„Dziennik Hadriena i Rumianki” Hadrien Rabouin

DSCF0046-001„Miasta mnie usypiają, nudzą. Gdzie są drzewa, które kiedyś kołysały mnie do snu, oplatały swą miłością ? Bez nich czuję się jak zbiorowisko komórek, usiłujących przeżyć do jutra. Miłość to energia, to życie. To magnes, który spaja, łączy i pozwala trwać. Miasto to jej przeciwieństwo. Miasto zabija. Rozprasza”.

Są ludzie, którzy bez miasta nie potrafią żyć. Gubią się w surowych wiejskich przestrzeniach, nudzą, nie potrafią ogarnąć ogromu natury, jej spokoju i równowagi. Wolą zgiełk, tłum i nowoczesność. Innym do szczęścia wystarczają krótkie wakacje na wsi, na tyle krótkie by nie zdążyć się przyzwyczaić. Są też ludzie, tacy jak Hadrien, urodzeni na wsi, nie potrafiący żyć w wielkomiejskim pędzie i hałasie. Przyzwyczajeni do współżycia z naturą, do życia ze zwierzętami, do obowiązków w gospodarstwie, do skromności i pokory jaką należy mieć wobec przyrody, nie wyobrażają sobie zmiany miejsca zamieszkania. Ich marzeniem może być na przykład podróż. Ale nie nowoczesnym środkiem transportu czy korzystając z usług nowoczesnych hoteli. Im się może zamarzyć podróż na piechotę. Czemu nie?

Nastoletni Hadrien postanowił od(z)wiedzić kilka regionów Francji, z której pochodzi. Właśnie pieszo i to w dodatku polnymi drogami (nie asfaltem, a jeśli już to w ostateczności). Dlaczego? dlatego, że za towarzyszkę obrał sobie …. krowę z własnego gospodarstwa. Nazwał ją Rumianką, objuczył i wyruszył, a że krowa ma delikatne racice, nie nawykłe do długich „spacerów”, nie można było jej podkuć, dlatego należało podczas drogi unikać wszelkich twardych podłoży.

Poparcie dla pomysłu chłopaka wyraziła fundacja Zellidja, która wspiera kształcenie młodzieży poprzez podróże. Hadrien otrzymał dotację na swój projekt, co wiązało się również z wywiadami, artykułami w gazetach, pewnego rodzaju sławą, bo wielu mieszkańców wsi i miasteczek, jakie odwiedził chłopak, rozpoznawało go z gazety czy telewizji. Co myśleli? W większości gratulowali pomysłu, życzyli powodzenia, dawali jedzenie, ale byli też tacy co to wyśmiewali jego wybór towarzyszki podróży i uważali za dziwaka. Trudno. Hadrien się tym właściwie nie przejmował. Dla niego ważniejsze było zupełnie coś innego, niż sława czy rozpoznawalność, a mianowicie: poczucie wolności, radość z prostego, skromnego życia, docenienie uroków tego co „tu i teraz”.

Hadrien Rabouin przebył z Rumianką w sumie 1300 km – krowa mimo kilku niewielkich przygód (o dziwo) dotarła cała i zdrowa spowrotem do domu. 

Co o tej książce napisać? To prosta, skromna i ciepła opowieść – historia młodego człowieka, który ukształtował się dzięki podróży. Trzeba nadmienić, że to nie była jego pierwsza wyprawa w nieznane, wcześniej dużo jeździł autostopem, jednak … była to pierwsza wyprawa ze zwierzęciem. Co jest nieważne w takiej podróży? (właściwie w każdej dłuższej tego typu?) Nieważny jest bagaż. Im dłużej idziesz, tym wyraźniej widzisz czego potrzebujesz. Wystarczy namiot do snu pod drzewami, żeby nie napadało ci na głowę, butelka wody, para dobrych butów, drobiazgi typu latarka czy nożyk. „W miarę posuwania się naprzód człowiek zdaje sobie sprawę, że to, co jeszcze miesąc temu wydawało mu się absolutnym minimum, już wcale nim nie jest”.

Hadrien uwielbia czytać i ma ze sobą, poza najpotrzebniejszymi rzeczami, książki. Niektóre wziął z domu, niektóre otrzyma po drodze od napotkanych osób (potem je zostawi, bo jednak będą ciężkie), ale dla niego czytanie jest ważne. „Czytanie ma to do siebie, że traci się poczucie czasu. Otwiera ono w epokach, krajobrazach, ludziach wyłomy, w które człowiek zagłębia się, nie wiedząc, kiedy i jak się z nich wydostanie. Czytać to w pewnym sensie podróżować”.

Ważne są dla niego również obserwacje natury, szacunek dla przyrody, natury i zwierząt, nauka pokory i odwagi, nauka rozumienia samego siebie, swoich potrzeb i ograniczeń. To bezpretensjonalna, pozbawiona dydaktyzmu opowieść o wyjątkowej przygodzie, o tym co najważniejsze – podana w ciepły sposób i z dyskretnym humorem.

„Czuję się wolny. Przede mną miliardy szlaków, dróg… Za mną każdy krok, każde spotkanie, każde wahanie, każdy zakręt… Wszystko to wpisuje się we mnie. To mnie wykuwa, idę naprzód. Tyle już ci zawdzięczam drogo”.

DSCF0047[1]

„Czy znowu wyruszę? nawet nie ma co pytać. Z Rumianką? Wiem, że jest gotowa, ale już na dość długo oderwałem ją od bliskich. Dokąd? Tam, tutaj, wszystko jedno. Kiedy?”

„Dziennik Hadriena i Rumianki” Hadrien Rabouin, Wyd. Czarne 2010.

Reklamy

6 uwag do wpisu “„Dziennik Hadriena i Rumianki” Hadrien Rabouin

  1. Ujął mnie stosunek Hadriena do Rumianki – pełen szacunku, troski, serdeczności. Książki wprawdzie nie czytałam, ale można sądzić, że takie podejście musi mieć do zwierząt w ogóle.
    Z moich doświadczeń wynika, że na polskiej wsi to bardzo rzadka postawa, a już wobec zwierząt typowo gospodarskich – prawie niespotykana. Takie zwierzęta mają przede wszystkim na siebie zapracować, darmozjadów się nie toleruje i bez sentymentów pozbywa. Zwierzę jest tyle warte, ile wypracuje, nawet te najmniejsze, koty, kury, psy mają określone funkcje i lepiej dla nich, kiedy je wypełniają. A Hadrien zdaje się być inny. Wcale mnie nie dziwi, że jest wyśmiewany przez ludzi: moi krewni, mieszkający na wsi i bardzo kochający zwierzęta, za swoje do nich podejście zasłużyli sobie u współziomków na miano dziwaków (to najłagodniejsze z określeń, jakie miejscowa plota do nich odnosi, a Ciocia dość często nazywana też bywa z ironią „kociarą”, „kocią matką”). Żeby krowie okazać jakieś uczucia, troszczyć się o jej raciczki? Polski chłop w ogóle tego nie zrozumie.
    Dużo we mnie złości, ale w kwestii wiejskiej mentalności względem zwierząt mam naprawdę długie, bolesne doświadczenie i każde odstępstwo od niechlubnej normy jest dla mnie cudem objawionym. Koniecznie muszę tę książkę przeczytać: dla Hadriena, po to, żeby całkowicie wiary w człowieka jeszcze nie stracić.

    Polubienie

  2. Jabłuszko – masz rację… niestety taki jest stosunek do zwierząt wielu osób na polskich wsiach, wydaje mi się – sama mam rodzinę na wsi i widziałam jak było (teraz już co prawda nie mają tylu zwierząt co kiedyś) ale wg nich przecież kot „to tylko kot” pies „to tylko pies” a krowa ma dawać mleko i nic więcej. Oczywiście dbali żeby miała czysto w miarę w oborze ale to było takie „na odwal się”. Hadrien faktycznie ma inny stosunek. Biorąc nawet pod uwagę kwestię imienia. Kto by nadawał imię krowie, i do tego takie urocze? Rumianka. Śliczne wręcz (to ze względu na rumiankowy kolor sierści, jakikolwiek on jest :)
    I tak, Hadrien to chłopak, który się troszczy o swoją towarzyszkę. Inni pomysleliby, że może nie myśli biorąc ją w tak długą podróż.. Ale to nie tak. Krowa może być jak się okazuje równie dobrym towarzyszem podróży co koń, pies czy osioł.
    Ciekawa i niesamowita jest też nić porozumienia między Hadrienem a zwierzakiem, jaka wywiązuje się podczas podróży…. Serdecznie polecam bo to naprawdę bardzo ciepła i przyjazna historia.
    Aha, co do ludzi napotykanych po drodze, właściwie większość była pozytywnie nastawiona, dla nich to było takie „niesamowite” spotkać kogoś kto jest w gazecie albo pojawił się w telewizji mówiąc o swoim projekcie. Tylko…zastanawiam się czy ta większość ludzi reagowałaby podobnie nie wiedząc o nim nic, bo właściwie ci którzy nie słyszeli o projekcie Hadriena od razu, uznawali go za dziwaka i włóczęgę.

    Polubienie

  3. porta celeste – oj tak… cudny fragment :) albo jak bidulka osłabła i trzeba było szukać weterynarza, jak on się przejmował… Fotka cudna… w kolorze wygląda to bardziej realnie niż na tych czarno białych fotkach z książki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s