. Kobiece 2018

 

„Jedna jedyna” Jørn Lier Horst

622715-352x500Kolejny kryminał z serii z Williamem Wistingiem i kolejny dobry. Szczególnie końcówka, która zaskakuje i zasmuca jednocześnie. Lubię kryminały Horsta, bo są proste, nie przesadzone, historia skupia się na faktycznym śledztwie, bez zbędnych ozdobników i wymyślnych postaci.

Komisarz Wisting w tej części, która jest czwartą z kolei, a nie wiadomo już którą wydaną w Polsce (zgubiłam rachubę, bo są wydawane nie po kolei) bardzo tęskni za swoją żoną, która wyjechała do Afryki w ramach programu „Lekarze bez granic”. Martwi się o nią, bo ma z nią rzadki kontakt, czeka nieustannie na telefon, dodatkowo gryzie go sumienie, że tak rzadko odwiedza swojego ojca, który niedawno przeszedł zawał. I z kwestii osobistych to właściwie wszystko.

Autor bardziej skupia się na śledztwie, które dotyczy zaginięcia młodziutkiej piłkarki ręcznej Kajsy Berg. Sportsmenka wyszła na trening i ślad po niej zaginął. W tym samym czasie w pobliskim lesie wybucha pożar, a na miejscu policja znajduje zwęglone zwłoki przykute kajdankami do drzewa i spalonego kota z odciętymi łapami. Brzmi brutalnie i obrzydliwie. Kim jest ofiara? Czy to dziewczyna, czy ktoś inny? Dlaczego tak brutalnie potraktowano człowieka? 

Policja będzie długo kluczyć, przesłuchiwać wielu świadków, i jak to u Horsta, Wisting wie, że coś przeoczył, tylko akurat w tym momencie nie może skojarzyć co. Czy to było jakieś zeznanie, na które wcześniej nie zwrócił uwagi? Czy może drobiazg, jaki zauważył któryś z jego kolegów? Wszyscy znajomi Kajsy, jej chłopak, jej trener, koleżanki z drużyny, koledzy z przeszłości, świadkowie różnych zdarzeń będą zeznawać. Czy jednak każdy z nich powie prawdę?

Wiele wątków nie będzie się początkowo ze sobą łączyć, ale Horst (taki już ma schemat) zwykle w 3/4 książki robi „coś”, co sprawia, że Wistingowi zapala się żaróweczka i momentalnie wszystko wskakuje na swoje miejsce. Wystarczy impuls, jakieś słowo, detal i od razu puzzle układają się same. W tym tomie jednak, to co wskoczy na miejsce, za chwilę z tego miejsca wyskoczy i znajdzie się zupełnie gdzieś indziej, kompletnie nie powiązane i błędne. „Jedna jedyna” to książka, która zaskoczyła mnie chyba najbardziej z tej serii rozwiązaniem zagadki kryminalnej. Okaże się, że zniknięcie Kajsy będzie tylko czubkiem góry lodowej, Wisting  poczuje się naprawdę wyjątkowo wyczerpany.

„Czuł się zmęczony. Prędzej czy później sprawcę uda się wytypować i ująć, tego był pewny, ale teraz sprawa wyglądała beznadziejnie. Miał wrażenie, że poruszają się po omacku. Zbierają luźne wątki. Ale właśnie na tym w dużej mierze polegało prowadzenie śledztwa: na tkaniu sieci o jak najdrobniejszych oczkach, tak aby sprawca nie był w stanie się wymknąć”.

Typowy dla Horsta kryminał. Jeśli znacie autora, to wiecie czego się spodziewać. Tu dodatkowo, jest więcej gmatwaniny, więcej nazwisk, głębsze dno samej sprawy i ciężki, emocjonalny finał. Lubię i polecam, szczególnie miłośnikom autora.

„Jedna jedyna” Jorn Lier Horst, tłum. Milena Skoczko, wyd. Smak Słowa 2018

„Ktoś ci się przygląda” Katarzyna Misiołek

ktos-ci-sie-przygladaTa książka, to całkiem niezły thriller. Zakończenie mogłoby być bardziej zaskakujące, ale ogólnie czytało mi się to bardzo dobrze. Niezła rozrywka z dreszczykiem na jeden wieczór.

Anna pracuje w krakowskim radio, prowadzi audycję „Randka w ciemno”, podczas której wysłuchuje na antenie historii na temat randek w ciemno od dzwoniących słuchaczy / słuchaczek. Często są to zabawne opowieści, czasem dość dziwaczne, a niekiedy nawet irytujące. Anna lubi swoją pracę, jest dość rozpoznawalna, pracuje też na uczelni wykładając public relations, a poza tym jeszcze wychowuje samotnie 5-letniego synka. Jej mąż ma nową żonę, czego Anna nie jest w stanie zaakceptować, gdyż jak wynika z jej różnych przemyśleń czy wypowiedzi, nadal kocha byłego męża.

W mieście grasuje gwałciciel włamujący się do domów, o którym media szeroko się rozpisują, wprowadzając panikę wśród samotnie mieszkających kobiet. Anna zaczyna również podzielać strach innych kobiet: ona przecież też mieszka sama (z synkiem) w starym domu. Obok w bliźniaku, mieszkają: jej przyjaciółka oraz sąsiad – Artur, który często pomaga jej w ogródku i bawi się z jej synkiem, ale rzadko wychodzi z domu.

Pewnego wieczoru, ktoś wchodzi do domu Anny. Kobieta słyszy otwieranie drzwi kluczem, a potem kroki, niemniej jednak za chwilę ten ktoś spłoszony ucieka. Skąd miał klucz? Przecież nikt poza gosposią go nie posiada? Czy może to ten gwałciciel, który ma na swoim koncie już kilka ofiar? ale nawet jeśli to on, to skąd miał klucz? 

Anna zmienia zamki, ale zaczyna popadać w obsesję, słyszy szmery, kroki, boi się dosłownie wszystkiego, na ulicy widzi obserwujących ją mężczyzn, w sklepie ucieka przed zagadującymi ją ludźmi. Nie wie, co robić, bo strach zaczyna być silniejszy od niej. Nocne koszmary, brak snu, czuwanie i rozkojarzenie wpływają na jej codzienne życie. Do tego dochodzą głuche telefony i dziwne liściki. Wzmaga się paranoja i poczucie osaczenia, a Anna zaczyna coraz bardziej bać się o swoje dziecko, które nagle też zaczyna miewać koszmary. „I chociaż starałam się nie myśleć o najmroczniejszych scenariuszach, nagle wyobraziłam sobie, co by było, gdyby ktoś uprowadził mojego syna. Gdybym na moment się odwróciła, a on by zniknął. Gdybym, stojąc w tłumie roześmianych matek, na jedną chwilę spojrzała gdzie indziej, a ktoś zabrałby moje dziecko z parku, uprowadził je w biały dzień, na oczach nieświadomych niebezpieczeństwa ludzi.” Anna chcąc nie chcąc, zaczyna podejrzewać wszystkich, z którymi miała wcześniej jakieś relacje, wywleka stare romanse, wspomina poznanych mężczyzn, zaczyna popadać w szaleństwo. 

Kto zatem czyha na kobietę? I jak potoczy się dalej ta cała historia? Przyznaję, że to moja pierwsza książka Pani Misiołek i doceniam atmosferę, którą stworzyła, choć zakończenie było nietrudne do przewidzenia. Ale czyta się to dobrze, kilka przekleństw nie przeszkadza i nie razi, a oddaje tylko nadmiar emocji głównej bohaterki, która zaczyna po prostu wariować. Stawiając się w jej sytuacji, pewnie zachowywałabym się tak samo. Trudno zachować spokój, kiedy stajemy się ofiarą, na którą poluje jakiś psychopata.

Polecam, dobre na wieczór, jeśli macie chęć na niezły thriller.

„Ktoś ci się przygląda” Katarzyna Misiołek, wyd. Muza 2018

„Kocie oko” Margaret Atwood

 kocie-oko-390Czytałam do tej pory tylko jedną książkę tej autorki: „Grace & Grace”, która bardzo mi się podobała. Później nabrałam chęci na „Opowieść Podręcznej”, ale najpierw obejrzałam serial (bardzo dobry zresztą), który zrył mi psychikę dość mocno, więc książka czeka jeszcze na lekturę. „Kocie Oko” otrzymałam od Wyd. Wielka Litera i szczerze mówiąc jestem zachwycona tą książką. Nie sądziłam, że można tak dobrze pisać. Wiem, że na pewno chcę sięgnąć po inne tytuły Margaret Atwood. 

„Kocie oko” to historia Elaine, kontrowersyjnej malarki kanadyjskiej, która po długiej nieobecności wraca do rodzinnego Toronto na tak zwaną „retrospektywę”, czyli po prostu wystawę swoich prac z różnych okresów kariery artystycznej. Jest tym bardzo przejęta, bo jej obrazy są dość niezwykłe, niepokojące, często obrzydliwe, dziwaczne, ujęte w dziwnych kontekstach. Elaine nie wie jak zareagują na nie osoby, które przyjdą na tę wystawę, co powiedzą na to jej znajomi z okresu dzieciństwa, czy zjawią się i jak zareagują na „retrospektywę” przyjaciółki ze szkoły, ich rodziny? Wie jedynie, że te obrazy są dla niej bardzo ważne. Po tylu latach i tym, co się wydarzyło, może być różnie. A wydarzyło się wiele. Wystawa jest tylko przyczynkiem do tego, by powrócić do dawnych czasów, wywołać wspomnienia i niestety przywołać demony, które nigdy z życia Elaine nie odeszły. 

Znajome ulice Toronto sprawiają, że „ściska mnie w gardle, bolą szczęki. Znowu zaczęłam gryźć palce. Aż do krwi, pamiętam ten smak. Smak pomarańczowych lizaków, groszowej gumy do żucia, czerwonej lukrecji, kosmyka włosów, brudnego lodu”. Elaine wspomina kocie oko, kryształową, niebieską kulkę, skrytą w niewielkiej czerwonej torebce. To skarb – nie do kupienia. Trzeba je wygrać. A wtedy będzie chroniło, bo ma moc. „Czasami kiedy je mam przy sobie, widzę tak, jak widzi ono. Widzę ludzi poruszających się niby jasne ożywione lalki, ich usta się otwierają i zamykają, lecz nie słychać żadnych prawdziwych słów. Patrzę na ludzkie kształty, na rozmiary i barwy, nie czując przy tym nic. Żyją tylko moje oczy”.  Czy ochroniło Elaine? 

Kobieta wspominając swoje dzieciństwo przenosi czytelnika w przeszłość. Poznajemy jej trzy przyjaciółki: Cordelię, Grace i Carol. Plastyczność języka i umiejętność przekazywania emocji przez Margaret Atwood, sprawia, że doświadczamy na własnej skórze tego, czego doświadczyła Elaine chodząc do szkoły. Jej trzy przyjaciółki to trójca złych demonów, które zawładnęły jej dziecięcym życiem, dokuczając jej na każdym kroku, drwiąc z niej, każąc jej robić różne, często niebezpieczne rzeczy. Okrucieństwo słów, za każdym razem raniło Elaine o wiele bardziej niż bolesne zdzieranie sobie samej skóry na stopach. Uzależniona jednak od obecności dziewczynek, nie śmiała odmawiać, nie protestowała, nie odzywała się. Zamykała się w sobie, często chcąc po prostu zniknąć. „Zaczynam spędzać czas poza ciałem, nawet nie tracąc przytomności. W takich chwilach czuję się rozmyta, rozdwojona, z jednym „ja” nałożonym na drugie, ale niedokładnie. Tuż obok mojego „ja” przezroczystego, niewidzialnego znajduje się moje ciało, twarda otoczka z mięsa, niewrażliwa jak blizna. Widzę, co się dzieje, słyszę, co do mnie mówią, nie muszę jednak na nic zwracać uwagi. Oczy mam otwarte, ale jestem nieobecna. Uciekłam”.

Czy Elaine udało się wyzwolić z tej okrutnej i bezwzględnej „przyjaźni”? Jak potoczyło się jej życie, już jako dorosłej kobiety? Wspomnienia z dzieciństwa na pewno nie są kolorowe i przyjemne. Nie, bo czasem sięgając pamięcią wstecz, Elaine widzi czarną pustkę. Dlaczego? Bo nie chce pamiętać. Czy zatem zemsta będzie dobrym posunięciem? Czy tylko zamianą ról (Elaine stanie się Cordelią? …) i jakie będą relacje już dorosłej Elaine z mężczyznami (bo i oni są bardzo ważni w tej książce)?

To niezwykle mądra powieść, która przez psychologiczne przedstawienie wszystkich relacji, staje się powieścią o dojrzewaniu, o strachu, o poszukiwaniu tożsamości i o wyrządzonej krzywdzie, która wpędza w obsesyjne pragnienie zemsty. Bardzo polecam. Bardzo dobra!

„Kocie oko” Margaret Atwood, tłum. Magdalena Konikowska, wyd. Wielka Litera 2018.