„Quichotte” Salman Rushdie

sr„Jestem nowicjuszem w szeregach rasy ludzkiej, pomyślał, ale wydaje mi się, że ten gatunek się myli albo łudzi co do własnej natury. Tak się przyzwyczaił do noszenia masek, że nie widzi, co się kryje pod spodem. Tutaj, w tym autobusie, mogę rzucić okiem na rzeczywistość, która jest bardziej fantastyczna, bardziej przeraźliwa, bardziej należy się jej obawiać, niż mogą to wyrazić moje biedne słowa. Tego wieczoru jesteśmy kapsułą zawierającą dowód ludzkiego życia i inteligencji, kapsułą posłaną w czarne otchłanie wszechświata, by przekazać każdemu, kto może nas usłyszeć: oto jesteśmy. To my. Jesteśmy złotym dyskiem na pokładzie Voyagera ze wspomnieniami odgłosów Ziemi. Jesteśmy mapą Ziemi wyrytą na satelicie KEO, kroplą krwi w diamencie. Jesteśmy Reprezentantem Planety Trzy z głową Hydry, wieloma stopionomi w jedno. Może jesteśmy Ostatnimi Fotografiami w satelicie orbitującym wokół Ziemi, które długo po tym, gdy wymazane zostaną ostatnie ślady naszej bytności na tej planecie, pokażą przybyłym kosmitom, kim kiedyś byliśmy. Jesteśmy przerażający jak diabli”.

Salman Rushdie stworzył opowieść, którą czytałam z prawdziwą przyjemnością, ciekawością i fascynacją. To moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem o hinduskim pochodzeniu, znanym głównie z książki „Szatańskie wersety”, ale nie tylko oczywiście. Nie miałam wcześniej okazji, aby sięgnąć po cokolwiek jego pióra. „Quichotte”, czyli ostatnia powieść Salmana Rushdie pokazała mi styl autora i jego niesamowitą zdolność  do obserwacji świata i do łączenią wątków, bo to taka „szkatułkowa powieść” z dwiema liniami narracji, dodatkowo ubarwiana często czarnym humorem, który mi się niezmiernie podobał.

Jak widać po tytule, autor nawiązuje w powieści do Don Kichota, postaci stworzonej przez Cervantesa. Tutaj, błędnym rycerzem walczącym z wiatrakami i szukającym swojej Dulcynei jest Ismail Smile, obwoźny sprzedawca, obsesyjnie zakochany w prezenterce telewizyjnej Salmie R. Przemierza on Amerykę starym samochodem obserwując wokół rzeczywistość i stawiając jej czoła. W pewnym momencie, by nie czuć się tak samotnym, wymyśla sobie syna, którego nazywa Sanczo i który najpierw jako istota nie dość zmaterializowana pojawia się zaskoczony swoim istnieniem w aucie Quichotte’a, a potem za sprawą pewnego świerszcza mówiącego po włosku (!) staje się prawdziwym człowiekiem. Nic dziwnego: w końcu to era Wszystko Się Może Zdarzyć. Quichotte przemierza z synem kolejne Doliny, które są etapami ku wyzwoleniu, a co za tym idzie, ku miłości: wielkiej, żarliwej i na całe życie. Aby zdobyć wymarzoną Salmę R. Quichotte pisze do niej listy, tajemnicze, krótkie, ale na tyle fascynują one kobietę, że zaczyna się ona zastanawiać, kim jest ów mężczyzna, który zawsze tak elegancko i wymownie „śle uśmiech”? Jak potoczy się zatem dalej historia Quichotte’a? Czy uda mu poznać osobiście Salmę R. i co będzie dalej, o ile w ogóle.. ?

Ale to nie wszystko. Jest jeszcze Sam DuChamp: pisarz, autor thrillerów, który jest drugim narratorem. To on właśnie wykreował postać Quichotte’a, dał mu życie i pozwolił na opowiedzenie swojej historii. DuChamp z kolei opowiada własną. Jego życie  ze względu na również hinduskie, co Quichotte’a, pochodzenie, nie było łatwe. Głównie rodzinne problemy z Siostrą spowodowały, że relacje z bliskimi zostały mocno nadwątlone. Życie DuChampa dość mocno splata się z życiem Quichotte’a, któego stworzył, przeżywają obaj podobne sytuacje, choć bywa, że reagują na nie inaczej. Borykają się z rodzinnymi problemami, poszukując własnej drogi i odkrywając swoją własną naturę. „To oszałamiające, uprzytomnić sobie w tak zaawansowanym wieku, że rodzinna narracja, którą w sobie nosisz – i w której w pewnym sensie żyjesz – jest fałszywa lub, że przynajmniej nie zdawałeś sobie sprawy z jej najistotniejszej prawdy, przed tobą ukrywanej”. 

Obaj narratorzy, czyli i Sam i Quichotte są świetnie przedstawieni. Ich historie sprzęgają się w nieprawdopodobny sposób, co udowadnia talent Salmana Rushdie. Co ciekawe Salma R., ta znana osobowość telewizyjna, w której kocha się Quichotte, jakoś dziwnie kojarzy mi się z samym autorem, Salmanem Rushdie (Salma R. –  Salman Rushdie). A cała historia to nie tylko podróż ku miłości, której wszyscy szukamy i pragniemy, To także podróż w głąb siebie, jak powiedział Quichotte „do moich własnych nadwątlonych cnót, dobroci i szlachetności. […] Stając się godny ciebie, mogłem zasłużyć na bycie sobą”. 

Niezwykle ciekawy jest również przedstawiony tu obraz Ameryki, widziany przez głównych bohaterów – obraz kraju w którym nadal istnieje rasizm, w którym kultura staje się czymś bardzo podrzędnym, telewizja ogłupia, ludzie mają zbyt łatwy dostęp do broni, a normalność przestaje być normalna i moralna. Tutaj świetnym obserwatorem jest Sanczo – syn Quichotte’a, czego dowodem jest cytat z początku mojej notki, albo to pytanie „A może światem jest telewizja, a ja nie wiem kto trzyma pilota?”. Zresztą jego obserwacji i opinii jest w tej książce mnóstwo (nie mogę cytować wszystkich przecież) i są nieprawdopodobnie trafne, uniwersalne i pokazujące jak ludzkość stacza się na dno w swoich poglądach, zachowaniach..

Czytajcie, jeśli lubicie Salmana Rushdie, czytajcie jeśli go nie znacie, by zdecydować, czy spodoba Wam się jego styl.  To nie jest łatwa książka, choć czyta się świetnie. To było dla mnie fascynujące, dziwne i jednocześnie bardzo zapadające w pamięć doświadczenie. Na pewno sięgnę po coś więcej tego pisarza, na półce mam tylko „Dzieci Północy” więc zapewne niebawem będzie to ta lektura.

„Quichotte” Salman Rushdie, tłumaczenie Jacek Kozłowski, Wydawnictwo Dom  Wydawniczy Rebis, 2020.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.