„Ballada o lutniku” Wiktor Paskow

„Ballada o lutniku” jest moralitetem, który jest wolny od moralizowania, powieścią historyczną bez opisu wielkich wydarzeń, trzyma w napięciu, choć nie jest książką sensacyjną, wzrusza, mimo, że nie ma w niej romantyzmu. Mimo niewielkich rozmiarów jest książką bardzo ważną”. Tak napisała Mariola Mikołajczak, tłumaczka książki Paskowa, w posłowiu, które jest dość istotne dla tej historii, bo wiele spraw tłumaczy i nadaje szerszego kontekstu. Ponoć tytułowy lutnik wzorowany jest na postaci żyjącej niedyś w bułgarskiej Sofii i mającej wielki wpływ na tamtejszą scenę muzyczną, ale właściwie to nie wiadomo, ile w tej książce jest prawdy, a ile fikcji.

Początek książki rozpoczynają wspomnienia dorosłego mężczyzny. Zdania kreślone celnie i entuzjastycznie przez narratora odnoszą się do jego życia sprzed lat, kiedy był niespełna pięcioletnim chłopcem. To on, mały Wiktor, z biednej rodziny, jednej z wielu takich w komunistycznej Sofii. Marzył wówczas, by grać na skrzypcach, ale był jeszcze zbyt mały, by posługiwać się normalnym modelem instrumentu. Potrzebny był mniejszy model zwany „ósemką”. Okazało się, że mógł go zrobić tajemniczy dziadek, mieszkający w nędznej przybudówce domu Rudego. Ten dziadek to lutnik, George Henig, kochający swoją pracę, wkładający w nią całe swoje serce, pielęgnujący drewno, z którego wyrabiał skrzypce z największą pieczołowitością i delikatnością. Pieścił je, rozmawiał z nim, bo to ono musi zgodzić się na to, by grać w czyichś dłoniach. Smutne drewno nie może grać u wesołego człowieka, a wesołe u smutnego. To dziwny staruszek, który jak tylko zobaczył małego Wiktora, od razu nazwał go królem. Dlaczego?

Wiktor nie tylko otrzymał upragnione skrzypce, ale też wiele się nauczył od staruszka, który tak naprawdę pochodził z Czech i dość koślawym, łamanym bułgarskim opowiadał o swoim życiu, ale to głównie skrzypce były tematem rozmów. To je uważał za swoje życie. Uważał, że należy w stworzenie ich wkładać całe swoje serce. Osoba dziadka wiele wniesie do życia całej rodziny Wiktora, która zmaga się z biedą, a także z wieloma innymi niesnaskami na tle rodzinno-pochodzeniowym.

Wiktor nie ma dziadka, zatem Heniga będzie traktował jako członka rodziny, szczególnie wtedy, kiedy ojciec Wiktora zacznie w stolarni staruszka wykonywać kredens. Ten kredens to wymarzony mebel matki Wiktora, świadczący według niej o statusie społecznym. Nie masz kredensu – nie masz nic. Masz kredens – masz lepszy status, ale …. jednocześnie sąsiedzi zaczynają gadać.

„Wieść o tym, że ojciec robi kredens, obiegła dzielnicę jak błyskawica i zmieniła nasz status społeczny. Dotąd byliśmy po prostu biedni, tak jak inni biedacy, teraz nagle staliśmy się zdrajcami, inteligentami, odszczepieńcami, panoszącymi się lokatorami. Moi rówieśnicy, którzy i tak mnie prześladowali z powodu skrzypiec, zaczęli mnie prześladować jeszcze bardziej. Zostałem zupełnie wykluczony z ich grona. Nie miałem nic przeciwko, izolacja odpowiadała biedzie absolutnej – idei, którą byłem ogarnięty. Podobało mi się, to że jestem biedny. Ze wszystkich sił dążyłem do biedy”.

Ta książka jest bardzo refleksyjna, oszczędna w słowach, wydarzeniach, ale jest dobrze napisana, z nutą takiej jakby ulotności, magii, wysumblimowania – nie umiem określić tego dobrze. Czytałam z przyjemnością (bo dotyka strun wrażliwości i urzeka), choć nie zrobiła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Paskow, jak wynika z posłowia, umieścił w Wiktorze wiele z siebie, ale co najważniejsze, pokazał niewielką społeczność (sąsiadów) i jej przywary, nakreślił mniej więcej, jak żyło się w biednej, komunistycznej Bułgarii. Podobało mi się to, jak Wiktor dojrzewa, dzięki znajomości z dziwnym staruszkiem, który uważa, że należy pielęgnować wspomnienia, pamięć o ważnych rzeczach, przedmiotach, cenić je za to, że mają własną historię, pochodzenie, że to właśnie to stanowi ich bogactwo. Paskow przedstawił też w tej historii umiłowanie do pasji i poświęcenie się pracy, która może zmienić wiele w naszym życiu, nadać mu sens. Do tego, mamy również ważną kwestię oswajania się ze śmiercią i przemijaniem, co było wzruszające.

Polecam. To mądra i urzekająca powieść. Premiera 30 września.

„Ballada o lutniku” Wiktor Paskow, tłumaczenie Mariola Mikołajczak, wyd. Poznańskie, 2020.

3 komentarze do “„Ballada o lutniku” Wiktor Paskow

  1. Natalia

    Ta książka już mi się gdzieś przewinęła w przestworzach Internetu i przyznam, że na początku nie miałam zamiaru po nią sięgać, ale po Twojej notce stwierdziłam, że jednak moż to być coś dla mnie.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ajkub

    Tyle razy widziałem tę okładkę na Instagramie, ale dopiero po Twojej notce zapisałem ją do listy na przyszłość. Na plus, że rzecz dzieje się w komunistycznej Bułgarii, lubię te czasy!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.